SFinks #64 nadchodzi

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Kończę prace redakcyjne nad kolejnym SFinksem, czwarty po rewolucji, a 64 w ogóle. Nie jest to jeszcze numer zamknięty do końca, przebieram w tekstach, czytam co spłynęło, ale szykuje się ciekawie.

Dużo dobrej publicystyki. Esej Jacka Soboty o Bułhakowie, wywiad długi z Eugeniuszem Dębskim, w prozie Szyda, Inglot i Budrys. Stałe materiały Wojciecha Kajtocha, Marka Oramusa, Jacka Soboty, Pawła Laudańskiego,  Leszka Błaszkiewicza, Marka Żelkowskiego. Zapowiedzi i nowości, recenzje.

Zamykam numer za tydzień, równolegle trwa skład. Do drukarni przed majówką, premiera około 15 maja. Przedsprzedaż ruszy, wraz z książkowymi majowymi zapowiedziami wydawnictwa w majówkę.

sfinks-64

0 

Jarek Szuba (1957-2021)

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Zmarł mój przyjaciel, Jarek Szuba, Poznaliśmy się w klubie fantastyki „Stalker” w 1984 roku. Znawca i kolekcjoner komiksu. Uczestnik Polconów i Stalconów. Miał pod Olsztynem stadninę koni w pięknym gospodarstwie, które budował sam od podstaw. Rok temu bawiliśmy się u niego w Sylwestra ekipą Solaris Travel. Na ostatniego Sylwestra też byliśmy umówieni, ale z powodu pandemii odwołaliśmy imprezę. I już więcej się nie spotkamy. Jarek zmarł na covid.

0 

Album Tomka Sętowskiego

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Właśnie ukazał się piękny album Imaginarium z malarstwem Tomasza Sętowskiego. Przed laty gościliśmy go na zamku nidzickim na festiwalu, a wystawa jego prac była jedną z najlepszych, jakie prezentowaliśmy. Były to wielkie cudowne obrazy, które wspaniale się prezentowały w galerii. Tomek to jeden z najważniejszych twórców nurtu realizmu magicznego, obchodzi właśnie 60 lat i 40 lat pracy twórczej.

W albumie możecie pooglądać reprodukcje (na 300 stronach, oprawa twarda, format 20×30 cm), ale są to naprawdę wspaniałe obrazy, pokazujące niesamowitą wyobraźnię Autora. Można patrzyć i patrzyć, wciąż od nowa. Cudo. Polecam.imaginarium

0 

Zbiór Murraya Leinstera

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Nie pierwszy, i pewnie nie ostatni, raz piszę na tym blogu o tym, że Leinster należy do moich ulubionych autorów amerykańskiego złotego wieku sf. Należy pamiętać – amerykańskiego – bo pojęcie złoty wiek, belle epoque, golden age itd. ma dla każdej nacji inne znaczenie, obejmuje innych autorów, inne okresy. Dla Rosjan jest to na przykład czas nieoczekiwanej i chwilowej tylko odwilży, jaki nastał w pierwszych latach urzędowania Chruszczowa. Wtedy wybuchł m.in. talent Strugackich, powieści z naucznoj fantastiki cieszyły się wielką i zasłużoną popularnością, a autorzy mogli poszaleć bez kłaniania się socrealistycznym zasadom pisania. Dla Polaków? Trudno powiedzieć, chyba nie powstał na ten temat żaden artykuł – jak uważacie, czas pierwszych powieści Lema i publikacji trylogii Borunia i Trepki? Czy może fantastyka socjologiczna, z Zajdlem, Wnukiem, Oramusem i Żwikiewiczem na czele?  A może w ogóle nie mamy złotego wieku polskiej sf? Bo przecież trudno nazywać złotym wiekiem czas powstania kilku książek? To raczej przełom, nowa jakość, mała rewolucja. Z kolei to, co stało się w ostatniej dekadzie XX wieku to raczej komercyjny boom na fantastykę polską, a nie złoty wiek.

