Nowa Encyklopedia

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 11 Luty 2012

John Clute przygotowuje, po ponad 20 latach od pierwszej edycji książkowej, z wydanym potem rozszerzeniem multimedialnym, Encyklopedię Science Fiction. Nie wiem, czy tak wielkie przedsięwzięcie ma dzisiaj sens w wersji papierowej. Mając do dyspozycji internetowe zasoby bibliograficzne, znakomite bazy danych robione przez profesjonalistów zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i za oceanem, a korzystam z nich właściwie codziennie, książkowa wersja wydaje się anachronizmem. Który nie przystaje nawet do nazwy Science Fiction. Już z chwilą zakończenia składu, na miesiąc przed ukazaniem się w księgarniach, księga będzie nieaktualna. Także szperanie po niej w poszukiwaniu odniesień, rozszerzeń, jest żmudne i mało efektywne. Jestem wielkim miłośnikiem książek, ale nie wydań encyklopedycznych. Wersja Clute’a i Nichollsa stoi obok komputera na półce, ale od lat do niej nie zaglądałem. Kilka miesięcy temu sprawdziłem wyrywkowo kilka haseł i okazały się znacznie lepiej opracowane w encyklopedycznych bazach sieciowych.

W pierwszej wersji autorzy zwrócili się o zredagowanie haseł związanych z polską fantastyką i fandomem do Krzyśka Sokołowskiego. Teraz, jak słyszę, do Konrada Walewskiego. To też budzi moje niedowierzanie. Wiedza obu panów na ten temat jest nieporównywalna. Na niekorzyść tego drugiego. Cóż, ale przecież Konrad jest szefem polskiej edycji F&SF, a to w Ameryce wiele znaczy. Tyle że ta edycja już nie istnieje… Amerykanie mimo najlepszego – probably – wywiadu, o pewnych rzeczach dowiadują się na końcu. 🙂

Komentarze (29)

niepco:

11 Lut 2012 o 21:20.

Oj, ostro Wojtku, ostro. Ale racja pełna:-)

Wojtek Sedeńko:

11 Lut 2012 o 23:22.

Ja życzę szczęścia Johnowi, pomógł mi znaleźć kiedyś jednego autora i jest jednym z największych kolekcjonerów książek SF. Ale ja tej wersji już nie kupię, lepsze wersje mam w sieci.
Ostro? Hmm, mam niewyparzoną gębę od dziecka, kaganiec zgubiłem w przedszkolu. A Krzysiek ma podobnie. Od razu na odlew wali. Aż miło.

niepco:

12 Lut 2012 o 14:10.

Ciekawe, czy ów znawca polskiej fantastyki napisałby coś więcej oprócz notek o Lemie i Sapkowskim? Bo do tych nazwisk ogranicza się znajomość Amerykanów jeśli chodzi o polską fantastykę…W drugą stronę jest dużo lepiej, przynajmniej jeden z nas zna Jeffa, Pat a nawet Chinę:-) Chociaż krążą słuchy, iż niejaki Majka robi coraz większe wrażenie za oceanem, póki co w fanowskich translacjach, ale zawsze coś:-)

Maeg:

13 Lut 2012 o 11:04.

Tyle wspominasz o wersjach internetowych, a ani słowem nie wspomniałeś o http://www.sf-encyclopedia.com ? Chyba warto było to zrobić.

Wojtek Sedeńko:

13 Lut 2012 o 12:43.

Nie wspomniałem, bo musiałbym wymieniać bazy i encyklopedie, a jest ich mnóstwo. Akurat z tej, o której wspomniałeś nie korzystam, choć jest mi znana. Najlepsze są bazy tworzone przez instytucje wsparte udziałem kolekcjonerów. Mankamentem jest kompletność i aktualizacja. Instytucjonalne cały czas bazy poszerzają, prywatne niekoniecznie. Tak jest z kilkoma bazami w języku polskim, niestety fragmentarycznymi.

