Kocham góry. Kocham ludzi gór. Kocham wyspy. Bo tam ludzie mają inny charakter niż kontynentalni. Od zawsze zmuszeni do samowystarczalności w swoim małym kraju, otoczonym jak pokój ścianami, tyle że z wody. Czasem, jak kraj jest górzysty, na takiej wyspie brakowało wszystkiego. Głównie pożywienia. Trudności hartują charaktery. Wyspiarze to zwykle twardzi ludzie. Konserwatywni, nie wpuszczający obcych, bo zabierają im cząstkę ich wyspy, piją ich wodę, zjadają ich owoce.
Madera, Sycylia, Kreta, Korsyka. Każda inna. Ale i taka sama.
Korsyka to nieprawdopodobne góry. Wyrastają z morza powyżej naszych Tatr. To tysiące krajobrazów zaklętych na powierzchni połowy warmińsko-mazurskiego. Ale tam sto kilometrów jedzie się trzy godziny. Drogi dobre, ale tak kręte, że przekroczenie 30 km/h równa się stoczeniu w przepaść. I długi lot na dół. I przeszkadzają dzikie świnie, krowy, kozy, które łażą gdzie chcą.
Są też twardzi i nieufni ludzie. Korsyka jest rajem dla turystów. Dla tych co kochają góry, albo plaże, albo żagle, albo canoeing, albo kanioning… itd. Ale tu się ich nie lubi. Najlepszy turysta to ten, który wyjeżdża. Nie lubią jak się robi im zdjęcia, patrzy na ich kobiety. Ba, wyciągają nóż, jak się spojrzy na ich kozę.
Spotkaliśmy takiego highlandera. Myślał, że robię mu zdjęcie, a fotografowałem cudne góry. Rzucił się z łapami, zaczął bojowy zaśpiew, rękę miał w kieszeni, wytrzeszczał groźnie oczy. Niedaleko pewnie byli jego ziomale. Udało się załagodzić sprawę, ale obustronne mordobicie było blisko. Uspokojony odjechał na koniu, prowadząc osła zobjuczonego zaopatrzeniem dla schroniska na GR20.
Kocham góry. I wyspiarzy.





















Dodaj komentarz