70 lat czekali polscy czytelnicy na space operę E.E. Smitha, ojca tego gatunku kosmicznego westernu. Jutro premiera Trójplanetarnych, otwierających cykl Lensman.
Dzisiaj wydaje się, że kosmiczna science fiction wraca do łask. Znika hard SF problemowa, a coraz częściej wydaje się kosmiczne przygody rodem ze Star Treka, Battlestar Galactiki i podobnych seriali. Możliwe, że to za sprawą popularności telewizyjnych tasiemców. Twórczość Webera, Hamiltona, Ringo, Douglasa, Cobleya, Flinta i innych, nawet nie jest już nazywana space operami, a militarną SF. Zwał jak zwał, ale zaczęło się to od „Doca” Smitha. Więc warto poznać. Zwłaszcza, że fascynacji kosmicznymi westernami Smitha nie ukrywali twórcy Star Treka i wielu naukowców.
Nauka i technologia u Smitha to wariackie połączenie super technologii marzeń, wymyślonych przez autora, z technikami laboratoryjnymi i mentalnością naukowców z epoki Edisona. Także obyczajowość bohaterów Smitha to obyczajowość lat 30. i 40. Plon doświadczeń II wojny światowej i zimnej wojny. Ale sama fabuła, zaplanowana bardzo szeroko, na skalę galaktyczną i rozgrywająca się przez milenia robi do dzisiaj wrażenie. Mam nadzieję, że także na Was.

Dodaj komentarz