Maeg:

13 Lut 2012 o 14:29.

Mi nie chodziło, żebyś wspomniał o innych, ale ta pod podanym linkiem jest wersją „internetowa” tej o której piszesz. Chyba, że mi coś się pomyliło, albo John Clute pracuje nad dwoma projektami naraz.

Piotr Kondraszuk:

13 Lut 2012 o 22:29.

Najgorsze moim zdaniem jest to, że wałkuje się jeszcze od lat 90 w NF i innych mediach jak wielkim gettem jest fantastyka, że „oni” i „my”, że w końcu zawsze ktoś pisze, że „problem leży w tym, że fantaści zwalczają się nawzajem i krytykują” i w końcu wszyscy się zgadzają, że to prawda… że mainstream trzyma się razem a my jakoś tak we własnym sosie… i co? i dalej to samo… inwektywy i wypominanie tego czy tamtego… no słaby ten fandom, który już chyba nie istnieje… takie komentarze jak powyżej jeszcze bardziej mnie utwierdzają w tym przekonaniu.
a jeszcze gorsze jest to – „Sokołowski i ja lubmy walić na odlew – aż miło…” młodzi napisaliby WTF?? a ja napiszę tylko, że przykro mi, że nie potrafimy ani się zdystansować ani normalnie rozmawiać.
Panie Wojtku, mam naprawdę zupełnie sporo książek Solarisu, cenię za Rakietowe Szlaki, ale taki komentarz naprawdę mnie dobija… że ktoś wie więcej, ktoś mniej… na jakiej podstawie to Panowie sugerują… dla mnie już samo wynegocjowanie kontraktu z F&SF na zasadach o jakich piszecie jest super… a że się nie udało.. nikt z Was się nie podjął realizacji tego przedsięwzięcia bo każdy z Was wiedział, że projekt jest trudny – niedochodowy? bardziej ze sfery marzeń? ale o zmarnowanych szansach żaden z Was się nie zawahał napisać.
Próbować a przegrać to znacznie lepiej niż nie próbować i potem rzucać kamieniami (albo walić na odlew).

Wojtek Sedeńko:

14 Lut 2012 o 9:00.

Widać go przy różnych projektach, jego nazwisko wciąż gdzieś w bazach wypływa. Cóż, to znany krytyk i kolekcjoner, było kiedyś zdjęcie w „Locusie” na tle imponującej biblioteki. Encyklopedia pod wspomnianym adresem wyszła od produkcji Nicholsa-Clute’a – i jest w sieci rozwijana. I na tym wypadało by poprzestać, po prostu dotarły do mnie njusy o tym, że będzie kolejna wersja papierowa, na co chyba szkoda drzew.:) Sam korzystam przede wszystkim z isfdb, tu wyłapuję rzeczy gdzie indziej nie spotykane.

malakh:

14 Lut 2012 o 9:07.

Tak przypadkiem, panowie, nie przesadzacie?

Wojtek, czy Konrad napisał, że będzie opracowywał te hasła, przygotowywał je do encyklopedii? Bo wedle jego relacji – nie. A ty to, nie wiem dlaczego, założyłeś.

Clute pewnie, myśląc o Polakach, przypomniał sobie, że ma kontakt do takiego jednego, więc do niego napisał. A ten przekazał dalej. Tyle z mojej perspektywy, correct me if I’m wrong.

Nie bawcie się też w pokrzykiwanie: „A Konrad to się nie zna, a Sokołowski to tak, że ho! ho!” Z tego co kojarzę, Konrad czyta polską fantastykę (dlaczego zakładacie, że nie?), natomiast Krzysiek – przy całej mojej sympatii – Alfą i Omegę nie jest, do jego ostatnich tekstów z „CzF” mam sporo uwag.

