Przewala się przez Internet dyskusja o podziale fandomu starego i nowego, alienacji tego pierwszego itp. Przecieram oczy ze zdziwienia, ale nie chce mi się boksować po fejsbuczkach, więc parę zdań tutaj.
Moim zdaniem problemu nie ma i nie było. Fandom był zawsze jeden. Bardziej lub mniej zintegrowany, bardziej lub mniej zróżnicowany, ale nie podzielony. Zmienia się nawet w ostatnich latach bardzo dynamicznie za sprawą nowych mediów, ale podziału nie ma. Do fandomu się należy lub nie. Wolna wola. Jedni mogą jeździć na konwenty i tym samym być fandomem, inni wolą czytać, grać, oglądać, słuchać (nieodpowiednie skreślić) w domu i… w sumie tylko tutaj rodzi się pytanie, czy fan kochający fantastykę w zaciszu domowym to jest fandom, czy już nie. Dla mnie tak – kiedy 22 lat temu trochę zezłoszczony na marazm w organizacji Polconów postanowiłem zorganizować festiwal fantastyki, to imprezę skierowałem do osób, które nigdy na konwenty nie jeździły, a czytały i kupowały fantastykę w mojej księgarni. Nie była to alienacja czy gra pod tytułem „ja wam pokażę jak robić konwent”, co kilka osób próbowało mi zarzucić (większość już z fandomu znikła i została zapomniana) – tylko próba zrobienia czegoś nowego. Ale wciąż w ramach fandomu. Ci „moi” uczestnicy jeżdżą dzisiaj na liczne konwenty w Polsce. Są członkami fandomu. A festiwal w Nidzicy jest traktowany dzisiaj jako konwent w starym stylu, ale traktuję te słowa jako komplement. Nie alienację,a uznanie pewnej formuły. Jeżdżą do Nidzicy trzy pokolenia fantastów. To chyba przeczy podziałom?
Nie ma więc podziału fandomu na stary i nowy, a tym samym nie ma problemu, o którym dyskutuje się dzisiaj, jakby istniał i był poważny (nawiasem mówiąc, na czym miałby ten problem polegać?). Stary i nowy, też coś. Aby istniał problem, ten stary fandom (ponieważ honorowałem grupę wyjadaczy fandomowych, co są w fandomie od minimum 30 lat specjalnymi koszulkami, to wiem, że tych osób jest około czterdziestu – też mi fandom 😀 Wszyscy razem w przychodni geriatrycznej bylibyśmy jedynie częścią kolejki) musiałby coś robić osobno – własne konwenty, fanziny, nagrody, kłócić się, wykazywać dno merytoryczne młodego fandomu. Tymczasem tak nie jest. Fani w moim wieku jeżdżą na konwenty, wygłaszają prelekcje – jak się ich poprosi, chodzą z innymi na piwo po ciężkim konwentowym dniu, czasem się przebierają, służą radą, czasem są zapraszani jako goście.
Siedzą niekiedy osobno? Wiara zbiera się jak jej wygodnie. Widzi znajomych, to się przysiada. Każdy może usiąść z nimi i podyskutować.
Pamiętajmy – różnice to nie podziały. Różnorodność to bogactwo. Nie można dzielić fandomu np. według sposobu wypowiedzi czy pisowni. Ktoś wykształcony w latach 50. będzie inaczej mówił niż ten, co kończył szkoły w 70., a już na pewno inaczej niż współcześni nastolatkowie. Przyzwyczajenie, skłonności do takiej czy innej frazy… (czy jak u mnie, do wielokropka zawieszającego wypowiedź :))- mówimy tym samym językiem i potrafimy się dogadać. Nie można również dzielić według peselu.
Pierwszy raz usłyszałem o podziale na fandom globalny i lokalny – to już są zwykłe wymysły. Fandom generalnie jest działalnością lokalną, to, że czytamy tę samą fantastykę co rówieśnicy innych krajów jest jakimś przejawem gospodarki światowej, gdzie produkt należy sprzedać jak największej liczbie odbiorców we wszystkich możliwych krajach, ale mieszać do tego fandomu i tworzyć sztuczne podziały – nie należy. Podobnie rozpatrywanie twórczości pisarzy polskich pod kątem podejścia do historii – co ma do tego fandom? To sprawa interpretacji. Jedni będę czytali opowieść, inni interpretowali wydumane bądź nie wątki i fragmenty i tworzyli swoje teorie. Dużo szumu zrobiła ostatnio praca Gajewskiej Zagłada i gwiazdy, która znalazła ciekawy – a przede wszystkim nowy klucz interpretacyjny do Lema, porzucając wizje futurystyczne na rzecz śledzenia śladów żydowskiego holokaustu we Lwowie w prozie mistrza. Namieszała tą pracą wśród filologów, wiem pośrednio od Oramusa, który był na konferencji lemowskiej we Wrocławiu – ale odzew był bardzo pozytywny. Starsi byli zaskoczeni, że nikt nie wpadł na taki klucz wcześniej. Nie dziwota – wcześniej królowała futurologia. Takich prac „młodych wilków” należy się spodziewać. Kolejne pokolenia na nowo odczytują klasykę, według swoich kluczy, i – jeśli dożyję – nie zdziwię się, jak w prozie Lema odnajdą się za lat dwadzieścia bądź trzydzieści interpretacje dotyczące płci i seksualności. Wiadomo – u Lema ich nie ma, ale ktoś może pomyśleć, że jeśli nie ma, to znaczy, że Lem… I znów wielokropek. Taka jest kolej rzeczy. Różnorodność.
Fandom nasz widzę ogromny. Stare i trafne. Ludzie kochający fantastykę nadal się zbierają, robią wspaniałe konwenty, wydają fanziny – nowe pokolenia mają inną klasykę, innych mistrzów. To zrozumiałe. Ewolucja.
Fandom jest jeden. Bogaty.
PS.
Wśród fandomowych użalaczy nad brakiem zrozumienia ze strony młodych fandomowiczów wypowiedzi trzydziesto- i trzydziestokilkulatków. Jak ja mam się w tej dyskusji odnaleźć?
Dodaj komentarz