Co czytać?

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 9 marzec 2016

Pytanie ważkie. Jestem nałogowym czytaczem. Książkę mam w samochodzie, przy łóżku, w wucecie i zamiast telewizora. Bardzo dużo czytam w maszynopisie, z cienkopisem w ręku. Ale ostatnio łapię się na tym, że wracam do lektur starych, bo z nowości nic ciekawego, co by mnie przyciągnęło, nie ma. Nie ma, i już.

Jak się wchodzi do księgarń ma się wrażenie wielkiej obfitości. Ale to złudzenie. Codziennie przeglądam przez godzinę nowości wydawnicze, aby wybrać coś do swojej księgarni. Są dni, że niczego nie wybiorę. Fakt, wybieram teraz tylko fantastykę, ale w ubiegłym roku, czy dwa lata wcześniej dni bez nowości się nie zdarzały. Podaż jest wyraźnie mniejsza, zamilkły niektóre wydawnictwa, inne ograniczyły liczbę nowych książek, skupiając się na dodrukach tego, co się sprzedaje. Mniejszą podaż bym przeżył, dobre książki w stosach grafomanii zawsze zdarzały się rzadko, ale teraz mam wrażenie, że wydaje się głównie grafomanię. Po prostu tragedia. Co czytać!?

Około 80% nowości fantastycznych to książki dla młodzieży. Są jak spod sztancy: wtórne do bólu, płascy bohaterowie, dramaturgia jak z bajki dla dzieci. Od początku wiesz, jak się historia skończy. Banał banałem banał pogania. Nadchodzą te książki falami: fantasy, wampiry, wilkołaki, horror, steampunk, postapo, mitologiczni herosi… I do bólu. Agenci i marketing wpychają to dziesiątkami do wydawnictw, same „bestsellery”, a te zarzucają rynek. Na Zachodzie oceniono, że książki czyta wyłącznie nastolatek, w wieku 13-18 lat, w wieku 19-35 lat głównymi odbiorcami słowa pisanego są już tylko kobiety – stąd fala pustaków w stylu erotycznych przygód pana Szarego. Ktoś mógłby powiedzieć, że to oburzające, iż wydawcy traktują potencjalnych czytelników jak dzieci, a umysł kobiety tak spłaszczają. Nie, ja myślę, że tam pracują idioci i wszystkich oceniają według siebie. Mądrzy ludzie przeszli na emeryturę albo zostali pogrzebani wynikami sprzedaży dzieł ambitnych.

Uznani autorzy, piszący ciekawą literaturę, chcąc dalej żyć z pisania, przerzucają się na przygodówki dla młodych: Bacigalupi, Valente, Eschbach. Większość autorów fantasy od lat odrabia pańszczyznę, ale cóż, sam gatunek jest tak skostniały, że wynaleźć w nim coś oryginalnego jest coraz trudniej. Może Sanderson jest tu wyjątkiem.

Starzy mistrzowie zamilkli, nowych nie widać, bo sprzedać dziś książkę jest bardzo trudno. Dobrą książkę. Z pomysłem, nieszablonową, w której poza akcją kryje się zaduma nad światem, ludzkim losem, przyszłością Ziemi. Pisze o tym w swoich felietonach Peter Watts, nie ukrywając rozżalenia.

A te 20%, nad którymi warto się pochylić to też nie arcydzieła. Książek bardzo dobrych, wartych nagrody, dyskusji znajdzie się 1-3 w roku. Nagrody, kiedyś wyznacznik tego, co fan fantastyki powinien przeczytać, najzwyczajniej zawodzą. Nagrody się dewaluują – i to nie tylko książkowe, bo nie jakość artystyczna jest brana dziś przy wyborze, a koniunktura i względy innej natury (nie szukając daleko, weźmy Oscary ostatnie – Di Caprio dostaje nagrodę za słabą rolę w „Zjawie”, bo należała mu się za całokształt, nagradza się bardzo amerykański film podsumowujący aferę pedofilską w USA, w Polsce pewnie nawet nie wejdzie do kin, nagrody poza reżyserskie zgarnia okropny „Mad Max” – wszystkie obrazy widziałem, żaden nie rzucił mnie na kolana). Nagrody stały się elementem manipulacji dla osiągnięcia lepszego efektu marketingowego. Ale może jest i tak, że jurorzy muszą wybierać spośród małowartościowych produkcji, bo tylko takie powstają. Jakby trafiło się arcydzieło, zgarnęłoby wszystko. A nie powstają arcydzieła, bo nie takie są oczekiwania decydentów.

