Herbert George Wells, 1995

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: artykuły, utworzono: 23 Styczeń 2011

WIELKI WIZJONER

Herbert George Wells 1866-1946

Hugo Gernsback, autor określenia science fiction, definiując je i określając program swojego pisma SF napisał, że chodzi mu o ta­kie opowieści, jakie tworzyli Jules Verne, Edgar Allan Poe i Herbert George Wells.

Wells był najbardziej poważanym pisarzem z tej trójki (swoje najsłynniejsze po­wieści fantastyczne napisał zresztą w pier­wszych dziesięciu latach kariery, potem zwrócił się w stronę powieści obyczajowej i historyczno-politycznej); pisarstwo przy­niosło mu nie tylko sławę, ale i bogactwo, był podziwiany przez czytelników całego świata, przez takich pisarzy jak T. S. Elliot czy Joseph Conrad.

Wiele pomysłów Wellsa zaskakuje do dziś świeżością, nie można więc w takim piśmie jak „SFinks” pominąć jego dorobku. Mija poza tym właśnie 100 lat od jego debiutu powieściowego – wydania „Wehikułu czasu”.

Herbert George Wells urodził się 21 wrześ­nia 1866 roku w Bromley (hrabstwo Kent) w ubogiej rodzinie. Ojciec pracował w ogrodnictwie i wic dorabiając grą w krykieta, a gdy to nie wystarczało matka Wellsa musiała znaleźć pracę jako przełożona służby w majątku Up Park. Skomplikowane złamanie i długotrwałe unieruchomienie w gipsie spowodowało, że chłopiec zetknął się z książkami, których w majątku było wiele i ten przypadek odmie­nił jego życie.

W szkole podstawowej młody Wells dał się poznać jako pilny uczeń, dał też wyraz swoim literackim zainteresowaniom redagując szkolną gazetkę; niestety, trudna sytuacja fi­nansowa rodziny zmusiła go do podjęcia pra­cy zarobkowej. W wieku 14 lat terminował już w sklepie w zawodzie sukiennika, przez pe­wien czas pracował też jako pomocnik farma­ceuty w aptece.

Samokształcąc się uzyskał w tym czasie kwalifikacje pomocnika pedagoga w wiejskiej szkole w Wookkey. Tu znacznie powiększył swoją wiedzę w takich dziedzinach jak geolo­gia, chemia czy matematyka. Na egzaminach uzyskiwał najwyższe noty, zaproponowano mu więc stypendium w Normal School of Science, gdzie wykładał biologię wielki propa­gator darwinizmu Tomasz Huxley. Stypen­dium (angielskie władze oświatowe stawiały wówczas nieśmiało na kształcenie przyszłych pedagogów nauk ścisłych, zdominowanych przez pedagogów niemieckich) było bardzo skromne, Wells żył w warunkach skrajnego ubóstwa. Cały czas rozwijał swoje zaintereso­wania, redagując studencki „Science Schools Journal”, w nim właśnie ukazała się w 1988 roku (Wells miał 22 lata) pierwsza i surowa we­rsja „Wehikułu czasu”.

Z uczelni Wells musiał zrezygnować (osią­gał słabe wyniki w przedmiotach, które go nie interesowały) i podjął pracę w szkole w Wrexham. Skończyło się to dlań dość pe­chowo, w trakcie zajęć sportowych doznał zmiażdżenia nerki, a przy okazji leczenia stwierdzono początki gruźlicy. Po okresie re­konwalescencji Wells wrócił do Londynu, gdzie w latach 1890-1893 pracował w szkole korespondencyjnej przygotowującej do egza­minów testowych w innych szkołach. Z tej pracy zrodziła się pierwsza publikacja książkowa Wellsa – „Podręcznik biologii” (1893). Jego sytuacja finansowa poprawiła się, w 1891 roku poślubił daleką kuzynkę, Izabelę Ma­rię. Stosunki między małżonkami nie układały się dobrze, a gdy Wells poznał na zajęciach szkolnych Amy Catherine Robbins, rozszedł się z żoną i od 1894 roku rozpoczął życie z Amy w niezalegalizowanym związku.

Rozwijająca się choroba płuc zmusiła go do zrezygnowania z pracy w szkole; podjął wówczas trudną decyzję wyżycia jedynie z pi­sarstwa. Jego artykuły filozoficzne, a później zwykłe dziennikarskie teksty o życiu i codzienności zyskały mu pewien rozgłos i uznanie. Wrócił też do pomysłu „Wehikułu czasu”, który opublikował wreszcie w 1895 roku.

Takie powieści nazywano wtedy romansa­mi naukowymi, jednak dla Wellsa fantastyka miała od początku charakter czysto instru­mentalny. Jego twórczość, niosąca fabuły inte­resujące czytelnika, szybką akcję, miała też warstwę symboliczną i pomimo otoczki SF opowieści te pełne były odnośników do rze­czywistości, wskazówek i pytań natury moral­nej czy filozoficznej.

