W science fiction zawsze mnie radowały krótkie opowiadania, 2-3 strony, maksymalnie 7. Pomysł, lakoniczna fabuła, zaskakująca puenta. Od lat zbieram takie króciaki, bo marzyło mi się wydać antologię szortów. Problem w tym, że uzbierać ich trzeba sporo, przynajmniej 20, by tomik wyglądał jak książka a nie broszurka. Ale jak się uprę… W dodatku znalazłem podobnych pasjonatów, tłumaczy.
Na sierpniowy Polcon taką antologię szykuję. Wśród autorów Heinlein, Bradbury, Brown, Bova, Fyfe, Shaw, Disch, Slesar, Williamson… Kto wie, może to będzie pierwsza taka antologia na świecie? Kwintesencja krótkiej formy literackiej w sf. Dużo mam z nią radochy. I waszej uwadze polecam.
Dodaj komentarz