Tak ostatnio nadgoniłem fantastykę w wydawnictwie, że wreszcie mogłem sobie pozwolić na odpoczynek od niej i inne lektury. Wybór padł na podróżnicze, książki o Korsyce i historyczne. Korsyka jest magiczna, kiedyś tu o niej więcej napiszę i pokażę zdjęcia, np. czy wiecie, że to Republika Korsykańska była pierwszym krajem republikańskim na świecie i miała pierwszą konstytucję? Na kilkanaście lat przed amerykańską, bo w 1755 roku. Polskie podręczniki raczej milczą o tym fakcie, żeby na pudle znalazła się konstytucja trzeciomajowa. Ostatnio zadziwiłem tą informacją Jacka Komudę, jakby nie patrzeć zawołanego historyka.
Wyd. Poznańskie zaprezentowało dwie książki z serii Początki Państw – „Ruś” i „Czechy”. Ponieważ dotyczą sąsiadów Polski, to pojawia się w nich tematyka naszych przodków. Dlaczego czytam takie historyczne prace? Bo proponują takie natężenie intryg, emocji, ludzkich dramatów, zdarzeń szczęśliwych, wojen, sylwetek ludzi szlachetnych, honorowych, ale także podłych, niegodziwców, zdrajców, że Freud miałby używanie, a żadna literatura fantasy mi tego nie zapewni. Bo czytanie książek o świecie antycznym czy średniowiecznym jest jak dobra fantasy, pozbawiona magii, ale za to pełna zabobonów i wyobrażeń, które magią trącą z daleka. Modny dziś GRRM ze swoimi Siedmioma Królestwami, posądzany o mordowanie z premedytacją swoich bohaterów, nawet w drobnym ułamku nie oddaje okrucieństw tamtych epok. Dlatego właśnie fantasy w szrankach z prawdziwą historią przegrywa w przedbiegach.
Historia braci Czechów, narodu małego, ale bardzo bitnego (przynajmniej do czasu bitwy pod Białą Górą, gdzie niestety swoje marne grosze przyłożyła polska kompania najemników, lisowczycy) to dzieje tyranów i ludzi wielkich, historia dynastii, która potrafiła w bezwzględny sposób eliminować konkurentów, przekupywać, zabijać, kastrować oponentów, łamać wszelkie umowy, by osiągnąć cel. A jednocześnie budować dobrobyt i bogactwo krainy. Historia Rusi zaś, w ogóle jest zadziwiająca, jakże odmienna, choć przecież dotyczy Słowian, naszych ziomali. Państwowość założona przez obcych najeźdźców, Wikingów, których krew rozpuściła się w krwi miejscowych, wybrała chrzest z ręki Bizancjum, walczyła z sukcesem z Chazarami, by ulec Mongołom, ale pomimo tego przetrwała. Tam też dzieje dynastii są niezwykle ciekawe.
W rosyjskiej fantasy roi się wręcz od utworów, które wykorzystują początki ich państwowości. Czesi z kolei do dziś nie mogą uwierzyć, że najlepszą fantasy o czasach husytów napisał nie Czech, a Polak – Andrzej Sapkowski. A w naszej fantasy wciąż dominują obce wzorce , skandynawskie, arturiańskie, germańskie. Niewielu bierze się za bary z mitologią słowiańską.
Dzisiejsza beletrystyka historyczna też znacznie różni się od dawnej – choćby powieści Tima Willocksa – właśnie przeczytałem „Religię”, dobrze napisaną, ze znajomością detali i faktów historycznych powieść o obronie Malty w XVI wieku przed Turkami. Lepsze od fantasy. Przynajmniej od większości współczesnej produkcji.



Dodaj komentarz