Poprzez modę na zombie, wykreowaną przez komiksy i seriale, i prawdziwy zalew nudnawych powieści o martwych powstających by pojeść świeże mięsko, wypłynęło z otchłani literatury fantastycznej kilka powieści z fantastyki katastroficznej. Nie wiem, czy to działanie zamierzone wydawców, bardziej prawdopodobne jest to, że tytuły te wynaleziono przy poszukiwaniu fraz postapokaliptyczny, postkatastroficzny.
Lubię powieści katastroficzne. Może wynika to z obserwacji rzeczywistości i świata wokół, co nie nastraja optymistycznie. Ekologia, anomalie pogodowe, permanentny kryzys, konflikty społeczne, polityczne, bezpardonowa walka o surowce i wpływy. To nie może się skończyć dobrze, a fantaści potrafią stworzyć takie wizje przyszłości, w których szukam… no właśnie, czego? Może odrobiny otuchy? Bo fantastyka katastroficzna to nie literatura o końcu świata w ogóle – jak w Ostatnim brzegu Shute’a, czy Drodze McCarthy’ego. To fantastyka o końcu świata, jaki znamy. Świata z dobrobytem, pełnymi półkami sklepowymi, nadmiarem żywności, samochodami, podróżami, wypoczynkiem, dziećmi w szkole, ciepłą wodą i z ogrzanym w zimie domem. Taki świat może się jednak szybko skończyć, i przydatne staną się umiejętności dzisiaj pogardzane – walka o przetrwanie w zimnie, głodzie, bez lekarstw. Od naukowców i magistrów socjologii czy psychologii ważniejsi staną się murarze, myśliwi, kowale.
Ja w tych powieściach szukam otuchy, czytam, jak ocalałe garstki ludzi poradzą sobie w świecie, który runął z cywilizacyjnego szczytu w barbarzyństwo.
Z powieści katastroficznych, które ostatnio wydano polecam dwie części Łabędziego śpiewu Roberta McCammona (po wojnie atomowej, świat mutantów), wznowiony niedawno Bastion Stephena Kinga, zapowiadana na dniach Po apokalipsie Maureen McHugh (to laureatka Dick Award czy Tiptree Award), czy dwie powieści w jednym tomie Johna Wyndhama – Dzień tryfidów / Poczwarki. Szukajcie też w antykwariatach (to takie, nieliczne już, sklepy ze starymi książkami) czy na allegro Gdzie dawniej śpiewał ptak Kate Wilhelm czy Śmierć trawy Johna Christophera. Albo Siwobrodego Briana Aldissa czy Ludzkie dzieci P.D. James.






Dodaj komentarz