inwazjaWracając do Leinstera. Ten wynalazca był jednym z podstawowych pisarzy złotej dla amerykańskiej science fiction epoki magazynów pulpowych. Publikował w wielu z nich, często pod pseudonimami (jak Kuttner). To były opowiadania oparte na pomyśle, z dobrą puentą – takich wtedy oczekiwano. Ale Leinster oprócz tego dawał ciekawe postaci, przygodę, awanturę. I był prekursorem idei i gadżetów, które weszły do rekwizytorni sf. Bardzo lubię Pierwszy kontakt, który opowiada o impasie i nieufności do obcej cywilizacji – niby jest kontakt, ale nikt nie chce zdradzić pochodzenia swojej rasy. Albo Samotna planeta o kosmicznym inteligentnej istocie wielkości planety. Czy Dziwny przypadek Johna Kingmana – o humanoidalnym obcym trzymanym w zakładzie psychiatrycznym.

Wybór najlepszych opowiadań Leinstera, w tym trzy prapremierowe nowele, możecie znaleźć w tomie Inwazja. W tym – ciekawostka – dwie wersje pierwszego opowiadania o Burlu, potomku rozbitków statku kosmicznego, co rozbił się na planecie wstępnie terraformowanej przez statki automatyczne, a potem zapomnianej. Bogactwo życia roślinnego i zwierzęcego czyni z niej prawdziwy raj dla myśliwych. Ten cykl kończy krótka powieść Leinstera i zamierzamy ją wydać w przyszłym roku.

0 

Piaski Marsa

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Pracując nad przedmową do antologii marsjańskiej przypominam sobie różne utwory o tej tematyce. Po latach odświeżyłem sobie Piaski Marsa, Arthura C. Clarke’a. To była jego debiutancka powieść, z 1951 roku, a więc sprzed ery kosmicznej. W tym czasie Clarke’a fascynowały planety naszego układu, z tego samego okresu pochodzi nagradzane opowiadanie „Spotkanie Meduzą”.

Sama powieść fabularnie się zestarzała, jest sympatyczną ramotką. O ile bowiem napędu atomowego nie mamy, to jednak maszyny do pisania i wywoływanie klisz fotograficznych odeszło w dal. Choć pewnie wróci jeszcze, tak jak wspaniały comeback zaliczyły płyty winylowe; ja w każdym razie body analogowej lustrzanki nie wyrzucam.

Wiemy też znacznie więcej o Marsie. Clarke umieścił na nim tubylcze formy życia roślinnego i zwierzęcego. Oczywiście wiedział już, że nie jest to możliwe, ale tego wymagała fabuła. Mamy jednak w Piaskach Marsa kilka ciekawych pomysłów, potem mocno ekploatowanych przez pisarzy fantastów: życie w kolonii, walka o przetrwanie i niezależność od Ziemi (sprawy ekonomii), adaptacja planety (nie pada słowo terraformowanie, choć termin został użyty 9 lat wcześniej przez Jacka Williamsona), sztuczne słońce, itd. Pod wieloma względami była to powieść prekursorska, Clarke został dostrzeżony. Nota bene, lata później napisał książkę o terraformowaniu Marsa, opatrzoną licznymi symulacjami komputerowymi – Śniegi Olimpu – wydał ją w Polsce Prószyński.

Piaski_marsa2 TheSands

0 

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Wreszcie, z opóźnieniami, ale jest – Klubówkowe szaleństwo, rzecz o klubówkach, czyli klubowym ruch wydawniczym dwóch ostatnich dekad XX wieku. Wziąłem książkę do ręki z podziwem, bo Instytut Kultury Popularnej stanął na wysokości zadania: twarda choć klejona oprawa, kolor w środku, format akademicki.

