No dobra, damy oryginalną, zamiast kolażu. Badziew okropny, ale takie lubicie. Nijak się też ma do treści, ale to przecież nieistotne – jest fantasy zamiast SF, koń, zakuty łeb ze spluwą, tylko jeszcze jakąś małolatę w poprzek siodła mu przerzucimy. Wszyscy będą szczęśliwi 😀 Albo damy nieziemsko piękną twarz kobiety, jak FS ostatnio. Dla mnie luzik. Ja książki czytam, nie oglądam.
No dobra…
16 odpowiedzi na „No dobra…”
-
Taki żart mam nadzieję 😉
Oryginalna okładka to faktycznie wyjątkowy badziew. Tylko jeszcze jakiejś panienki w topless z zweihanderem na ramieniu, albo na plecach (a co? jak szaleć to szaleć) brakuje!
Ten kolaż pasuje bardziej do serii niż to coś.
Poza tym na półce to chyba grzbiet książki się ogląda 😀 -
Okładka znacznie lepsza od poprzedniej. 🙂 Co oczywiście nie znaczy, że idealna. 😉
-
Panie Wojtku, zazwyczaj unikam ciągnięcia pewnych tematów, żeby nie nakręcać emocji. Tym razem pozwolę sobie rozwinąć Pana myśl. Książki się czyta, a nie ogląda, kiełbasę się zjada, kawę wypija, a szamponem myje głowę. Po co więc kolorowe opakowania, po co zatrudniać ich projektantów? Może wszystko w papier pakowy?
-
Nie ma co przesadzać 😀
Fakt faktem jednak – jedyna jak do tej pory miała by to być obleśna okładka w GG i APF.
Wyglądała jakby 8 latek zrobił ją w paincie -
Odpowiem o okładkach szerzej w niedzielę lub poniedziałek, dzisiaj mam 100 km na rowerze za sobą i nie chce mi się. Już nie chce. Widzę, że wszystkim wykład się przyda.
-
Skoro nie brak takich, którzy książki nie tylko czytają, ale i oglądają, to co stoi na przeszkodzie dać okładki, które nie będą budziły aż tak wielkich kontrowersji? 😉
-
Okładka oryginalna jest tragiczna. Ale czy to ujmuje w czymkolwiek zawartosci? 🙂
Z innej beczki. Wydajecie ksiazki z serii GG i APF z zawrotna predkoscia, tylko kiedy to wszystko przeczytac? 🙂 -
O czym będzie ten wykład, Panie Wojtku? O wyższości jednych gustów nad drugimi? Czy o tym, że czytelnicy mają nie zwracać uwagi na okładkę, bo zawartość jest najważniejsza? A może o tym, że inne okładki tej samej książki były bardziej obciachowe, więc cieszmy się tym, co mamy? OK, sarkazm off. (Nie)stety należę do tych osób, które zwracają na uwagę na jakość okładek, za co zresztą już nie raz po forumowym łbie dostałem…Parafrazując klasyka, sorry takich mamy czytelników…
-
Okładka nie musi być dziełem sztuki. Jak jest bardzo ładna i zachęca do czytania – bardzo fajnie, ale nie jest to niezbędne.
Gorzej jeśli mamy brzydactwo, za wykonanie którego dziecko na plastyce dostało by dwóje.Tworząc jakąś grafikę funkcjonuje pewna zasada… Jak się nie potrafi i się nie zna to stawiać trzeba na minimalizm, małą ilość kolorów i prostotę.
-
„Ja książki czytam, nie oglądam.” a szkoda bo może wtedy książki wydane przez Solaris jakoś by wyglądały i były chętniej kupowane a nie zalegały w Dedalusach. Nie wiem jak APF i GG bo nie miałem w ręku, ale wszystko co do tej pory czytałem i kupowałem z Solarisu było kiepsko wydane, z okładkami różnie, ale papier zawsze kiepskiej jakości, a ceny kosmiczne. Niestety książka to nie tylko treść, jak chcę mieć treść biorę e-booka. Nie po to płace grube pieniądze za książkę żeby straszyła na półce.
-
Może więc słuszna jest nasza decyzja, by wydawać głównie rzeczy cyfrowe, skoro te 500 tytułów, do tej pory wydanych, tak straszy czytelników? Te Heinleiny, Aldissy, Delany, Silverbergi, serie antologii, rosyjska fantastyka, niemiecka i hiszpańska, itd. – obrzydlistwo, fuj… Po co to komu? Papier ohydny, też się zgadzam, dlaczego te Zyski, Prószyńskie, Albatrosy, Ambery, Magi, Fabryki itp. oficynki wydają na tym samym papierze, skoro można na kredowym… Okładki paskudne, straszą, robię je po znajomości, bo lubię tych moich grafików, a nie tych, co nie straszą. I te ceny, okropne, wszystko kosztuje tyle, co na Zachodzie, a zarabiamy tyle, co tam zasiłek… Sama prawda.
A mimo to cieszę się i uśmiecham codziennie, bo mam co czytać, bo świeci słońce, bo mam rodzinę, przyjaciół, pasję – bo żyję. Nie zrzędzę, nie narzekam, nie złorzeczę, nie zazdroszczę, bo to cechy choć narodowe, to wolę cieszyć się z tego, co mam. Keep smiling.
