Dobre zmiany a Co czytać

Od polityki trzymam się z daleka. Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet (tych to od 1981 roku), jestem w sieci, więc czytam czasem co inteligentniejsze wypowiedzi, ale newsy cedzę przez gęste sito. Nie chcę wybierać mniejszego zła, dlatego też nie chodzę na wybory, choć wszystko wskazuje na to, że na najbliższe pójdę. Albo wyjadę stąd, taka myśl przychodzi mi coraz częściej do głowy. Mierzi mnie jak polityka i jej mowa nienawiści wpływa na ludzi wydawałoby się inteligentnych. Po 2 minutach wymiany zdań na tematy polityczne są gotowi sobie skoczyć do gardeł. Chociaż znajomi reprezentują raczej jedną opcję, element animalny i choć są rzekomo Polakami gorszego sortu, to wiem, że są większymi patriotami od prima sortu.

Ostatnio pisałem (Co czytać?) o bliskim końcu fantastyki. I dochodzą mnie wieści, nie wszystkie do końca jeszcze potwierdzone, że  nawet odbiór fantastyki może zostać ograniczony urzędowo. Stroniąc od polityki cały czas jednak z efektami jej działalności się spotykam. Instytucje, w których pracują znajomi, a mam ich wielu, są czyszczone z ludzi doświadczonych – wymienianych na niekompetentych warchołów, by nie użyć dosadniejszych słów. Jakieś stadniny, parki narodowe, urzędy itd. Dotyka to fantastyki w sposób pośredni. Różnych mieliśmy ministrów od kultury, ale obecny przebija wszystko. Zwolnił dyrektora Instytutu Książki, jednej z nielicznych instytucji, które naprawdę dbały o promocję literatury, a dotacje na konwenty (które później musiały mieć akceptację MKiDN) zyskiwały jej dobre oceny. Wymieniono szefa Narodowego Centrum Kultury, na poprzedniego w sumie, ale tu wiemy, czego się spodziewać. Może ktoś powiedzieć, że nowi będą lepsi, trzeba dać im szansę, tylko że ja wiem, iż tak nie będzie.

W Białymstoku przygotowywane spotkania z pisarzami fantastyki nie dojdą do skutku, bo robią wodę z mózgu uczniom (opinia nowego kuratora), nowy szef NCK odpuści sponsorowanie „Czasu fantastyki” i prawdopodobnie zamknie serię Zwrotnice czasu, wiem o dwóch dotacjach na imprezy fantastyczne, które zostały wstrzymane. Przyszły rok pokaże, czy dotacje od państwa dostanie jakikolwiek konwent promujący czytelnictwo – wtedy wszystko będzie jasne. Konwenty nie znikną, bo można je organizować mniejsze – ja na przykład od lat nie dostaję na Nidzicę dotacji (ostatnią dał mi 6 lat temu usunięty z Instytutu Książki dyrektor Gauden), od trzech lat nawet  nie występuję o nie.

Jesteśmy w stanie dalej robić swoje, nawet jeśli nam zabronią. Będziemy tylko inaczej się nazywali. Festiwal Fantastyki Religijnej; Konwent Miłośników Polski Od Morza do Morza; Obóz LARP „Z Biblią pod pachą” itp. Włodarze nigdy nie pamiętają, że Polak potrafi. Im mocniej przykręca mu się śrubę, tym bardziej sprytny i aktywny się staje. Mamy to we krwi. Od rozbiorów.

Oczywiście, coraz poważniejszy będzie problem „co czytać?”. Ale ja wiem – wrócą klubówki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *