Znowu w domu

Melduję powrót do cywilizacji. Wbrew wypowiedziom z komentarzy, nie był to urlop, ale dziękuję za życzenia. Niewątpliwie  w ostatnich 10 dniach miałem wyjątkowo dużo czasu na czytanie. I wykorzystałem to. Po wykonaniu redakcji blisko 700 stron maszynopisu, który ze sobą zabrałem, dla zabicia czasu musiałem zadowolić się różnymi dostępnymi mi lekturami. I ten – czasem przypadkowy – zestaw, sprawił mi dużo radości. Czytałem wszystko, co wpadło mi w ręce: Nesbo, Nabokov, Bukowski, Vonnegut, Lodge, Szczygieł… Tego ostatniego, Gottland, mam w domu od kilku lat i nie mogłem się zabrać, a teraz pochłonąłem w parę godzin. Znakomita książka, skłaniająca do zadumy.  Z pierwiastkami SF, bo jeden z rozdziałów dotyczył pisarza, który zanim zaczął sławić komunizm, pisał fantastykę. Gorąco polecam. Z Vonneguta przypomniałem sobie cztery powieści, wyśmienitą Niech Pana Bóg błogosławi, panie Rosewater – cudowna rzecz (stąd pochodzi słynne „Kocham was, wy sucze syny”, jakoś tak kojarzyłem to zawołanie z Syrenami z Tytana, które po powtórnej lekturze mogę sposobem prowadzenia narracji trochę porównać do pisanych równolegle kawałków Delany’ego i Bestera). Przypomniałem sobie Pianolę, z której tkwiły mi w głowie tylko luźne elementy scenografii. A to bombowa powieść! Doskonała socjologiczna SF, świetnie poprowadzona, niestety z kiepską końcówką, rewolucyjną, ale Vonnegut zawsze był socjalistą. Najbardziej rozczarowująca z tych czterech była jego powieść Hokus pokus, brak jej zamysłu, planu, a przede wszystkim celu.

Nabokova darzyłem kiedyś wielkim szacunkiem, ale w Damie, królu, walecie, jednej ze swych pierwszych książek, poza piękną czasami frazą nie ma nic niebanalnego. A sama rzecz opowiada o banalnym trójkąciku miłosnym. Jo Nesbo, jeden z gigantów kryminału skandynawskiego to twórca czytadełek, zaliczony i zapomniany. Słaby styl, maniera opisu szczegółów, dużo podręcznikowych chwytów.  Bukowski – czytałem kiedyś prawie wszystko, gdy byłem młodszy i podobała mi się buntownicza, zapijaczona i ironiczna dusza tego pisarza. Teraz Hollywood po prostu mnie znudził. Cóż, wydoroślałem. Podobnie zestarzał się dla mnie Lodge. Zamiana kiedyś mnie urzekła, brytyjski nurt literatury uniwersyteckiej bawił, teraz British Museum w posadach drży tylko czasem przywoływał na usta uśmiech.

Kilka słów o maszynopisach. Zrobiłem Peteckiego Ludzi z Gwiazdy Feriego, bardzo poprawną, bez wstawek komunistycznych, zapomnianą powieść katowickiego pisarza. Naprawdę dobra, twarda SF. O spotkaniu na pewnej planecie dwóch rywalizujących ze sobą cywilizacji technicznych, z których jedna wykorzystuje w konflikcie skopiowanych ludzi. Dobry pomysł.

 

4 odpowiedzi na „Znowu w domu”

  1. Awatar Juhani
    Juhani

    „Przypomniałem sobie Pianolę, z której tkwiły mi w głowie tylko luźne elementy scenografii.”
    Nie miałem pojęcia, że da się ją zapomnieć.

  2. Awatar Wojtek Sedeńko

    Wszystko da się zapomnieć… Odbiór zależy od wieku, bagażu doświadczeń, światopoglądu (a ten ewoluuje). Pianolę czytałem mając lat 16, głęboka gierkowszczyzna, daleka jeszcze przede mną była droga. Mam zresztą nadzieję, że wciąż wiele w moim pojmowaniu świata jeszcze się zmieni.

  3. Awatar Juhani
    Juhani

    A ja niby kiedy to czytałem? Może w tym samym roku, kto wie. Niezależnie od wszystkiego, przygotowała mnie skutecznie na okoliczność nadejścia świata korporacyjnego. Co i nastąpiło wiele lat później. Pewnie, to tylko takie sobie rozważania, bo przecie każdy inaczej odbiera różne książki, i jedne bardziej zapadają w pamięć, inne mniej lub wcale. Ot, mnie Pianola zapadła i stąd taki komentarz.

  4. Awatar Wojtek Sedeńko

    No widzisz, ja jej tak nie odebrałem wtedy. Anty-korporacyjne nastawienie przyszło u mnie chyba przy panu Rosewater. Pianola wpisała się w pamięć – wówczas – w dość spory zestaw fantastyki pesymistycznej. Chyba tylko taka wtedy przechodziła przez cenzorów – Pianola musiała być przez nich odebrana jako anty kapitalistyczna, pro robotnicza i rewolucyjna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *