Mamy w Polsce trzech bardzo dobrych autorów fantastyki, którzy po znakomitym rozpoczęciu przygody z pisarstwem, następnie na długi czas odłożyli je, wybierając karierę zawodową. W sumie, trudno się dziwić – droga zawodowego pisarza nie jest usiana różami, popularność i wysokie nakłady trudno uzyskać, i często trzeba wychodzić na przeciw czytelniczym oczekiwaniom, które czasem odbiegają od twórczych planów. Za twardą fantastykę biorą się często naukowcy, a ci w pewnym momencie muszą wybrać – pisarstwo czy kariera naukowa, pisanie doktoratu, habilitacji itd. Potem ciężko wrócić do pisania, które w przypadku wspomnianych na wstępie autorów: Dariusza Filara, Macieja Żerdzińskiego i Marka Huberatha jest ich miłością. łączy ich wspaniałe wyczucie fantastyki, własny styl, oryginalne pomysły.
Marek Huberath jest jedynym jak dotąd z tej trójki, który po przerwie spowodowanej habilitacją powrócił udanie do pisarstwa. Liczę, że pozostali dwaj wkrótce też zaprezentują nowe utwory czytelnikom. Na razie przypominam ich stare teksty, namawiam do pisania. Maciej Żerdziński, lekarz psychiatra, autor prac naukowych, a przy okazji malarz, rysownik i muzyk rockowy, szykuje do Archiwum polskiej fantastyki zbiór opowiadań mocno przebudowanych w stosunku do pierwszych wersji – wkrótce o nim napiszę więcej, bo jestem w trakcie redakcji.
Dariusz Filar, ekonomista, członek Rady Polityki Pieniężnej, profesor, ostatnie opowiadania opublikował 25 lat temu. Teraz powraca zbiorem Jeszcze jedna podróż Guliwera, na który składa się pięć nowel i opowiadań. Bardzo dobrze napisane, z dobrymi pomysłami, pokazują, że polska fantastyka straciła na rzecz ekonomii bardzo utalentowanego pisarza. Filar ma pisarstwo we krwi i mam nadzieję, że teraz, gdy obowiązki uniwersyteckie nie będą zbyt uciążliwe, jeszcze nas zaskoczy dobrym tekstem.
Ja polecam twórczość tych trzech panów, bo to są zjawiska w polskiej fantastyce ważne, pokazujące, że rodzima science fiction to nie tylko Lem, i tylko Lem.
Dodaj komentarz