Właśnie ukazała się książka Lecha Jęczmyka, Światło i dźwięk. Moje życie na różnych planetach. To wspomnienia, które są doskonałym uzupełnieniem publicystyki autora. Czyta się jak te felietony właśnie, a że LJ jest doskonałym obserwatorem otaczającego nas świata, to jego spostrzeżenia są niezwykłe. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyznając mu nagrodę, w laudacji napisało „za to, że widzi to, co skryte”. Ta szczególna umiejętność Jęczmyka do spostrzegania drugiego i trzeciego dna rzeczywistości, odkrywania faktycznych powodów takich czy innych wydarzeń politycznych, społecznych, oraz umiejętność przelania tego na papier powoduje, że jego książki znakomicie się czyta. A jeszcze lepiej Jęczmyka się słucha, a to uczestnicy festiwali w Nidzicy wiedzą najlepiej.
Książka opatrzona unikalnymi, nigdy nie publikowanymi zdjęciami. Związki LJ z fantastyką są pokazane raczej marginalnie, bo nie tylko fantastyką Jęczmyk żył i żyje. To dzieje ciekawego, mądrego człowieka. Jedyne, co mnie w tej książce zdenerwowało, to ostatnie stronice brzmiące jak epitafium. Ja myślę… nie, wiem, że jeszcze wielu ciekawych rzeczy od Lecha się dowiemy.


Dodaj komentarz