Ciemne sprawki, drobne wady – kilka anegdot ze światka SF

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 27 Kwiecień 2012

Przy pisaniu biogramu do Encyklopedii Fantastyki, czytam mnóstwo materiałów, wspominek, informacji o znanych pisarzach, których bibliografie mam opracowywać. Przy okazji wychodzi mnóstwo ciekawostek, anegdot, które potrafią spowodować, że na ulubionego pisarza patrzymy inaczej, najczęściej z giganta staje się zwykłym, podobnym nam człowiekiem.

Garść przykładów:

Cyril M. Kornbluth – genialny autor opowiadań, wielka nadzieja amerykańskiej SF, zginął tragicznie w wieku zaledwie 34 lat, próbując zdążyć na pociąg podmiejski, by nie spóźnić się na spotkanie w potentatem prasowym Michelem – miał otrzymać funkcję redaktora naczelnego jednego z magazynów. Serce nie wytrzymało, Kornbluth zmarł na zawał na peronie. Frederik Pohl, jego przyjaciel, wspomina kilka zabawnych wad Cyrila. Np. nie cierpiał kawy, ale uważał, że literat powinien ją pić. Więc przyzwyczajał się do niej stopniowo, słodząc niemiłosiernie i co tydzień odejmując jedną kostkę cukru. Albo: Kornbluth nie mył zębów, przez co jego uzębienie wyglądało koszmarnie (a jeszcze palił bardzo dużo) – więc mówiąc do kogoś zasłaniał ręką usta, przez co często był mało zrozumiały.

Larry Niven, prawnuk potentata naftowego, należy do rodzin, które stoją wysoko w amerykańskiej elicie. Stąd Niven często pojawiał się jako doradca prezydentów bądź różnych organizacji doradczych rządu federalnego. Jako pisarz SF był zapraszany do tych komisji, które miały na celu prognozowanie przyszłości pod kątem społecznym, socjologicznym czy np. terroryzmu. Nie wiem, czy Niven dobrze się wywiązał z roli futurologa, bo w jednej z organizacji, SIGMA, miał taki oto projekt: skoro Latynosi, nawet nie mówiący po angielsku, korzystają nagminnie z lecznictwa federalnego, to aby ograniczyć ten proceder należy rozpuścić plotkę wśród hiszpańskojęzycznych obywateli USA, że federalna służba medyczna zabija… pacjentów. Od czapy, nieprawdaż? Czysta SF.

Donald A. Wollheim –  jeden z twórców fandomu, król paperbacków, pisywał swoje opowiadania i wysyłał je do Gernsbacka (którego imię nosi dzisiaj najpopularniejsza nagroda SF – Hugo). A ten nie płacił, co jest chyba cechą charakterystyczną wielu czasopism na świecie, więc Don się wkurzył i o całe 75 dolarów pozwał gazetę i redaktora do sądu. Zebrał też kilku innych pisarzy, by postawili się wydawcy. W ten sposób powstała grupa Futurians, uważana powszechnie za pierwszy klub SF na świecie (błędnie, bo to Gernsback założył kilka klubów fanowskich swoich gazet – tzw.  Science Fiction League). Wollheim proces wygrał, a potem nie miał gdzie publikować, więc wysyłał Gernsbackowi opowiadania podpisane pseudonimem. Ten oczywiście nadal mu nie płacił, w myśl zasady – debiutant niech się cieszy, że w ogóle go opublikowano.

Sam Wollheim także nie pogrywał uczciwie, gdy już został wydawcą. Do legendy przeszło jego akcja z paperbackową publikacją Władcy Pierścieni. Tolkien nie życzył sobie wydania popularnego, bo uważał, że jego dzieło zasługuje wyłącznie na ekskluzywne wydania  (sic). Wollheim dzięki prawnikom odkrył parę luk w prawie autorskim i dokonał  nieautoryzowanej edycji WP na rynek amerykański. Wydanie odniosło niebywały sukces, przyczyniając się wielkiej popularności Tolkiena, kto wie, czy nie dzięki piractwu Wollheima Tolkien jest dzisiaj uważany za najpopularniejszego pisarza wszech czasów.  Sam Tolkien dzięki wysokim tantiemom dał się udobruchać, czego nie można powiedzieć o spadkobiercach pisarza, którzy już po śmierci Wollheima doprowadzili do uznania go za pirata, a luki prawne za błędnie zinterpretowane i otrzymali spore odszkodowanie. I nie przeszkadza im to wydawać dzisiaj Władcę Pierścieni w rozmaitych konfiguracjach i edycjach. Bardzo też są wrażliwi na wszelkie sprawy autorskie, choćby bardzo ostra była ich reakcja na zagraniczne edycje powieści Yeskova (Kirył Jeskow) Ostatni władca Pierścienia. W Rosji ich prawnicy byli odsyłani z kwitkiem, ale w innych krajach atakowali ostro. (Nawiasem mówiąc, w Polsce zadziałali na podstawie donosu życzliwego polskiego tolkienisty :D).

 

I to tyle anegdot, myślę że warto taki dział wprowadzić. Jeśli wy macie jakieś anegdoty, piszcie do mnie.

Zostaw komentarz