Jest takie francuskie zwyczajowe powiedzenie – „promesse de gascon” – gaskońska obietnica, oznaczająca złudne obietnice, które nigdy nie zostaną spełnione. Taką mają Francuzi opinię na temat Gaskończyków, którzy niejednokrotnie pokazywali, że interes regionu tak, a korony francuskiej niekoniecznie. Gaskonia to kraj leżący pomiędzy Owernią, Akwitanią i Langwedocją, bardzo górzysty, a górski ludek jest zazwyczaj uparty i pilnujący swego. Słynny d’Artagnan miał wiele cech prawdziwego Gaskończyka.
Mnie Gaskonia urzekła. Cała Francja centralna jest piękna, ale Gaskonia najpiękniejsza. W odróżnieniu od sąsiadów budujących domy z ciemnego bazaltu (Masyw Centralny jest pochodzenia wulkanicznego), Gaskończycy mają sporo piaskowca i to z niego stawiają swoje piękne domy. Żółty kamień, czerwona dachówka, w gospodarstwie tradycyjnie czterokątna wieża – nawet w nowych domach. Czysto, zielono, dużo kwiatów. Winnice, ale to nie z win słynie Gaskonia, a z armaniaku. Jest napitkiem poszukiwanym w Europie, i drogim, ale tylko 20% produkcji opuszcza Francję. Można go kupić także u lokalnych wytwórców, sporo tablic armagnac, vente directe widać przy drogach. Do tego pięknie zadbane drzewa, liczne parkingi w świetnie utrzymanych zagajnikach – po prostu marzenie. Kraj nie jest ludny, można tu naprawdę odpocząć od zgiełku. Gaskonia przez wiele wieków była terenem wojen i starć religijnych, praktycznie pomiędzy XIV a XVIII wiekiem non stop. Dzisiaj nie ma tu przemysłu, dzielnica najbardziej zacofana z francuskich prowincji. Dla mnie to jednak zaleta.
Z Montfort w Gaskonii pochodził słynny rycerz Szymon, który dowodził największą krucjatą w historii – skierowaną nie przeciwko muzułmanom, a południowym sąsiadom z Langwedocji – katarom. Dorobił się na rzezi Beziers, zdobyciu Carcassonne i wielu katarskich twierdz dużego majątku. Jego zamek w Gaskonii mieliśmy okazję podziwiać. Gaskonia to również słynne la bastide, jaskinie Lascaux, piękne klasztory i opactwa, – ale o nich innym razem.






Dodaj komentarz