„Fantastyka” będzie obchodziła w przyszłym miesiącu trzydziestolecie. Piękna sprawa. Gratulacje!!! Niewiele pism literackich wytrwało taki szmat czasu. Jedyne literackie pismo uruchomione w stanie wojennym. Okno na świat. „Fantastyka”, „Nowa Fantastyka”, „Mała Fantastyka”, „Fantastyka Komiks”, „Fantastyka Wydanie Specjalne”. Powieści w odcinkach. Fani kupowali dwa egzemplarze numeru: jeden do roczników, drugi do wyjęcia powieści i oprawienia jej w osobną pozycję.
Pierwszy numer ukazał się niespodziewanie, choć jakieś reklamy były, m.in. w „Razem”. Odkryłem w swoim kiosku to pismo, kupiłem egzemplarz, a potem patrzyłem, jak sterta tak znakomitego periodyku leży w kiosku aż do ukazania się numeru drugiego. Nie kupiłem więcej, bo i po co? Już w parę miesięcy później na aukcji książek w klubie fantastyki, które prowadziłem, numer pierwszy wylicytowałem do kwoty 2500 zł. 50 razy więcej niż kosztował!! Klubówki były wówczas w cenie 500 zł i nie każdego było na nie stać.
Nie przypuszczałem, że będę dla „Fantastyki” pisał. Jeździłem na Dni Fantastyki do Dzierżoniowa, Staszowa, jakieś imprezy na Ursynowie. Byłem w pierwszej siedzibie redakcji Na Służby Polsce, w zaadaptowanej pralni, potem wiele razy na Mokotowskiej. W redakcji na Garażowej byłem tylko raz. Na Rzymowskiego jeszcze nie byłem. W 1990 dostałem szansę pisania do ulubionego miesięcznika od Marka Oramusa. Pisywałem regularnie 11 lat. Artykuły, felietony, recenzje, relacje. Przestałem pisać, bo zostałem wydawcą – uważałem, że tym samym tracę moralne prawo do recenzowania książek innych wydawców (i dobrze by było dla polskiej fantastyki, gdyby podobne zasady mieli inni recenzenci). Byłem na dziesięcioleciu, piętnastoleciu redakcji. To były huczne imprezy.
Czy będzie jakaś na trzydziestolecie? Nie wiem. Kruche czasy nadeszły dla czasopism papierowych.
A jakie było wasze pierwsze spotkanie z „Fantastyką”?
Dodaj komentarz