Wojtek Sedeńko:

14 Lut 2012 o 9:24.

OK, zdystansujmy się. Walenie na odlew było odpowiedzią na pytanie, czemu ostro – i miało znaczenie takie, że zawsze mówimy prosto w oczy co myślimy. Myślę, że należy mówić prosto z mostu, a nie ubolewać, że znowu się nie udało, miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze.
Mnie szkoda tej roboty, jaką włożono w F&SF, bo ją zaprzepaszczono. Kocham opowiadania, jakie tam są zamieszczane. I zostałem ich pozbawiony. Myślę że przyczyna tych opóźnień jest jedna – zamiast zlecać przekład terminowym tłumaczom i wydawać czasopismo zgodnie z planem, a Powegraph by to finansował, za przekład zabierał się głównie jeden człowiek, który zasłynął już z tego, że niczego nie oddaje na czas. Umowę na książkę pewnego znanego pisarza musiałem z powodu tego tłumacza podpisywać 3 razy, a pierwsza była na 5 lat, druga na 2, trzecia na rok. Zawsze słyszałem, że przekład będzie za… tydzień. Albo jutro, ale ta wersja za szybko się dezaktualizowała:) W lutym zaprosiliśmy pisarza tego na Festiwal – wielka gwiazda, a nic na rynku. Były kolejne 4 miesiące na przekład i nie zdążył. Musiałem wznawiać tytuł (nawiasem doskonały), żeby mieć coś na przyjazd.
I to był jedyny powód, dla którego podeszliśmy do projektu jak do jeża i ostatecznie zrezygnowaliśmy. I Powergraph odczuł to na sobie.

Ja nie odczuwam, by środowisko było bardzo poróżnione. Raczej się ludzie dogadują. Czasem ktoś nadepnie komuś na odcisk, ale to chyba normalne, wolna konkurencja. Ja nie mam zatargów z żadnym wydawcą, wszystkich szanuję. Chciałbym ich nawet jak najwięcej, bo jestem zainteresowany jako księgarz, by na rynku panowała różnorodność. Fandom też chyba jest najsilniejszy w historii, choć nie ma takich powiązań między klubami jak kiedyś, wyłącznie przyjaźnie osobiste. No i zmienił się, książka już w nim nie rządzi. Ale takie czasy.
Myślę też, była już dyskusja na ten temat na blogu, że problem getta przestaje istnieć, a przyczyn tego jest kilka. To też dobra wiadomość. Więc pax. Walimy na odlew, ale bez nienawiści czy złości.

Wojtek Sedeńko:

14 Lut 2012 o 9:34.

Marcinie, obrońco, nie wiem, co Konrad napisał – mnie prosił tylko o kontakt do Krzyśka. Informacje o encyklopedii wziąłem z korespondencji z Wielkiej Brytanii, od pewnego redaktora, który składa mnóstwo antologii, a teraz opracowuje spis światowych czasopism SF. I pisząc njusa wyraziłem swoje ubolewanie, że pójdzie wersja papierowa – choć to w sumie ich problem, co robią z forsą. Mając wersję sieciową wydawać jeszcze papierową – dla mnie dziwne z powodów, o jakich pisałem. Nie neguję, że Konrad czyta polską fantastykę, wszak ją wydawał, Krzysztof też nie jest a. i o. Wyraziłem jedynie niedowierzanie. To mój osąd. Prywatny. Może mam do tego człowieka uraz. Postaram się myśleć pozytywnie. Obiecuję. Mam nadzieję, że hasła będą kompetentne, pełne, a encyklopedia będzie na rynku… szybko:)

malakh:

14 Lut 2012 o 9:56.

Wojtek, lubię cię, ale w tej sprawie pierdzelisz bez ładu i składu. Powyższy wpis dotyczy encyklopedii, a ty wyskakujesz z „F&SF” – nie wiem, dlaczego.

Piszesz takie farmazony:
„W pierwszej wersji autorzy zwrócili się o zredagowanie haseł związanych z polską fantastyką i fandomem do Krzyśka Sokołowskiego. Teraz, jak słyszę, do Konrada Walewskiego. To też budzi moje niedowierzanie. Wiedza obu panów na ten temat jest nieporównywalna. Na niekorzyść tego drugiego. Cóż, ale przecież Konrad jest szefem polskiej edycji F&SF, a to w Ameryce wiele znaczy. Tyle że ta edycja już nie istnieje… Amerykanie mimo najlepszego – probably – wywiadu, o pewnych rzeczach dowiadują się na końcu.”

Sugerujesz tym samym, że Konrad, który według ciebie na polskiej fantastyce się nie zna, będzie uzurpował sobie prawo do opracowywania notek o niej do encyklopedii SF. Z czego to wnosisz – nie wiem. W końcu sam napisałeś:

„Marcinie, obrońco, nie wiem, co Konrad napisał – mnie prosił tylko o kontakt do Krzyśka”

Czyli resztę sobie dopowiedziałeś, żeby móc po nim pojechać. Po co tego uwagi o Konradzie? Po co zestawianie go z Krzyśkiem i złośliwe komentowanie, że KW się nie zna, a pozuje na takiego, co to wielką gwiazdą jest. Sam potwierdzasz, że tak nie jest.

Napisałeś, że lubisz prosto z mostu – dla mnie te komentarze dotyczace KW to błazenada.

Wojtek Sedeńko:

14 Lut 2012 o 10:33.

Doprawdy, każdy czyta to, co chce i interpretuje jak mu wygodnie. Przeczytaj dokładnie swoją wypowiedź, bo trudno ja zrozumieć.
Czy gdzieś napisałem, że Konrad się nie zna? Napisałem, że ten fakt budzi moje niedowierzanie. Napisałem też, że to mój prywatny osąd. Uważam, że ten drugi jest bardziej kompetentny. To też mój osąd. A ty masz prawo się nie zgodzić. Wyrażanie poglądów nie jest uzurpowaniem sobie czegokolwiek, jest tylko i wyłącznie wyrażaniem poglądów. Nie jest też tym, co mi imputujesz. Nie wprowadzajmy tu standardów z innej, telewizyjnej bajki.
Zapytałeś, czy Konrad napisał, że będzie robił hasła – ja ci odpisałem, że prosił mnie tylko adres do Krzyska. A swoją wiedzę na temat encyklopedii biorę wyłącznie z korespondencji z człowiekiem, który jest blisko projektu. Od niego dowiedziałem się do kogo w Polsce zwrócono się pomoc, logiczne dla nich, że do redaktora polskiej edycji F&SF. I w tym kontekście ta nazwa pojawia się przy encyklopedii.
Czytaj wszystkie komentarze, nie tylko odpowiedzi na swoje.
Nawiasem równolegle do tej dyskusji pracuję nad polską encyklopedią, właśnie stało się hasło Dukaj. Mnóstwo pracy.

Maeg:

14 Lut 2012 o 12:09.

Mam takie pytanie, czy aby nie nastąpiła tutaj mała pomyłka. O encyklopedii, do której linkowałem, wiedziałem już od jakiegoś czasu i dopiero na twoim blogu przeczytałem, że będzie wersja papierowa. Ale dziś na profilu F&SF Konrad Walewski wspomniał, że wcale nie będzie wersji papierowej tylko internetowa, co zgadza mi się z wcześniejszymi informacjami. Może więc twoje źródła mówią o inne encyklopedii?

Dodam tylko że nie podoba mi się takie publiczne pranie brudów, takie rzeczy można załatwiać prywatnymi kanałami. Przypomina to trochę „sprawę VanderMeera”. Nikomu to nie służy, a brzydki zapach pozostaje.