Klubowkowe_szalenstwo-01_malaArtur Nowakowski zbierał materiały na tę książkę przez kilka lat, jeżdził po Polsce, robił wywiady, kolekcjonował wreszcie klubówki, co dzisiaj nie jest łatwe – ceny są horrendalne. I pomyśleć, że oddałem wszystko do biblioteki klubowej, która się potem rozpłynęła w powietrzu 🙂 Sam myślałem o napisaniu tej książki, w latach 86-87 utworzyłem amatorski katalog tych wydawnictw, ale zwyczajnie nie mam czasu na twórczość. Jak dowiedziałem się, że Artur się za to zabiera, oddałem resztę archiwum (i tak by rozpadły się na strychu), a i teraz zasilam jego zbiory, jak coś udaje mi się znaleźć. TU APEL – jeśli macie, niepotrzebne, jakieś fanziny i klubówki z lat młodości, to wysyłajcie do mnie, ja przekażę Arturowi – niech archiwa działalności klubowej będą w jednym miejscu, w samym centrum kraju. Zanim NATO bądź Ruscy wjadą, by odebrać należne honoraria za te wydawnictwa, to zdążymy przenieść je do lasu 😀

Ładna książka, polecam. Nie przeczytałem jej od razu, na to trzeba kilku dni – podejrzałem trochę cytatów, wypowiedzi. Artur miał ciężką przeprawę, bo jak wiecie ludzka pamięć słabnie z wiekiem, mając tendencję do zmiany faktów, wybielania jednych spraw lub zaczerniania drugich. Wybrnąć z tego nie było łatwo. Na szczęście to już nie mój problem.

0 

SFinks 62 w ebooku

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Pojawił się SFinks 62 jako ebook. Z opóźnieniem, ale jest.

W papierze jest numer 63, a kolejny, wiosenny już przygotowujemy. Będzie w połowie maja.

A w maju aż 9 nowości od nas: Dekalog Owena Yeatesa Eugeniusza Dębskiego (5 woluminów w twardej), Łzy koa Piotra Witolda Lecha (w twardej), antologia polskiej fantastyki Mars (w twardej) i Drzwi z tamtej strony Władimira Michajłowa. I wspomniany SFinks 64.

Na czerwiec planuję dwa tomy Gulakowskiego, a w wakacje sporo polskiej fantastyki: Szyda, Oszubski, Zimniak.

Koniec komunikatu 🙂

Sfinks_Nr_62_epub Sfinks_Nr_62_mobi

15 

Idzie nowe

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Idzie nowe w polskiej fantastyce. Z bardzo dużym zadowoleniem obserwuję powolną, ale wyraźną już zmianę warty w rodzimej fantastyce. Ktoś mógłby powiedzieć, że ta zmiana już dawno nastąpiła, że wielu nowych autorów nosi już od lat pisarskie ostrogi, bo ma na koncie 5, a nawet 10 książek, obecność w periodykach itd.  Ja w ferowaniu wyroków jestem trochę opieszały, diamenty, jak już się znajdzie, wymagają oszlifowania. Staram się – w swoich antologiach – generacje łączyć. Np. w nadchodzącym Marsie macie debiutantów, autorów z kilkoma ledwie publikacjami prasowymi, średnie pokolenie pisarzy ze sporym dorobkiem, ale i tuzów, którzy piszą już rzadziej, ale wciąż z „nerwem”, tym czymś, co odróżnia dobrego pisarza od złego. Chociaż i tak pojawiły się głosy, że to męska antologia, że tylko jedna kobieta… Kochani, w literaturze nie ma parytetów, albo coś się trzyma kupy i nadaje do wydania, albo nie. Póki co, interesujących polskich autorek pisujących twarde science fiction nie ma wielu. Co innego, gdybym nagle (nie wiem, co by to musiało być – meteoryt olsztyński, kłęby dymu z ziela, albo opary butaprenu) postanowił złożyć antologię fantasy. Wtedy, proporcje byłyby zapewne odwrotne. Może, kiedyś… I wybieram zioło.

Nowych autorów poczytuję, na chybił trafił sprawdzam, co u nich słychać, czekam na opinię czytelników, bądź krytyków, których cenię.

