Podaż maleje…

Kilka mejli w stylu: Czemu wysyłacie tak mało newsletterów z nowościami? Nie ma już nowości? Co czytać? Dlaczego tak rzadko ukazują się książki w serii grozy C&T? Itp. Potem konstatacja moja, na stoisku w Nidzicy – zabraliśmy wszystkie dostępne tytuły, zwykle na tej powierzchni wystawowej, którą mamy na zamku ledwie wystarczało miejsca na postawienie książek grzbietami do góry – a tu puchy! Wszystkie nasze tytuły wyeksponowane okładkami do góry, podobnie inni wydawcy, a miejsca zostało na kilkadziesiąt tytułów. Co się dzieje?

Ano dzieje się to, proszę państwa, co od dawna sygnalizowaliśmy. Rynek książki był pochylni z kierunkiem w dół już mniej więcej 7-8 lat temu, po wdrożeniu VAT na książki ruch ten przyspieszył. W tej chwili zaś znajduje się w sytuacji agonalnej. I najlepiej widać to po podaży nowości. Jest ich – w stosunku do I półrocza 2014 – ponad połowę mniej. Ktoś może powiedzieć, że sytuacja normalnieje po latach tłustych, mniej tytułów, znowu będzie można je kolekcjonować… Tylko co? W interesującym nas segmencie science fiction obserwujemy od paru lat wycofywanie się wielkich oficyn z jej wydawania, próbują te nisze zagospodarować nowi wydawcy, ale ich oferta jest strasznie miałka. Nie łączą klasyki z nowościami, nie przebierają w tytułach, wydają to, co wcisną im agenci, albo co ma jako takie powodzenie na Zachodzie. Stąd w fantastyce głównie oferta młodzieżowa (young adults), skierowana do czytelnika mniej wyrobionego, więc i kupującego te podróbki starej dobrej SF – są ewidentnie wtórne, czasem wręcz pachną plagiatem, czuje się, że powstały pod określoną modę – wampirzo-wilkołaczą, steampunkową, apokaliptyczną, zombie…

W sumie, większość czytelników, ca 80%, nie ewoluuje w swoich czytelniczych preferencjach. Lubią czytać to, co podobało im się w młodości. Ale dzisiaj serwuje im się tytuły skierowane do obecnego młodego pokolenia i czują się trochę oszukani. Autorzy, których lubili czytać zawiesili pióra, zaprzestali pisania. Kiedyś jedna fala autorska w SF przechodziła płynnie w drugą, wspólnie z klasykami debiutowali nowi, po kilku latach już byli pisarzami traktowanymi na równi z klasykami. Teraz tego nie ma.

Czy wróci? Obawiam się, że nie. A te książki, które warto poczytać, postaram się w tym miejscu przynajmniej pokazać. Choć naprawdę coraz trudniej znaleźć coś wartościowego do czytania. Coraz częściej rzucam napoczętą książkę w kąt – wciąż dostaję sporo pozycji od samych wydawców, od autorów, kupuję – i po kilkudziesięciu stronach, czasem wcześniej (coraz częściej) orientuję się, że to było, o tym już czytałem… Jakże zazdroszczę tym młodszym, co teraz mogą odkrywać ten bezmiar! Złoty Wiek, szalone lata 50-te, Nowa Fala, znakomite powieści z 80. i 90., krótka moda na cyber. Ja mam to przeczytane. Co mam czytać? Wychodzi, że już nie fantastykę.

Myślę, że też to macie. Ale nadal poszukuję.

10 odpowiedzi na „Podaż maleje…”

  1. Awatar Borejko

    Dzięki za ten tekst. Nie napawa optymizmem, ale dziękuję.

  2. Awatar kowal
    kowal

    Dekada regresu, w ocenie wydawcy, którego ja jako czytelnik niespecjalnie odczuwam, to trochę za krótki czas na taki fatalizm.

  3. Awatar Janusz
    Janusz

    Zgadzam się w 100 procentach. Połowa tego co się pojawia to młodzieżówki i inna konfekcja.
    Zostało 3 wydawców na rynku – Mag, Rebis i Solaris. Reszta, to różne efemerydy. Aż strach zaczynać jakąś serię kupować, bo nigdy nie wiadomo, kiedy taki wydawca zniknie z rynku…

  4. Awatar Wojtek Sedeńko

    Czasy przyspieszają. Dekada to dzisiaj era – zarówno w polityce, gospodarce, kulturze. Karuzela zwana światem kręci się coraz szybciej. A my z nią.
    Fantastyki mało do czytania dla mnie, dla młodych wciąż dużo. Sądzę, że to kwestia oczytania i wieku. Moja Mama czytająca od lat 1 książkę dziennie (sic) wciąż ma nowe lektury, ale ona czyta mnóstwo gatunków. I korzysta z bibliotek. Na co pewnie i ja się przestawię.