W nagrodach fantastycznych to samo co w Oscarach – nagrodzone w ostatnich latach HUGO powieści nie zachwycają, Scalzi czy Lackie to po prostu przeciętniaki. Ich książki i tak odstają od średniej, ale jak się przeczytało setki tytułów, to oczekiwania rosną.

Popatrzmy na sytuację w Polsce. Regularnie fantastykę dostarczają: Mag, Rebis, Solaris, Drageus. Mają zapowiedzi, sukcesywnie je realizują. Mag ma serię Uczta wyobraźni z wartościową (nie zawsze) fantastyką, wciąż zapowiada, że serię zamknie, ale tytuły wciąż się ukazują. Drugą serią – Artefakty – z klasyką SF – ucieszyli mnie mocno, ale początkowy rozpęd i entuzjazm trochę wygasł. Czasem podają ciekawe rzeczy poza seriami – jak zbiór Wattsa. Rebis kontynuuje Dicka, Webera, ale nie poszukuje ciekawych powieści SF – może po prostu ich nie ma? Seria polska, Horyzonty zdarzeń, weszła w rynek, ale pokazuje tylko pewną grupę autorów, nie poszukuje nowych twarzy. To jej źle wróży. Drageus rozpoczął space operami, może nie są to arcydzieła, ale twarda SF, do czytania. Mocno wyciąga tę serię tłumacz, bo w oryginale te pozycje są ciut słabsze. Solaris produkuje na swój wewnętrzny rynek, ale każdy chętny może tu trafić i znaleźć coś dla siebie, głównie z klasyki.

Mocno ograniczyli podaż Zysk i Prószyński. Pierwszy stawia na klasykę (Haggard), horror, wznowienia Martina (które są bardzo zyskowne) i wszelkie jego redakcyjne robótki – antologie tematyczne. Byle było na nich nazwisko Martin. W Prószyńskim z fantastyki pozostali tylko Pratchett i Card. Na jednym koniu, by nie powiedzieć autorze, jedzie Supernowa. Saga wiedźmińska jest dojną krową, nie tylko na rynku polskim, ale rosyjskim, czeskim, niemieckim, hiszpańskim, angielskim (Gemmell Award), teraz amerykańskim (lista bestsellerów NY Timesa). Wszystko brzmi pięknie – ale Martin pisze jedną książkę na 3-4 lata, Sapkowski jeszcze rzadziej, Pratchett (którego książek nie lubię, i nie ukrywam tego) więcej niestety nie napisze, a Card… cóż, zrobił się bardzo nudny.

Ciekawa jest seria klasycznej grozy w C&T, ale tu książki także nie ukazują się za często.

Powstają nowi wydawcy, którzy stawiają na fantastykę: SQN, Uroboros (podkupił Star Wars m.in, i te nowe książki w uniwersum są lepsze od tych starych), Akurat (tu kupuje ciekawe tytuły Nakoniecznik, znany tłumacz i redaktor NF – stąd takie książki jak Lackie, Marsjanin, Scalzi), Czwarta Strona. Na ich okrzepnięcie trzeba poczekać. Jaguar to fantastyka dla dzieci i młodzieżowa, Galeria Książki podobnie – dla wymagającego czytelnika, oczytanego fana – nic.

W polskiej fantastyce boom mamy za sobą. To trzeba jasno powiedzieć.  Fabryka wyhamowała bardzo mocno, jej sztandarowe cykle, które ciągnęły sprzedaż – Pan Lodowego Ogrodu, Achaja są pozamykane (Ziemiański ma jeszcze tom dopisać, jak słyszę, ale wydaje się to dorzynaniem konia). Andrzej Pilipiuk też nie zaskakuje, wydaje się, że nie ma ochoty więcej pisać o Wędrowyczu, wolałby nowe wyzwania – pamiętajmy o regule cyklu – każdy kolejny, dopisywany na siłę tom, działa na szkodę autora. Kuponów z pierwotnego sukcesu nie da się obcinać w nieskończoność.

Powergraph działa inteligentnie, spokojnie, wrzuca na rynek książki po przygotowanych kampaniach, ma przychylność czytelników, a także ludzi z branży dzięki uśmiechniętej i sympatycznej szefowej. Ale na nich też czeka kilka pułapek. Ambitne serie nie sprzedają się dobrze, więc czasem trzeba do nich dopłacać z tego, co chodliwe. Ale Wegner właściwie zakończył swój cykl, a Kosik ma – tak sobie myślę – kłopot ze swoją serią młodzieżową. Bohaterowie takich cykli starzeją się – każdy z pisarzy, którzy wymyślili takowych bohaterów (Bułyczow, Rowling etc.) natykali się na taką ścianę. Czytelnicy śledzili przygody nastoletnich bohaterów i razem z nimi dorośleli. Kiedy bohaterowie są dorośli i pokolenie ich czytelników też, to drogi przyjaciół się rozchodzą. Trzeba trafiać do nowego pokolenia, ale pisanie nowych książek o dorosłych bohaterach nie będzie już ciekawe.

Czy kogoś pominąłem? Chyba nie, choć pamięć już nie ta. Odpowiedź na początkowe pytanie?  Krótko mówiąc: kicha.

Komentarze (27)

kurp:

9 mar 2016 o 17:00.

Ciekawe, choć nieco przygnębiające podsumowanie.
Nie wiem tylko, czy konkluzja nie jest jednak przesadzona. Przeszłość zawsze pamiętamy *przez pryzmat*, na tej samej zasadzie PRL wydaje się niektórym fajny. Gdyby wyjąć z tej przeszłości jeden konkretny rok mogłoby się okazać, że interwały między arcydziełami nie są dziś ani dłuższe, ani krótsze…

kowal:

9 mar 2016 o 17:22.

Te przemyślenia staja się leitmotivem bloga 😉 Bardzo łatwo o taka jak Pana ocenę, i z grubsza jest ona prawidłowa, niemniej trudno porównać, w fantastyce, ostatnie kilka lat z cała pozostałą historią gatunku. Taka konfrontacja zawsze wypadnie na niekorzyść współczesności. Szczególnie w fantastyce, prozie gatunkowej, która na pewnym poziomie po prostu mogła swoją pomysłowość wyczerpać. Pan jako wydawca, fan i znawca fantastyki powinien o tym najlepiej wiedzieć. I raczej poszukiwać co najmniej satysfakcjonujących rzeczy zamiast frustrować się brakiem tych arcygenialnych. Co jakiś czas kończy się jakaś epoka i może faktycznie zły pieniądz wypiera dobry ale jak to mówił klasyk „coś się kończy, coś się zaczyna”. Głowa do góry panie Wojtku, wierzę że nastąpi dobra zmiana.

Wojtek Sedeńko:

9 mar 2016 o 18:09.

Peerelu w ogóle nie biorę pod uwagę. To epoka dla mnie okropna, obmierzła i choć spędziłem w niej młodość, to cieszę się, że się skończyła (chyba). Arcydzieła nie powstają na zamówienie, to oczywista rzecz, ale dobrej, rzetelnej fantastyki jest obecnie mniej.

Wojtek Sedeńko:

9 mar 2016 o 18:25.

No to mnie pan tą dobrą zmianą zaskoczył 🙂 Ja upadek sf wieszczę od dawna. A co czytać to lejtmotyw bloga od początku.
Ta smutna konstatacja wynika właśnie ze znajomości rynku i zasad, które na nim zaczynają brylować. Nagrody się dewaluują, mistrzowie milczą, dobre książki nie mogą znaleźć wydawcy, którzy sądzą, że czytelnik takich nie potrzebuje. Warto poczytać blogi dobrych pisarzy, oni często opowiadają o swoich ponysłach i kłopotach ze sprzedażą tych pomysłów.
Na pewno też trochę w tym wszystkim mojego zrzędzenia, prawie już starczego. Za dużo przeczytałem, ale – w odróżnieniu do moich jeszcze starszych przyjaciół, krytyków, redaktorów i pisarzy, którzy fantastyki już prawie nie czytają – ja chciałbym ją wciąż czytać. Nie mogę jednak się przemóc, by czytać te młodzieżówki / nie młodzieżówki. Wszystko już było. Może faktycznie czas przerzucić się na biografie, historię, książki podróżnicze. I czekać, aż ktoś rzuci hasło: ale świetną rzecz przeczytałem! I wtedy sobie tę książkę kupić… Ale musiałbym zmienić zawód, a ten polega na czytaniu fantastyki. Pat.

bin_laudan:

9 mar 2016 o 22:19.

