Czytam teraz dużo klasyki. Pewnie więcej nawet niż kiedyś, dzisiaj wszystko jest dostępne, wydane, opracowane – z ćwierć wieku temu i jeszcze dalej, trzeba było na nową książkę ulubionego autora sporo czekać. Czytam codziennie, dużą partię tekstu, a czynię to z kilku powodów. Mam w głowie dwa projekty, które ode mnie tego wymagają – łączę więc przyjemne z pożytecznym. Jednym z projektów jest pomysł na książkę o science fiction i muszę mieć najważniejsze pozycje SF wszech czasów przeczytane na nowo, świeżo odbite w mózgownicy.
Ostatnio wróciłem do Strugackich i jestem pełen ochów i achów. Czytani chronologicznie, en masse, wbijają w fotel. (Dygresja – wracajcie do swoich ulubionych lektur po latach, kiedy wasz osąd na różne sprawy się zmienił – odczytacie te lektury na nowo.) Dzisiaj, dzięki pracy Wojtka Kajtocha i innych filologów, znacznie lepiej znamy kontekst i tło, czyli warunki, w jakich przyszło tworzyć Braciom.
To jest twórczość, którą szanujący się fantasta czy po prostu człowiek inteligentny, powinien znać. Choć nachodzi mnie taka smutna konstatacja, że długo możemy wznowień ich książek w Polsce nie doczekać. Piętnaście lat temu spotkałem się z Borysem Strugackim pod St.Petersburgiem. Mówił o tym, że życzy sobie wyłącznie przekładów pani Lewandowskiej. Tymczasem tłumaczka już raczej nie dopracuje przełożonych raz książek, aby ukazały się w Polsce wersje pełne, bez cięć cenzury. A wydawca wolałby pełne wydania.
Edycja dzieł Strugackich w Rosji funkcjonuje i różni się od tego, co znamy po polsku. Czasem są to niuanse, czasem zmiany ważne. Wynikały nie tylko z powodu kłopotów Braci z wydawaniem swoich książek w ZSRR – radzili sobie z tym jak mogli, publikowali w różnych republikach, pod pseudonimami, czytani byli w samizdatach. Dla Polaka, który poznał komunizm była to typowa droga artysty przez mękę nakazów, obostrzeń, droga uników, kamuflowania prawdziwych intencji. Co ciekawe – sami badacze twórczości Braci w Rosji – nazywają siebie ludenami – nie zgadzają się z opinią polskich badaczy, że Strugaccy walczyli z systemem totalitarnym. W Rosji przeciwko władzy podobno się nie występuje (ciekawe, jak wytłumaczą dwie krwawe rewolucje), dla nich Arkadij i Borys to typowi przedstawiciele sfer artystycznych, nękani i nie kochani przez władzę.
Przenicowany świat sprawił mi wiele radości. Lektura po latach pozwoliła przychylniej spojrzeć na scenariusz Diaczenków do dwuczęściowej ekranizacji dzieła. Tom otwiera tzw. Trylogię Kammerera. Na Ziemi i w przestrzeni badanej przez Ziemian mamy zrealizowany ustrój komunistyczny. Ludzie są piękni, mądrzy, otwarci na wszechświat, który chcą poznawać i zmieniać. Oczywiście na jedyny słuszny ustrój. W galaktyce istnieje dużo zamieszkanych planet. Wiele ras wykazuje olbrzymie podobieństwo do ludzi, co prowadzi do oczywistej tezy, że ktoś celowo zasiał życie w kosmosie – uważa się, że stali za tym mityczni Wędrowcy. Na tych dalekich planetach rzadko jednak udaje się osiągnąć poziom Ziemi, zwykle mamy do czynienia ze społecznymi systemami, które nie radzą sobie w budowaniu humanitarnej przyszłości. Totalitaryzm, nacjonalizm, faszyzm – z tych wszystkich -izmów tylko komunizm jest OK. Ale oczywiście to tylko gra, jaką Bracia prowadzili, gdyż opisywane przez nich światy, obserwowane przez tzw. Progresorów – to różne wersje sowieckiej rzeczywistości. Tak właśnie rosyjscy fantaści pogrywali z władzą sowiecką. Nawet ci prorządowi, jak Jefremow, który za Godzinę Byka omal nie wylądował w gułagu.
