Przez weekend chodziłem po lesie, zbierałem grzybki, bynajmniej nie halucynogenne, upajałem się dziką naturą, a po powrocie do chaty w lesie, zanurzałem się w świat Holocaustu F, Cezarego Zbierzchowskiego. Autora pamiętałem z paru przyzwoitych opowiadań SF ze zbiorku Requiem dla lalek, potem nastąpiła cisza. Myślałem, kolejny autor polski, który próbując pisać twarde science fiction wyłoży się, bo to gatunek traktowany przez większość czytelników fantastyki jak trędowaty. Nie wiem skąd się to bierze, ale autorzy SF mają w Polsce pod górę.
I tu nagle bardzo przyzwoita, by nie powiedzieć – bardzo dobra powieść. Holocaust F zaskoczył mnie spójną wizją przenicowanej przez technologie informatyczne przyszłości, stworzoną nie przez informatyka, a polonistę. To powieść postcyberpunkowa, biotechnologie i techniki informatyczne bardzo zaawansowane, większość ludzi ma gniazda, pozwalające na wymianę danych, a jednocześnie na atak z cyberprzestrzeni. Informacja jest jak narkotyk. Do tego skomplikowana wizja postkorporacyjnego świata.
Blurb na okładce, w którym porównuje się autora do Strossa, Stephensona czy Wattsa jest trochę nadużyciem, bo natychmiast powoduje skojarzenia i porównania niekoniecznie wychodzące na dobre autorowi, a nawet mogące mu zaszkodzić. Myślę, że żaden pisarz, tworząc coś oryginalnego, takich porównań nie lubi. A jest to świeża powieść, warto ją przeczytać, polecić znajomym i zwrócić uwagę na kolejne utwory tego autora. Ja przynajmniej będę śledził go z uwagą. Nowy, mocny głos w polskiej SF. W każdym razie, zderzenie leśnej ciszy z hałasem i ponura wizją Zbierzchowskiego na mnie podziałało. Miałem dreszcze.
Dodaj komentarz