Wojtek Sedeńko:

14 Lut 2012 o 12:15.

Tak, ja już nie będę w tej sprawie blogował, swoje stanowisko wyjaśniłem.
Mój przyjaciel z Anglii, antologista i krytyk, twierdzi, że będzie wersja papierowa. I tylko dlatego zamieściłem tego newsa. Gdyby tak nie było, w ogóle sprawa nie poszłaby w eter.
Ale dla mnie temat zamknięty.

malakh:

14 Lut 2012 o 12:51.

„Czy gdzieś napisałem, że Konrad się nie zna? Napisałem, że ten fakt budzi moje niedowierzanie. Napisałem też, że to mój prywatny osąd. Uważam, że ten drugi jest bardziej kompetentny. To też mój osąd. A ty masz prawo się nie zgodzić. Wyrażanie poglądów nie jest uzurpowaniem sobie czegokolwiek, jest tylko i wyłącznie wyrażaniem poglądów.”

Wojtek, gadaj co chcesz, ale ten wpis to tylko złośliwość. Oczywiście, można się upierać, że nazwanie kogoś choćby idiotą jest wyrażaniem swoich poglądów. Bo w pewnym sensie jest. Ale w największym stopniu świadczy o wyrażającym owe poglądy.

Twój wpis sprawia to pokazanie języka Konradowi, bo Clute postanowił napisać do niego, a nie do Krzyśka.

Maeg:

14 Lut 2012 o 12:57.

Może w takim razie proces dochodzenia do wydania papierowego był inny? Jeśli na początku miała być tylko wersja internetowa, a późniejsze zainteresowanie wersją papierową było na tyle duże, że zdecydowali się wydać? Gdybam oczywiście, a jeśli tak było to w moim odczuciu zmienia to trochę kwestię ogólnego sensu wydawania na papierze takich rzeczy.

Wojtek Sedeńko:

14 Lut 2012 o 13:10.

Może. Zobaczymy. Czasem na takie edycje są jakieś dotacje. Nie wiem jak blisko źródła jest mój „informator”. Zobaczymy. 🙂

Wojtek Sedeńko:

14 Lut 2012 o 13:12.

Przecież mnie znasz. Nie jestem złośliwy. Nie płaczmy już nad tym grobem.

KrzysztofS:

15 Lut 2012 o 5:23.

Jeśli o mnie chodzi nie ma o czym mówić. Im więcej encyklopedii tym lepiej, po Wiki gorzej nie będzie, a ja swoje hasła opracowywałem z przyjemnością, kiedy byłem nie tylko piękny, ale jeszcze i młody. Wątpię, czy chciałoby mi się męczyć teraz, jestem wręcz zawalony robotą, więc niech robi p. Walewski. To już nie moja broszka.
Obawiam się, że nikt przed 50-tką nie zrozumie Wojtkowej i mojej wściekłej reakcji na pad polskiego F&SF. Do tego trzeba mieć naprawdę emocjonalny stosunek do klasyki SF, a teraz emocjonalne stosunki i klasyki są niemodne i już niezrozumiałe. Jest to dobrze, nie ma – drugie dobrze. Książka stała się towarem jednorazowego użytku jak prostytutka: zapłaciłeś, skorzystałeś, miło było, bye, bye. Wojtek jeszcze jakoś żyje z tych nielicznych, dla których łóżko bez uczucia nie ma wielkiego sensu, ale jak długo pożyje?

Wojtek Sedeńko:

15 Lut 2012 o 8:33.

Rzecz do długiej dyskusji w szerszym gronie, na konwencie jakimś.

KrzysztofS:

15 Lut 2012 o 15:37.

Seminarium w Nidzicy? 🙂

To jest nie tyle temat do dyskusji, co temat do roboty. Żeby nie było wątpliwości, p. Walewski miał doskonały pomysł, żeby zrobić mutację F&SF. Tyle, że piekło wybrukowane jest dobrymi pomysłami 🙁 Jeśli za pomysłem nie idzie realizacja to jeszcze pół biedy, pomysł zostaje. Kiedy na pomyśle przeprowadza się udaną aborcję, to już powinno być karalne. Ja jestem zwolennikiem karania aborcji!