I tak, chciałbym zwrócić uwagę Waszą na dwie książki. Pierwsza – Dom wszystkich snów Wojciecha Guni, może stać się książką roku w polskiej fantastyce. Choć to weird fiction, czyli gatunek po który nie sięgam często, to napisana jest niezwykle sugestywnie, sprawnie, z wieloma literackimi tropami, które wytrawni literaturoznawcy z pewnością wyłowią. To zbiór 12 opowiadań i krótkiej powieści, a tytułowy dom, czyli nasz świat łączy je w całość. To opowieści o ludziach zamieszkujących ten dom, poszukujących sensu życia i… właściciela nieruchomości.

Bardzo polecam waszej uwadze, mnie niektóre fragmenty mocno trzepnęły.

Ciekawą autorką, nie debiutantką, bo za opowiadania była dwukrotnie nominowana do Zajdla, jest Magdalena Kucenty. Jej Genokrację z serii Zodiaki polecam uwadze. Te dwa wspomniane opowiadania należą do cyklu – mamy tu świat kastowy, w bliżej nieokreślonej przyszłości czy alternatywnej rzeczywistości. Przynależność do poszczególnych kast określa czystość genetyczna. Ciekawy jest pomysł wykorzystania znaków zodiaków do różnicowania psychologicznego. To jest czytadło, ale autorka wprowadza liczne wątki, które są jej – autorskim – komentarzem do naszej rzeczywistości. A już sam ten fakt oraz to, że Kucenty wie, o czym chce pisać, tę książkę wyróżnia w nowej polskiej fantastyce.

domwszystkichsnow zodiaki

0 

Technika przyszłości/teraźniejszości

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Kończę w tym roku 60 lat, „awansowałem” do klasy seniorów. Od lat dziecięcych fascynowałem się fantastyką, fascynację zamieniłem w zawód – a jak mówią, kto robi co lubi, ten w rzeczywistości nie pracuje. Hmm, czyli będę nie pracował do końca życia 🙂 Sił wciąż moc, pomysłów też. Oto jako senior, mam zamiar (projekty już zaawansowane) uruchomić działania w nowym zupełnie dla mnie segmencie. Szczegóły już wkrótce.

Otaczają mnie różne gadżety, nowinki technologiczne, które aż proszą się, by wykorzystać je w swojej pracy. Np. możliwość realizacji filmów poprzez smartfon, gimbal i odpowiednie aplikacje. Jakież to łatwe, jakie otwiera możliwości wizualnej prezentacji książek, trafienia do czytelnika! Rozważam, to kolejna z nowinek, która chodzi mi po głowie. Albo dron – Dr.On, nie mylić z Doktorem No – cóż za wspaniała możliwość prezentacji swoich podróży! Zaczynam od tego roku, a przecież ile przeszłych wycieczek prosiłoby się o rzut z nieba.

Albo dzisiejszy poranny spacer z psem.Wieczorem wyłączam łącza typu telefon – to czas na film, książkę, rodzinę. Widzę, że łączył się ze mną przez messangera Janek Maszczyszyn z odległej Australii. Wywołuję go, u niego 18, u mnie 8 rano. On w ogrodzie swojego domu, ja na spacerze. I możemy rozmawiać, wymieniać poglądy, opowiadać o swoich problemach – a wszystko to z wizją, jak w dawnych filmach i książkach SF, poprzez przestrzeń. A rozmowa trwa i trwa, pies szczęśliwy, zamiast codziennego stadionu (400 m) robią się 3 stadiony.

I piszę te zdania na przenośnym komputerze (a mógłbym na telefonie), umieszczam w wirtualnej rzeczywistości, dzieląc się tym zadziwiającym doświadczeniem z innymi. I słucham jednocześnie płyty gramofonowej (mono!!!) z koncertu Włodzimierza Wysockiego.

I pomyśleć, że fantastyka naukowa nie przewidziała telefonów komórkowych, podobnych łącz, a zminiaturyzowane superczułe aparaty szpiegowskie u Heinleina (Stranger in a Strange Land – powieść ma tyle lat co ja) miały wielkość paczki papierosów. Minęło tylko 60 lat. Czyż świat nie jest cudownyWciąż nie mogę się nadziwić.