Pisałem właśnie ten obiecany traktat o okładkach, ale tych kilka ostatnich anonimowych komentarzy, wręcz już zapowiadających, co chcę jakoby powiedzieć, odebrało mi motywację. Wolę poczytać książkę. Wiem, że kilku hejterów w gronie 4 tysięcy czytelników codziennie odwiedzających ten blog, to tylko kropelka, ale dzisiaj ta kropelka mnie zniechęciła. Nie ulegam opiniom podważającym mój dorobek zawodowy, ale nie widzę powodu, by nieprzekonanych przekonywać, malkontentów zmieniać w optymistów. Więcej do tematu nie wracam. Zawsze wydawaliśmy książki dla wybranych, nie dla każdego. I będziemy tę misję kontynuowali. Karawana jedzie dalej…
-
Wojtek, oni wszyscy poszaleli, nie da sie tak zeby dogodzic kazdemu. Rob swoje 🙂
-
Na Michajłowa, zachęcony artykułem w poprzednim Sfinksie, czekam z niecierpliwością już od kilku miesięcy. A tak przy okazji – wielkie dzięki dla wyd. Solaris – dzięki Wam, nie ginie to co w fantastyce najpiękniejsze – coś co niegdyś do niej przyciągało a obecnie jest niezmiernie rzadkie (nie będę się rozwodził nad szczegółami – wiemy o co chodzi). Jesteście benedyktynami kroczącymi z latarnią przez mroki średniowiecza 🙂 Robicie swoje choć to „epoka Heliogabala” 🙂 Dzięki 🙂
-
Panie Wojtku (czujac sie delikatnie wywolanym do tablicy) – po pierwsze: nie jestem hejterem, tylko wymagajacym czytelnikiem i takich czytelnikow zycze Wydawnictwu poniewaz kupuje u Was duzo i czesto. Nie znaczy to jednak, ze mam wszystko przyjmowac takim jakie jest..Po drugie – (uzasadniona) krytyka jest w naszym (niby wolnym) kraju (chyba) czyms normalnym, dodatkowo – duzo osob wyrazilo sie negatywnie o tej okladce i nie oznacza to wcale, ze jest to kropelka w morzu, jakas unia zmobilizowanych, zawistnych hejterow ktorzy probuja zniszczyc ten wspanialy, usmiechniety swiat…Dlaczego nie widzialem ani jednego wpisu chwalacego te okladke? Widac nawet „wybrani” nie maja najlepszego o niej zdania…Po trzecie – zbyt mocne wydaja mi sie Pana slowa o podwazaniu dorobku zawodowego, po przejrzeniu postow nie przyszloby mi do glowy, ze ktokolwiek probuje to robic. I na koniec podtrzymam opinie o okladce ksiazki Michajlowa – jest po prostu brzydka 🙁
-
Książek wydanych przez Solaris posiadam pewnie grubo ponad 30. Nie ma bodaj wśród nich żadnej z okładką, którą nazwał bym brzydką. Wśród pierwszych publikacji Solarisu widziałem okładki brzydkie niewątpliwie (ale w tamtych latach takie były standardy i Solaris niegatywnie się pod tym względem nie wyróżniał), ale od jakichś x lat z takowymi się nie spotkałem.
Co do jakości wydawanych książek…
Jedynie miałem i mam pewne zastrzeżenia do Eganów i 'Eifelheim’ (świetnej pozycji, kompletnie niestety niezauważonej). Sklejone były one trochę dziwnie. Ciężko się z nich czytało, bo albo brzydko trzeba było pozaginać grzbiety, albo czytać 'półotwarte’ (ja tak robiłem).
Innych zastrzeżeń – brak.W książkach Solarisu zawsze 1 rzecz jest dla mnie wzorowa. Blurb. Nie ma tam bredni, bełkotu i zachwytów kompletnie nieadekwatnych do zawartości (jak choćby w Mag). Zawsze znajduje tam rzeczowy opis, na podstawie którego w 90% przypadków jestem w stanie stwierdzić, czy książka mnie zainteresuje.
Nie zmienia to jednak tego, że propozycja okładki 'Stróż brata mego’ była kompletnie nieudana 🙂
-
Panie Wojtku… Moje pytanie podyktowane było troska o wygląd całej serii. Większość komentarzy, moim zdaniem, była również konkretna i nie podyktowana złą wolą. Prenumeruję serię od początku. Miałem kiedyś zastrzeżenia do okładki Białczyńskiego. Zmienił Pan wtedy grafikę na naszą prośbę a ja bez wahania pozycję zakupiłem. Można sprawdzić. Okładka „Stróża” naprawdę odbiega od standardów. I nie piszę tego ze złej woli. Tak klasyczna pozycja aż domaga się dobrej oprawy wizualnej.
Karawana powinna jechać dalej. Chciałbym tylko żeby wiernych i wrażliwych estetycznie czytelników nie mijała w milczeniu 🙂
Dodaj komentarz