Zrobiłem sobie wieczór oskarowy. Nie śledzę już jak kiedyś premier, zapowiedzi kinowych, karier reżyserów – jakoś przestało mnie to obchodzić, gdy o dobry i poruszający film coraz trudniej, a jeśli już, to jest to film z Azji lub niskobudżetówka z Europy. Których w kinie się nie zobaczy. Za to można w nim obejrzeć wiele obrazów, w których efekciarstwo przesłania resztę (może i dobrze, gdy przesłania błahość scenariusza, drętwe dialogi i słaba grę aktorską). Zobaczyłem dwa filmy, które w tym roku rozdzieliły pomiędzy siebie najważniejsze laury amerykańskiej akademii. I od razu widać, że amerykańskiej, bo trudniej chyba o bardziej amerykańskie filmy w tym roku. Mówię o Argo i Lincolnie.
Pierwszy z filmów zawiódł mnie bardzo. Pobieżny, chaotyczny, nie zgłębiający sedna konfliktu, przesłanek rewolucji islamskiej. Film pokazuje, jak bardzo Ameryka potrzebuje dziś propagandy i zmiany swego wizerunku policjanta świata. O Lincolnie nie czytałem wcześniej, więc nie wiedziałem , że to zaledwie historia jednego epizodu z życia Lincolna, a mianowicie forsowania 13 poprawki. Wolałbym film bardziej biograficzny, sięgający czasów, gdy formowała się osobowość Lincolna, czasów, które w tym filmie pojawiają się w formie anegdot i przypowieści, jakimi Lincoln naprowadzał słuchaczy na właściwe tory. Za mało też jest o relacjach, jakie łączyły go z dziećmi i neurotyczną żoną. Miał być film o 13 poprawce i taki zrealizowano. Zrównano Murzynów wobec prawa, znosząc niewolnictwo ledwie paroma głosami, w dodatku kupionymi przez Lincolna stanowiskami i korupcyjnymi propozycjami. Cóż, morał z tego taki, że najuczciwsi, by osiągnąć coś, co uważają za dobre, muszą przejść na ciemną stronę mocy. Niedobry to morał, bo może zostać opacznie odebrany.
Zastanowiło mnie, jak przez 150 lat zmieniła się Ameryka. Od dania wolności Murzynom, po murzyńskiego prezydenta. A 30 lat temu swoim postępowaniem, nie rozumiejąc tego, co naprawdę wydarzyło się na Półwyspie Arabskim, myśląc jedynie o energii, stała się dla tego regionu świata synonimem szatana. I jeszcze w ten konflikt wciągnęła całą zachodnią cywilizację. Jakże inne, a jednocześnie podobne były problemy świata 30 lat temu (przypominając inną biografię, Margaret Thatcher). Niby kryzys i terroryzm są wspólne, ale uwikłanie pojedynczego człowieka w ten konflikt było jednak inne. Był konflikt Wschód – Zachód, walka o idee. Dzisiaj jest tylko walka o ropę, forsę, idei trudno się tu dopatrywać. Może po stronie islamistów. Ale oni chcą tylko niszczyć, nie mając pomysłu na przyszłość. Żałośnie jawi się przyszłość świata.
Reasumując, nudnawy był to wieczór. Wygrał słaby film, za nim nie czaiło się nic porywającego. Coś mi się wydaje, ze ważniejsze od oskarów były w tym roku kreacje na czerwonym dywanie. Nie widziałem, ale podobno też nie było szału.
Dodaj komentarz