  5. Awatar vattghern76
    vattghern76

    Ostatnio z nowości zakupiłem.. kolekcję FUNDACJI Asimova… Ja chyba też z tych co lubią tylko te książki które już znają.. 🙂

  6. Awatar abarat666
    abarat666

    Ma Pan rację Panie Wojtku, mam 42 lata więc nowości fantastyki nie budzą we mnie już takich emocji co kiedyś- głównie dlatego, że 90% rynku to rzeczy wtórne, napisane kiepsko i często kiepsko przełożone. Co do książek grozy/horroru to praktycznie króluje Wielka Trójca-King, Masterton i Koontz- starannie obserwuję rynek horrorów jako ich wielki fan i jest kiepsko, bardzo kiepsko- praktycznie jest parę nazwisk Laird Barron/ w Polsce chyba dwa opowiadania w fantastyce/ i Brian King/ Amber kiedyś pokusił sie o wydanie serii horrorów i tam pojawiły sie jego dwie ksiązki The Rising i City of the Dead- niestety nie przyjął się – nie wiem dlaczego, brakuje jeszcze ksiązek Laymona w Polsce- na szczęście zostaja oryginały. Clive Barker zamotał się w wernisażach, wystawach, zdjęciach, obrazkach i innych duperelach, jego ostatnia ksiązka The Scarlet Gospels raczej zbiera negatywne recenzje od fanów

  7. Awatar rusłan
    rusłan

    Polskiemu czytelnikowi nie jest dane przekonać się czy ten regres rzeczywiście jest światowym trendem bo po prostu dużej liczby nowości się u nas nie wydaje. Z jednej strony narzeka Pan, że nie ma co czytać z drugiej pytany o wydanie tej czy innej książki zasłania się Pan brakiem opłacalności… Chce Pan czytać dobre nowe książki to proszę je zacząć wydawać. Konkurencja jest w stanie rzucić co jakiś czas na rynek kilka wartościowych tytułów, które nie są odgrzewańcami sprzed kilku dekad.

  8. Awatar Wojtek Sedeńko

    Przyjmuję zarzut, choć brzmi on jak nawoływanie do powrotu do natury 🙂 Nie masz co czytać, wydaj sobie, nie masz co pić, nastaw aparaturę, nie masz co jeść, zasiej pole. No i trochę tylko czuję się urażony – tym: Chce Pan czytać dobre nowe książki to proszę je zacząć wydawać. Znaczy to, że do tej pory nie wydawałem dobrych książek, i czas to zacząć robić. I tu już chyba za późno, bo…
    Jako wydawca, czuję się już spełniony. Wydałem wszystkich autorów i prawie wszystkie książki, które chciałem wydać. Prawie, bo ci pozostali byli już wykupieni przez konkurencję. Ale to dobrze. Zaczynałem na rynku, który był w miarę normalny i miał szansę stać się dobrze funkcjonującym mechanizmem jak w Niemczech, Francji czy Anglii. Poszło to w drugą stronę i straciłem ochotę na rozpychanie się łokciami. Energię można zużywać pożyteczniej, parę kierować w różne gwizdki.
    Nie zacząłem też wydawać dlatego, że nie miałem co czytać. I gdybym miał to robić teraz, to na pewno nie zostałbym wydawcą. Czytam w oryginale, czy ze wschodu, czy z zachodu, a nawet z południa. Nie muszę sobie tego przekładać. Jest wciąż mnóstwo do czytania, ale – niestety – niewiele z gatunku, który kiedyś pokochałem. Dlatego zazdroszczę młodym. Ale bez zawiści 🙂
    Regres jest widoczny na Zachodzie, to stamtąd idą złe trendy modowe, ale to zasługuje na osobny artykulik.

  9. Awatar Adam
    Adam

    Świat się zmienia, a wraz z nimi gusta i mody.
    Moda na SF umarła wraz ze śmiercią marzeń o podboju kosmosu, oswojeniem z nowymi technologiami (i brakiem kolejnych rewolucji w tym zakresie), restrukturyzacją ZSRR oraz strachem przed rychłą wojną atomową.
    Mimo 28lat – przeczytałem już większość wydanych w Polsce dobrych pozycji SF. Teraz czytam po angielsku.
    Już wiem jednak, że za kilka lat będę musiał przede wszystkim przenieść się na literaturę popularno-naukową.

    Na koniec prośba do Pana:
    Proszę dzielić się ciekawymi książkami, na które Pan trafi, które Panu się przypomną, które doczekały się wydań/reedycji w innych wydawnictwach, lub nawet – nigdy nie doczekały się publikacji w języku polskim.

  10. Awatar Wojtek Sedeńko

    I taki mam zamiar. O fantastyce wciąż będę pisał. Jak coś fajnego przeczytam. Jutro postaram się napisać coś o zapowiedziach wydawniczych na II półrocze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *