O sztucznej inteligencji rozprawia się od lat. Inteligentne maszyny (roboty bądź komputery) istnieją w science fiction od tak dawna, że trzeba by oddzielnych badań, by dotrzeć do ojca pomysłu. Inteligencje te przyjmowano za coś oczywistego, na wiarę przyjęto możliwość zbudowania pozytonowego (pozytronowego) mózgu i wrzucono do gadżetowni SF, która jest taką wspólną skrzynią pomysłów i gadżetów, z których może korzystać każdy pisarz science fiction. Nikt nie zastanawiał się nad samorzutnym powstaniem SI, raczej uważano też, że taki duch w maszynie więcej przyniesie złego niż dobrego. Widać to po książkach i filmach, od Odysei Kubricka po Gry wojenne.
Zaczęła za to zastanawiać się nauka, a fantaści powrócili do idei w latach 80., wraz z powstaniem cyberpunku. Komputery, sieć połączeń rozpięta pomiędzy nimi, zaawansowane systemy wojenne – to wszystko działało na wyobraźnię. Dziś możliwość powstania SI w wirtualnej rzeczywistości jest brana bardzo na poważnie, trwa jednak spór, jak do tego dojdzie. Początkowo najbardziej popularna (i przez filmy typu Terminator spopularyzowana) była idea samoistnych narodzin SI w wyniku przeładowania systemów komputerowych informacjami. Z tego chaosu miała się wyłonić AI, by nad bałaganem zapanować (choć często wprowadzała swoje własne porządki, traktując – i słusznie – człowieka jak szkodnika).
Potem były liczne modyfikacje tej idei, aż dwa lata temu Ted Chiang napisał swoją znakomitą nowelę „Cykl życia oprogramowania”, w której wyraził opinię, że SI może wyewoluować z prostych modeli wirtualnych, jeśli podda się je edukacji. Wywołał burzę spekulacji w sieci, a do dyskusji włączył się jeden z najciekawszych pisarzy ostatnich dwóch dekad, Kanadyjczyk Robert J. Sawyer. Pisze on zajmujące powieści SF, jako naukowiec lekko poruszając się w tematyce komputerowej, fizyce, matematyce, potrafiąc jednak – w odróżnieniu np. od Benforda – oblec je w zajmującą, często kryminalną bądź sensacyjną fabułę. Wie bowiem, że nawet najlepsza idea, pomysł, hipoteza, nie znajdą szerszego czytelnika, jeśli nie będą podane w interesujący sposób. Jak światy równoległe i komputer kwantowy – to świetna trylogia „Neandertalska paralaksa” (nagroda Hugo), jak czas i jego zawiłości, to Futurospekcja (na jej podstawie serial „Przebłyski jutra”). Jak przebudzenie SI – to trylogia „www” (nominowana do Hugo).
Tę trylogię zaraz pozna polski czytelnik, bo pierwszy tom – www.Wzrok – ukaże się koło majówki, a wraca w nim Sawyer do tematu, którym dawno temu zainteresował się pisząc Eksperyment terminalny (nagroda Nebula). Tylko że od tamtego czasu Sawyer wyraźnie wczytał się w koncepcje samoreprodukcji von Neumanna, konstrukcje automatów komórkowych Wolframa (bohaterka nawet używa jego słynnego programu Mathematica), połączył koncepcje automatów z konstrukcją dimerów tubulin i wyszukał, gdzie w świecie zwierzęcym pojawiają się automaty komórkowe i wyszło mu, że w sieci, z różnego rodzaju błędnych, zagubionych, zespamowanych ale nie wyzerowanych jeszcze plików mogą powstać automaty komórkowe, a jak się zaczną replikować to powstanie SI.
Ale Sawyer nie byłby dobrym pisarzem, by nie wiedzieć, że science fiction to nie tylko suche hipotezy, trzeba zbudować fabułę, a wszystko tak ładnie skonstruować, by obok prawdziwych naukowych faktów przepchnąć swoje pomysły i jeszcze sprzedać to w zgrabnej historyjce. Na przykład świadomość zrodzona w sieci musiałaby zrozumieć, że biliony plików z danymi, które nieustannie krążą pomiędzy punktami wysyłającymi i przyjmującymi zawierają wiedzę. Dla takiej „istoty” to tylko systemy zer i jedynek, pewnie nawet podzielenie ich na 8 częściowe sekwencje będzie wymysłem ponad siły. Nie mówiąc już o zorientowaniu się, że poza siecią istnieje inny świat. Trzeba było dać jakiś impuls i sposób komunikacji. I tu wprowadził Sawyer niewidomą od urodzenia dziewczynę, nastolatkę, znakomicie dającą sobie radę z komputerami, niezwykle uzdolnioną matematyczkę, która dostaje eksperymentalny implant mający przywrócić jej oku właściwe kodowanie obrazu w system zrozumiały dla mózgu.
I dziewczynka, Caitlin, zaczyna widzieć netprzestrzeń.
Co dalej, nie zdradzę, bo powieść niesłychanie wciąga, a jest rozpisana na trzy tomy będące w sumie jedną całością. Doskonałe czytadło z prawdziwie naukowymi pomysłami, dziejące się tu i teraz. Sporo wiedzy, ale podanej przystępnie i intrygująco. Sawyer znany jest z tego, że jest pierwszym pisarzem w Kanadzie i USA, który miał własną stronę internetową i że jest jednym z pierwszych blogerów na świecie w ogóle. Czyli pisząc o necie, wie wszystko. Gorąco polecam.
Dodaj komentarz