Maksym Kammerer rozbija się na planecie, na której życie jest nic nie warte, glob pełen jest blizn po licznych wojnach z wykorzystaniem broni atomowej. Ludzie żyją w stałym zagrożeniu, wojsko i specsłużby mają pełną władzę, wszystko podporządkowane jest zbrojeniom. Maksym zaś to młody, naiwny komsomolec. Wydaje się wzięty jak nie z tej bajki i, oczywiście, próbuje zastany świat odmienić. Ale w swoich wysiłkach, nieświadom obecności Progresorów, zachowuje się jak słoń w składzie porcelany.
W kolejnych powieściach trylogii – jest to wewnętrzny cykl większej serii, Południe XXI wiek – śledzimy dalsze losy Kammerera. Już nie młodzika, a eksperta, Progresora pracującego dla KomKonu – służb specjalnych chroniących Ziemię, jej kolonie i ekspedycje naukowe przed zagrożeniem z zewnątrz. W Żuku w mrowisku KomKon wie już, że mityczni Wędrowcy, siewcy życia, wciąż działają. Ludzie obserwują i wspomagają młodsze cywilizacje, a Wędrowcy prawdopodobnie robią to samo na Ziemi. Skąd wie? Bo na odległej planecie odkryto sarkofag z ludzkimi embrionami. Ich wiek oceniono na 40000 lat, ale są w stanie gotowym do rozwoju. Jedni radzą je zniszczyć, ale przegłosowują ich ci, którzy są za zbadaniem embrionów. Wygrywa opcja życia: narodzone dzieci otrzymają rodziców, wychowanie i będą stale obserwowane. Możliwe, że jest to pewien rodzaj testu na człowieczeństwo, a może największy błąd w dziejach. Specsłużby KomKonu uważają, że panują nad sytuacją, gdy nagle jeden z trzynastu (tyle było embrionów) – pracujący jako Progresor Lew Abałkin, porzuca swoją misję, ląduje na Ziemi i znika. Nie znane są jego zamiary.
W Fale tłumią wiatr mamy do czynienia z Kammererem u schyłku życia. Nie jest on głównym bohaterem drugiej i trzeciej powieści, ale ma znaczący wpływ na zdarzenia – a chodzi o zamiary Wędrowców, ludenów, wobec ludzkości. W trzeciej części znowu spotykamy wielu starych znajomych. Taka budowa powieści to znak rozpoznawczy Strugackich. Stworzyli w kilkunastu powieściach i opowiadaniach historię przyszłości, budując ją nie ze zdarzeń, a raczej z postaci. Ich wzajemne relacje, rozmowy, czasem listy, pozwalają poznać świat przyszłości; te same nazwiska pojawiają się w całym cyklu, czasem w epizodach, a niekiedy są tylko wymieniane. Powstał dzięki temu wielki gobelin utkany z nici-losów: progresorów, pilotów, naukowców, badaczy.
Wielkość Strugackich polega również na tym, że do każdej z powieści o etapach życia Kammerera wybierają inny rodzaj narracji. Od klasycznie prowadzonej opowieści Przenicowanego świata przez szkatułkowy zestaw sprawozdań, rozmów, wywiadów – czasem nudnawy, ale czujemy, że pisarze prowadzą nas zakosami ku rozwikłaniu trudnej zagadki – w Żuku w mrowisku po zbiór dokumentów i relacji w Fale tłumią wiatr.
Wkrótce więcej o Strugackich, bo w ramach wspomnianych projektów, kończę lekturę następnych tomów Południa XXI wiek. Wielka frajda w czytaniu Braci, ale jak zerkam na daty wydań, ustawiam sobie chronologię, a przede wszystkim tematykę ich powieści i to, co wyziera zza zapisanych wersów, to zadaję sobie pytanie, czy ta ich twórczość nie jest znakiem zamkniętej i niebyłej już epoki. Nie poznamy odpowiedzi na pytanie, jak – a przede wszystkim, co – Strugaccy pisaliby obecnie. Jak odnaleźliby się w nowej rzeczywistości i jaki wpływ miałaby ona na ich prozę.
Podobnie jak nie dowiemy się, jak poradziłby sobie z tym Zajdel.



Dodaj komentarz