Iwan Jefremow po napisaniu komunistycznej utopii Godzina Byka miał spore nieprzyjemności ze strony NKWD. Nie wylądował w Norylsku ani nad Morzem Kaspijskim, bo to już pewna odwilż szła, ale strachu się najadł. Trudno dziś dociec, czy pewne fragmenty, które nie spodobały się czerwonym cenzorom napisał świadomie, czy nieświadomie. Jeśli to drugie, reakcja aparatu represyjnego musiała być dla niego niczym kubeł zimnej wody – wpadł w tryby machiny, która budowała rzekomo najlepszy z najlepszych ustrojów, a on w swojej twórczości idee te wychwalał.
Godzina Byka to opis działań ekspedycji gwiezdnej komunistycznych ludzi na planetę skolonizowaną w dalekiej przeszłości przez uciekinierów z Ziemi. Zbudowali na niej swój świat, ale popełniając liczne błędy zniszczyli planetę do tego stopnia, że społeczeństwo Jan-Jah ledwie egzystuje, czy raczej wegetuje. A dobrze się mają tylko oligarchowie i aparat represji. Z tym zacofanym światem, gdzie nie ma praw człowieka, wolności, dóbr materialnych zderza Jefremow kosmonautów statku „Ciemny Płomień” – pięknych, mądrych komunistów, którzy natychmiast chcą uwolnić planetę od oligarchów.
Tu pojawia się pierwszy zgrzyt, który niczym piasek w trybach, zaalarmował cenzorów. Przecież ów świat niedostatków, zamykającej się za murami władzy, biednego proletariatu to – pomimo wyraźnych informacji, że opisywana rzeczywistość jest kapitalistyczna – zanadto przypomina Rosję Sowiecką tamtych lat: biedną, liżącą rany po wojnie, źle i odgórnie zarządzaną, niszczącą środowisko itp. Jefremow, powtarzam świadomie bądź nie, naraził się cenzorom. Proletariackie domy planety Jan-Jah jako żywo przypominają sowieckie blokowiska, ich dokładne opisy wskazują, że w takim samym budynku mieszkał autor powieści.
W Godzinie Byka nie brak przeczących sobie założeń. Komunistyczni kosmonauci twierdzą, że nie należy ingerować w czyjeś życie, po czym natychmiast w nie ingerują; pomimo wyraźnej odmowy na lądowanie na planecie, lądują na niej, bo mają „obowiązek” wobec uciskanych narodów – jakże wspaniale oddaje to imperialną politykę i rozumowanie Rosji, sowieckiej, carskiej czy putinowskiej – usprawiedliwiającej ingerencje w wewnętrzne sprawy innych państw i społeczeństw, w obronie jakoby zagrożonych wartości, których przecież sama nie przestrzega. Rosyjska dwulicowość w pełnej krasie.
W ustach komunistów pojawiają się takie zabawne określenia, jak „kapitalizm zlikwidował konkurencję, przez co odpadł problem ciągłego ulepszania produktów, co sprawiło spadek produkcji i jakości” – zdanie jak ulał pasujące do komunizmu. Opisując krytycznie socjalizm chiński łatwo doszukać się aluzji do ZSRR – likwidacja opozycji, zwrot ku faszyzmowi, budowanie wojującego nacjonalizmu. Kto ma oczy, widzi to doskonale. Cenzorzy oczy mieli. Pada też zdanie o tym, że w świetlanej przyszłości odbudowano rosyjskie cerkwie – jak wiadomo, komuniści niszczyli je planowo.
Ja stawiam tezę, że Jefremow świadomie krytykował system radziecki, ale z pozycji fana komunizmu. Doskonale widział, że w Rosji bolszewickiej budowa „najwyższego ustroju” idzie w złym kierunku i łamane są wszelkie prawa człowieka, a jako komunista starał się pokazywać, jak komunizm powinien wyglądać naprawdę. Niestety, jego wydumane tezy i propozycje nie trzymają się kupy, jak cała ideologia Marksa Engelsa Lenina i spółki. A aparat komunistyczny dał autorowi mocnego prztyczka w nos za podskakiwanie.
Pozostaje więc Godzina Byka świadectwem pewnego myślenia, utopii komunistycznej, która przez komunistów była skreślona z listy dzieł pochwalanych. Rosjanie i tak uważają ją za protest przeciwko temu, co budował Chruszczow i wspólnicy. Niewątpliwie jest to jedna z ważniejszych powieści radzieckiej science fiction. W Polsce już za tydzień, w 47 lat po premierze. Znać trzeba.
Dodaj komentarz