Trzy dni na krakowskich targach książki minęły bardzo szybko. Pomijając fatalne położenie hal Expo z jedną wąską uliczką dojazdową i wprost koszmarnie zakorkowane ulice dojazdowe, w wyniku czego przejechanie 6km zajmowało 1,5-2 godziny, targi w grodzie Kraka potrafią przywrócić wiarę w czytelnictwo. Nie ma jeszcze oficjalnych komunikatów, ale na pewno pobito ubiegłoroczny rekord, czyli liczbę 60 tys zwiedzających. W sieci pojawiły się już głosy, że wybory wygrała ta, a nie inna partia, ponieważ większość inteligencji utknęła na targach w Krakowie. Może coś w tym jest.
Tłumy, nieprzebrane tłumy czytelników mogły odwiedzić wiele stoisk wydawniczych, księgarskich, drukarskich i spotkać naprawdę imponującą liczbę pisarzy (Tokarczyk, Huelle, Wiśniewski, Grochola), aktorów (Dymna, Nowicki, Fronczewski), dziennikarzy (Sekielski, Iwaszkiewicz, Mann) tłumaczy (Polkowski, Cholewa), fantastów (Orbitowski, Kosik, Szmidt, Dębski, Ziemiański, Kańtoch, Cholewa, Piskorski, Inglot, Patrignani, Szostak) i językoznawców (prof. Bralczyk) czy choćby sportowców (Michalczewski) lub blogerów (Tusk). Albo podróżników (Wojciechowska, Cejrowski, Pawlikowska). Wymieniać by długo – to tylko nazwiska tych, których widziałem na własne oczy i mogłem choć słowo zamienić. Były panele, spotkania autorskie, były nagrody, była noblistka z Białorusi. Działo się.
Publiczność wychodziła z targów objuczona torbami wypełnionymi książkami. A ja spotkałem, poza wieloma fajnymi ludźmi na stoisku Polconu, poza licznymi pisarzami, także dawno nie widzianych redaktorów i wydawców fantastyki, jak Bronek Kledzik czy Dorota Malinowska. Było miło.







Dodaj komentarz