Kończymy pracę nad SFinksem. Jest opóźnienie, ale nie dało się go uniknąć – jak pisałem, drukarnia ma duże obciążenie.
Za to najnowszy, i wciąż gratisowy dla naszych klientów, SFinks – jest najgrubszy w historii. 32 strony pełnokolorowe i 12 stron czarno-białych. Na tych ostatnich opowiadanie Johna Varleya „W pałacu władców Marsa”, nominowane do Hugo. Klasyczna SF eksploracyjna. Świetne.
Na stronach kolorowych – aż 120 nowości książkowych, felietony Błaszkiewicza, Laudańskiego, Oramusa, Sokołowskiego i Zimniaka. Recenzje. Polecanki (moje). I ciekawostki. Postarałem się, by ten numer był przewodnikiem po nowościach. Wszak zbliża się czas kupowania prezentów. A książka nadal jest świetnym pomysłem na podarunek, odkąd stała się towarem luksusowym. Tak tak, luksusowym. Kiedyś Heinlein, a za nim powtórzył to Asimov, mówili, że muszą pisać na tyle ciekawie, by wygrać konkurencję z 2 piwami. Dzisiaj książka kosztuje tyle co 15-20 piw, i dla wielu przegrywa w przedbiegach… Oby było stać nas na obie te przyjemności. I na wiele więcej.
Premiera numeru za tydzień. Akurat zbliżają się nasze premiery książkowe, będzie co zamawiać.
Dodaj komentarz