To była prawdziwa wojna 🙂
Interesuję się piłką w stopniu minimalnym ostatnio. Nawet Euro mnie nie rusza. Czułem, że na festiwalu nidzickim trzeba będzie jakiś ekwiwalent strefy kibica zorganizować, chociaż Polacy zwykle grali wieczorami, kiedy wszyscy już byliśmy w hotelu, mając telewizory i telebim w kawiarni. Zresztą, w Kalborni zaliczyliśmy już tyle mistrzostw, co zawsze w czerwcu się rozgrywają, że podeszłem do tego na spokojnie.
W sobotę Polacy grali o 15, a my mieliśmy program w pełni. Dlatego przygotowałem salkę ad hoc, z pięknymi gotyckimi łukami, komp podłączony do sieci, kod do Ipli i rzutnik na ścianę. Mecz miał się skończyć do 17, kiedy to rzutnika potrzebował do prelekcji Marcin Przybyłek. Niestety, polscy sportowcy uwielbiają horrory i zamiast znokautować przeciwnika o czasie, zawsze walczą o dogrywki, tie-breaki, piąte sety i karne lub rzuty monetą. Taka kardiologiczna dbałość o rodaków. No i o 17 musiałem im zabrać rzutnik, bo program ważniejszy. Było nerwowo, Darek bronił rzutnika własnym, wcale pokaźnym ciałem. Kibice dokończyli transmisję wpatrując się w mały ekran laptopa.
Frekwencja na spotkaniu była większa niż w strefie kibica. Fantastyka zwyciężyła.



Dodaj komentarz