Zmiany w pracy spowodowały, że coraz częściej jeżdżę do klientów, a więc spędzam dużo czasu w samochodzie. I niczym Jaś Fasola w znanym skeczu, musiałem jakoś sobie ten czas zagospodarować. Bo włodarze Olsztyna zafundowali nam trwające już od dwóch lat uliczne wykopki na skalę wprost niespotykaną. Główne arterie komunikacyjne są rozkopane pod budowane linie tramwajowe, przy okazji zmienia się wszystkie instalacje, buduje chodniki i ścieżki rowerowe, z których Olsztyn zaczyna być chyba znany – mamy ich już setki kilometrów, wijące się wśród lasów, parków i jezior oraz wzdłuż wszystkich dróg. Tramwajowe linie mają skończyć w tym roku, ale zaraz ruszy budowa obwodnicy Olsztyna, a wraz z tym przebudowa wszystkich dróg dojazdowych do niej, a zwykle są to drogi główne. Koszmar będzie więc trwał. Do tego, zaczęto prace nad czteropasmówką przez Stawigudę – planowany ślimak będzie wyjeżdżał wprost na naszą tablicę informacyjną.
W piątek spędziłem w aucie 3 olsztyńskich korkach 3 godziny. W czwartek 2,5. Łatwo policzyć, jakie to obciążenia w ciągu tygodnia, miesiąca, roku. W korku odpalam komputer, czytam książki – aktualnie Lagercrantza kontynuację Millenium Larssona – Co nas nie zabije, pierwsze 200 stron jest obiecujące. W sumie powrót do czasów studenckich, książka do tramwaju, autobusu. W domciu maszynopisy, w kuchni – na czas pilnowania potraw, podczytuję sobie mojego ukochanego Chestertona. Wciąż do niego wracam, czytam kawałkami, do ulubionych powracam. Leży na półce kuchennej kilka woluminów, na przemian z zatłuszczonymi książkami kucharskimi.
I tak mija czas.
Dodaj komentarz