Coraz mniej nowości z fantastyki kupuję. To może być starość. Ale może po prostu jest coraz gorzej?
Czasem staję przed regałem w ępiku lub innym matrasie. Ot, tak po prostu, żeby zobaczyć, co tam na rynku słychać. I coraz mniej znajduję tam, niestety, książek, które gotów byłbym wziąć do ręki, żeby spróbować przekonać się, o czym są. Coraz szybciej odchodzę zdegustowany.
Podobnie jest na rynku rosyjskim. Nie tylko ja narżekam, narzekają też lokalsi. W cotygodniowych przeglądach nowości rynkowych na fantlabie coraz trudniej znaleźć coś interesującego. Zamawiam książki stamtąd coraz rzadziej.
Starość? Nie sądzę.

Moreni:

9 mar 2016 o 22:42.

Hm, a Genius Creations? Wydają sporo, jakościowo różnie, ale mają Pawła Majkę, którego wielu uważa za bardzo dobrego.

smutny:

10 mar 2016 o 9:55.

Panie Wojciechu: generalnie zgadzam się z Pana felietonem. Dodałbym nawet do niego łyżkę dziegciu, gdyż i Solaris sprawia, że czytelnicy nie mają co czytać. Mam na myśli miłośników opowiadań, którzy zostali pozbawieni dostępu do kolejnych tomów „Kroków w nieznane”. Narzeka Pan na inne wydawnictwa i ogólnie złą politykę przez nich prowadzoną, a tymczasem sam Pan nie szanuje ludzi kupujących książki wydawane przez Solaris.
Proszę się więc też uderzyć w piersi i przyznać, że i Solaris ma co nieco za uszami w kwestiach takiej, a nie innej sytuacji na rynku fantastyki.

Grzegorz:

10 mar 2016 o 10:17.

Proponuję poczytać książki popularnonaukowe od Prószyńskiego i nie tylko. Fantastyka pozostała daleko w tyle za współczesną nauką.

Wojtek Sedeńko:

10 mar 2016 o 11:45.

Czytam, czytam. To też jest jeden z przyczynków do słabości dzisiejszej SF – autorzy nie śledzą/nie znają/nie ogarniają rzeczywistości i postępów nauki. Rzeczywistość w wielu aspektach fantastykę dogoniła i prześcignęła. Łatwiej dziś tworzyć fantasy, niż mierzyć się z nauką.

Grzegorz:

10 mar 2016 o 12:13.

A przeczytałby Pan biografię Lema w kontekście historii fantastyki w Polsce i na tle historii najnowszej? Bez filologicznych farmazonów, ale pisaną z pozycji fana s-f? Kończę zbierać materiały i zamierzam napisać taką książkę.

Wojtek Sedeńko:

10 mar 2016 o 12:14.

Kąsanie przyjmuję z godnością 🙂 Jedno wynika z drugiego. Nie ma co czytać – nie ma co wydawać. Pozostało trochę klasyki, jak ta się skończy, to nie wiem co dalej robić. Poziom współczesnych opowiadań SF jest, jak mawia moja córa, żenua – i, co tu dużo gadać, trudno jest porządny tom zebrać.

Wojtek Sedeńko:

10 mar 2016 o 12:19.

Mamy podobnie. Czyli diagnoza w dobrą stronę… Bo już myślałem, że tylko ja zdziadziałem…

drwalrabarbar:

10 mar 2016 o 12:19.

Panie Wojtku, teraz NF chwali Kena Liu i jego cykl, to fantasy, wiem. Ale czy warto, nazwisko mi gdzieś szumi w głowie, ale konkretów brak, cóż wiek już nie ten. Człowiek odszedł trochę od fantastyki, ale czasem chce się jeszcze raz w tej samej rzece popływać.

Wojtek Sedeńko:

10 mar 2016 o 12:21.

Kibicuję im. Na Pyrkonie mieliśmy wspólne stoisko, teraz też wystawimy ich książki. Co do Pawła. Ma świetne pomysły, wyobraźnię, co się zowie, ale chyba – tak myślę – nie spotkał jeszcze swojego redaktora. Mam nadzieję, że spotka go w mojej osobie – bo czekam na jego opowiadanie 🙂

Wojtek Sedeńko:

10 mar 2016 o 12:21.

Przeczytam. Ja z Lema wyszedłem…

Greg:

10 mar 2016 o 12:23.

Bardzo przemyślany i niestety prawdziwy wpis. SF to moja ulubiona działka beletrystyki i z żalem stwierdzam, że trudno mi znaleźć nowych pisarzy, którymi bym się zachwycił. Z obecnie tworzących śledzę na bieżąco chyba tylko Dukaja i Wattsa, bo oni mają zacięcia do bycia na bieżąco z „science”, aby tworzyć solidne „fiction”.

