George R. R. Martin nie chwali się raczej, skąd czerpał inspiracje do świata Pieśni Lodu i Ognia. Ten wymyślony świat, poza elementami magicznymi, którymi bardzo stopniowo nasyca swą sagę, ma wyraźny rodowód średniowieczny. Trochę na blogu, trochę w wywiadach, wreszcie w trakcie naszej rozmowy w Nidzicy, zdradził, że najbardziej inspirowała go historia Wojny Dwu Róż – najbardziej bratobójczej wojny domowej, jaka spustoszyła XV-wieczną Anglię. Spór pomiędzy rodami Yorków i Lancasterów doprowadził do wstąpienia na tron angielski nowej dynastii, Tudorów.
To w Polsce mało znany fragment historii Anglii, która w tym czasie uwikłana była jeszcze w wojnę stuletnią z Francją. Ale niewątpliwie wielopiętrowe intrygi, skrytobójstwa, dzieciobójstwa, rzezie, spiski i bunty, jakie wstrząsnęły ówczesną Anglią, miały wielki wpływ na sagę Martina. Polecam lekturę kilku powieści historycznych Philippy Gregory: Biała królowa, Czerwona królowa i Władczyni rzek – o trzech kobietach, które zza pleców swoich mężczyzn, kochanków i synów sterowały polityką Anglii. A ponieważ o kobietach w średniowiecznych diariuszach wspominano tylko sporadycznie, to nasza wiedza faktograficzna jest dość skąpa. Gregory napisała jednak swoją trylogię w sposób kapitalny, rzecz wciąga jak dobry kryminał. Odnajdziecie tu emocje i postaci podobne do tych, które odmalował Martin.
PS. Tak sobie dzisiaj rozmawiam z przyjacielem na temat tej inspiracji i doszliśmy do wniosku, że w wielu sprawach nawet się zbytnio nie napracował – York/Stark, Lancaster/Lannister, Mur Hadriana (obok Yorku) zbudowany przez Rzymian dla ochrony przed barbarzyńskimi Piktami też brzmi znajomo…



Dodaj komentarz