9 

O końcu

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Nie wiem czemu, ale lubię powieści o końcu. Może dlatego, że każdego z nas czeka koniec? Ostateczny. Śmierć i potem tylko popiół i robaki. Nie jest to wrodzony pesymizm, raczej pogodzenie się z nieuniknionym – myślę, że łatwiej wtedy żyć, zamiast rajcować się powieściami o nieśmiertelnych lub życiem po życiu, rajem, piekłem i całą resztą. Dla mnie szkoda na to czasu.

Fantastyka jest często pesymistyczna, co po części wynika z faktu, że będąc wnikliwym obserwatorem rzeczywistości trudno być optymistą co do przyszłości świata.

Książek o końcu jest dość sporo. Nie mówię o postkatastroficznych opowieściach rysujących obraz świata po kataklizmie biologicznym, kosmicznym, wojennym etc., ale o końcu. Bo koniec jest końcem, po nim nie ma nic. Jak w Drodze McCarthy’ego, wstrząsającej powieści o ojcu i synu przemierzających wyludnioną i zniszczoną Ziemię. Oj, ta powieść zryła mi mózg. Nie mogłem spać.

ostatnibrzegPrzypomniałem sobie – stare wydanie – Ostatniego brzegu Nevila Shute’a, słynną, sfilmowaną w gwiazdorskiej obsadzie powieść o atomowej zagładzie, która kładzie kres ludzkiej cywilizacji, i jest też ksenocydem dla zwierząt. Poruszający to obraz, pisany w czasach, gdy możliwość wybuchu konfliktu atomowego uważano za realną, budowano liczne schrony, ludzi szkolono w sztuce przeżyci. Wojskowi uważali, że zmazując przeciwnika uranem i kobaltem z powierzchni ziemi oni sami przeżyją w schronach i wyjdą potem na słońce. Nic bardziej mylnego. Shute jasno i niezwykle sugestywnie pokazuje, jak może wyglądać koniec człowieka. Choć wojna wybucha na półkuli północnej, to skażenie jest tak intensywne, że wiatry spychają radioaktywną chmurę na antypody. I chociaż ci ludzie nie uczestniczyli w wojnie, to muszą zginąć. Wszyscy.

Shute niespiesznie kreśli landrynkowy obraz Australii – słońce, plaża, życie toczy się zwykłym trybem. Są braki w dostawie pewnych produktów, deficytowa jest benzyna, ale generalnie wszyscy się krzątają wokół spraw jak dotąd. Chociaż prognozy są nieubłagane, zostało im coraz mniej życia. Co ciekawe, u Shute’a nie ma paniki – zjazd do końca jest jakiś taki naturalny, łagodny, bez histerii. Na chorobę popromienną nie ma lekarstwa, apteki przygotowują dla chętnych kapsułki z trucizną. A na tle tego ogólnoludzkiego dramatu rozgrywa się flitr między oficerem amerykańskiej łodzi podwodnej a młodą Australijką.

Ta warstwa społeczna powieści też jest bardzo ciekawa, z dzisiejszego punktu widzenia bardzo archaiczna – stosunki damsko-męskie są dostojne, mężczyźni są szarmanccy i opiekuńczy, a kobiety to piękne i słodkie trzpiotki. Nie sprawdziłem, czy poprawiono to przy nowym wydaniu (choć użyto starego przekładu), mam nadzieję, że nie.

rosenInna kapitalna powieść, właściwie literacki żart na poważne tematy, to Wielkie solo Antona L. Herberta Rosendorfera. Tytułowy bohater pewnej czerwcowej nocy zostaje sam na świecie – wszyscy inni ludzie zniknęli bez śladu. Anton L., urzędniczyna niskiego szczebla, ale o wysokim mniemaniu o sobie, kryptoalkoholik, hipochondryk, „posiadacz” kilku zabawnych natręctw, staje się bohaterem monodramy niejako niechcący. Doskonała powieść.

Przypomniałem sobie też Brunatną rapsodię innego Austriaka, Otto Basila, ale o niej może przy innej okazji, w równie doborowym towarzystwie.

0