Za to z wielką radości zaczytuję się w dziełach naszych wielkich klasyków gatunku: Zajdel, Grabiński, Lem, Żuławski, ostatnio Boruń i Trepka („Trylogia kosmiczna” to dla mnie arcydzieło). I chwała Solarisowi za to, że takie pozycje wydaje.

Wojtek Sedeńko:

10 mar 2016 o 12:25.

Czytałem jedno z opowiadań w NF. Ale ja szukam książek, nie opowiadań. Nie zawsze z autora opowiadań wyjdzie pisarz potrafiący zmierzyć się z powieścią. Nie zawsze jedno czy dwa niezłe shorty czynią z autora pisarza. Są tacy, co na jednym tekście poprzestają, choć są to kawałki pamiętane przez lata. Planujemy zrobić z Maćkiem Parowskim antologię autorów jednego opowiadania.

drwalrabarbar:

10 mar 2016 o 12:48.

I jeszcze Dukaj siedzi cicho, całkiem się zestarzeję w oczekiwaniu na zapowiadane książki Jacka Dukaja.

drwalrabarbar:

10 mar 2016 o 12:53.

A opowiadanie Pawła Majki to do tej wspominanego zbioru opowiadań? Może jeszcze jakieś szczegóły?

tp:

10 mar 2016 o 16:52.

@drwalrabarbar
Jeśli chodzi o Kena Liu, to The Dandelion Dynasty ma być wydane przez SQN (1-szy tom podobno już w kwietniu).

Wojtek Sedeńko:

10 mar 2016 o 17:15.

Do polskiej antologii, ale o tym jeszcze za wcześnie mówić.

Wojtek Sedeńko:

10 mar 2016 o 17:16.

No tak, potem dostaniemy czterotomową powieść po 1000 stron wolumen i trzeba będzie brać urlop na lekturę.

drwalrabarbar:

10 mar 2016 o 17:38.

Z powodu zapowiedzi SQN pytam. A odnośnie zaległości czytelniczych, zdało by się z miesiąc zwolnienia na złamaną nogę.

Adalbert69:

12 mar 2016 o 10:26.

Przygnębiające ale prawdziwe z polskich pisarzy Majka i Cholewa junior , z wydawnictw Mag i Rebis , resztę to nazwałbym epizodami . Czekam na nowego McDonalda Luna : Nów . i kontynuację Pokoju Światów Majki , Bułyczowa I w zasadzie dalej pustka . Czasami coś błyśnie w NCK lub w Powergraphie . Tak naprawdę gdyby to zebrać do kupy to praca dla jednego wydawnictwa wydającego jedną , dwie pozycje co miesiąc . Niestety Solaris też odszedł w niepamięć . Brakuje Rakietowych Szlaków i Kroków w Nieznane . Sporadycznie coś z GG na konwentach .

vanrad:

12 mar 2016 o 20:16.

Panie Wojtku, tak z ciekawości, bez żadnych podtekstów czy chęci prowokacji, spytam:
Jakie utwory z Uczty Wyobraźni uznaje Pan za wartościową fantastykę, a jakie nie?

Wojtek Sedeńko:

12 mar 2016 o 22:52.

Dlaczego prowokacja? Nie jeden raz chwaliłem książki innych wydawcó 🙂 W mejlingu księgarni na przykład. A dobre książki z Uczty wskazałem właśnie w ostatnim newsletterze, wysłanym w wczoraj.

Agnieszka H.:

10 kw. 2016 o 23:02.

Nie cała fantastyka młodzieżowa to kicha. Jako tłumacz mam bardzo pozytywne wrażenia z trylogii Patricka Nessa „Ruchomy chaos” (wydawnictwo Papierowy Księżyc). Na razie drukiem ukazał się pierwszy tom – „Na ostrzu noża”, drugi („Pytanie i odpowiedź”) jest przetłumaczony i powinien wyjść niedługo. To social science fiction z solidnie przemyślaną psychologią postaci, świetnie pokazujące mechanizmy dyktatury, władzy, przemocy, rasizmu i terroru, a bonusem jest niebanalna warstwa językowa (np. bardzo się namęczyłam nad kolokwialnym językiem, którym główny bohater snuje swoją narrację). Naprawdę polecam, z zaznaczeniem, że drugi tom jest jeszcze lepszy od pierwszego 🙂

Zostaw komentarz