KrzysztofS:

15 Lut 2012 o 15:45.

F&SF – o czym mało kto pamięta – nie jest pierwszą próbą przeszczepienia amerykańskiego pisma do polskiego ogródka. Asimov’s był pierwszy, nieźle nadążał, zabezpieczył się nadając sobie ISBN książkowy. Wychodził w miarę terminowo, a był… miesięcznikiem. Robił to Michał Wroczyński pod Tadkiem Markowskim (Temar). Nie mam pod ręką ani Michała, ani Tadka ale zdaje się, że Asimov’s padł na skutek nieuczciwości agenta (słynna afera Plessla). W początku lat 90-tych dało się robić miesięcznik, a w dwie dekady później nie da się zrobić kwartalnika? Wolne żarty! Boy się przypomina, podkpiwający z mickiewiczowskiego „mierzcie siły na zamiary”: „siły [męskie] na… zamiary?” 🙂

Wojtek Sedeńko:

15 Lut 2012 o 15:50.

Mam stały kontakt z Tadkiem Markowskim, nadal zajmuje się wydawaniem. Było jak mówisz, przekręcili się z winy afery. Ale IASFM był bardzo źle robiony od strony translatorskiej i bez korekty. To rzutowało. Ale wtedy było dużo partyzantki w tej robocie, wszyscy się uczyliśmy.

KrzysztofS:

15 Lut 2012 o 23:06.

Ano właśnie, uczyliśmy się. A dla Asimov’s sam tłumaczyłem (Silverberg, „Gilgamesz na pustkowiu”) więc musiało być fatalnie 🙂

Rzecz w tym, że oni już wtedy wiedzieli, że można spieprzyć wszystko i naprawić, ale nie można sprzedawać pisma, którego NIE MA! Zrobili jedenaście [sic] numerów w roku! I jeszcze nie mając od kogo się uczyć, bo byli… pierwsi.

Wojtek Sedeńko:

16 Lut 2012 o 8:37.

Mam wszystkie numery. Sprzedawałem je też w księgarni, przychodziły prosto z drukarni, bo miałem wysoką sprzedaż.

Piotr Kondraszuk:

16 Lut 2012 o 22:58.

Dobrze byłoby mieć takie pismo, o którym piszecie. Tylko jeśli nawet NF ma problemy, Sfinks też przestał na chwilę wychodzić w pewnym momencie, Fenix is dead… A i tak największe powodzenie ma SFFiH (miałem dziś okazję przekartkować w samolocie – są ludzie, którzy to czytają i nie słyszeli nigdy o F&SF nie mówiąc o Aldissie czy Asimovie). W trudnym kraju żyjemy i stąd to wszystko.

KrzysztofS:

18 Lut 2012 o 14:34.

Dobra, ale jeśli uważamy, że Asimov’s czy F&SF warto znać i czytać, to rozwiązaniem nie jest narzekanie na tych, co nie znają i nie czytają, tylko pokazanie im, że warto znać i czytać. A to właśnie, pardon le mot, spieprzono. Stąd nerwy. Chyba wreszcie trafiliśmy w sedno. To nie my tacy celni, niestety, tylko to sedno takie duże 🙂

KrzysztofS:

27 Lut 2012 o 17:30.

Żeby była jasność: u siebie [ http://lapsuscalami.pl/ ] puściłem oba moje wpisy do obu encyklopedii: SF Petera Nichollsa / Johna Clute’a i Fantasy Johna Clute’a i Johna Granta.

http://lapsuscalami.pl/?p=3763
http://lapsuscalami.pl/?p=3773

Miły kawałek wspomnień z „Dawno, dawno temu w odległej Galaktyce…”.

Zostaw komentarz