Był bowiem Wells człowiekiem swoich czasów, przełomu XIX i XX wieku, począt­ków nowej ery. Imperium Brytyjskie przeży­wało apogeum swego rozkwitu, ale na jego fasadzie pojawiły się pierwsze rysy i oznaki rozpadu. Powoli kończyły się czasy dostatnie­go i spokojnego panowania królowej Wiktorii. Rozwijał sie przemysł, co rusz powstawały nowe wynalazki zmieniające nie do poznania oblicze świata – radio, telefon, automobil, ae­roplan, elektryczność, koleje żelazne pokryły siecią całą Europę. Przemysł spowodował nie­słychany rozwój miast, zanieczyszczenie śro­dowiska i zmianę krajobrazu, powstanie klasy robotniczej i nowe problemy społeczne. Ro­dziły się nowe, rewolucyjne idee i ruchy. Od­krycia astronomów pokazały naszą małość wobec ogromu wszechświata, geologia i teoria ewolucji pokazała zaś, jak daleką drogę czło­wiek ma już za sobą.

Tak przeogromne zmiany musiały wzbu­dzić niepokój o los człowieka i całego świata. Schyłek wieku, fin de siecle, rodzi często po­glądy katastroficzne, apokaliptyczne, co znaj­duje odbicie i w literaturze, poprzez powsta­nie utworów opisujących upadek starych porządków, dramat okresu przejściowego i świetlaną, utopijną przyszłość tych, co przetrwają. Zwłaszcza w Anglii, ukojonej dostat­kiem długich rządów Wiktorii, powstało wiele takich, kasandrycznych w wymowie utworów, autorstwa Chesneya, Fortha czy Jefferiesa. Wells zgadzał sie, że nadchodzi czas wielkich zmian, tym bardziej, że brytyjską gospodarkę nawiedzały od lat 60. XIX wieku cyklicz­ne i coraz cięższe kryzysy. W odróżnieniu jednak do wielu swoich kolegów po piórze, nie miał złudzeń co do przyszłości. Dość powszechna dla fin de siecle aura przygnębienia spowodowała, że jego pierwsze utwory przepełniał pesymizm.

Powieści i opowiadania fantastyczne pisał Wells przez całe swoje życie, ale najwięcej i wszystkie najważniejsze stworzył w ciągu 10 lat od opublikowania „Wehikułu czasu” w 1895 roku. A zrobił to tak dobrze, że pra­ktycznie stworzył i wnikliwie spenetrował prawie wszystkie największe tematy współ­czesnej science fiction: podróż w czasie, niewidzialność, miniaturyzację i powiększanie, podróże międzyplanetarne, obce cywilizacje i ich inwazję na Ziemię, sztuczne istoty, hi­bernację itd.

„Wehikuł czasu” to opowieść o wynalazcy maszyny umożliwiającej podróż w czasie. Wraz z bohaterem poznajemy wellsowską wizję przyszłości ludzkości. Dał w niej wyraz swojemu pesymizmowi – w odległej o tysiące lat przyszłości ludzka cywilizacja chyli się ku upadkowi, podzielona na dekadenckich, zdziecinniałych Elojów zamieszkujących powierz­chnię planety i barbarzyńskich Morloków ży­jących w podziemiach. Powieść przyniosła au­torowi czytelniczy sukces, Wells ostro zabrał się do pracy i już w 1896 roku ukazała się „Wyspa doktora Moreau”, zaraz potem „Nie­widzialny człowiek” (1897), „Wojna światów” (1898), „Gdy śpiący się zbudzi” (1899) i „Pier­wsi ludzie na Księżycu” (1901).

„Wyspa doktora Moreau” opowiada o wy­nalazcy, który nie bacząc na moralne i spo­łeczne aspekty swoich badań, przy pomocy chirurgicznych i genetycznych zabiegów tworzy ze zwierząt istoty rozumne, człekopodobne. Lecz natura broni się przed taką ingerencją, po­wstają wynaturzenia potęgujące cierpienia pa­cjentów nieodpowiedzialnego uczonego.

Problematyka odpowiedzialności za swoje czyny przez wynalazców, uczonych i w ogóle przez człowieka jest także osią „Niewidzial­nego człowieka”. Wynalazca Griffin dokonuje doniosłego odkrycia „niewidzialności” lecz nie pragnie podarować go ludzkości, a wykorzys­tuje do własnych celów, zdobycia władzy i bogactwa, co kończy się dlań tragicznie.

„Wojna światów” to najsłynniejsza po­wieść Wellsa, doczekała się licznych adaptacji filmowych i radiowych, w tym słynnej audy­cji Orsona Wellesa w 1938 roku, która wzbu­dziła autentyczną panikę w Nowym Jorku i świetnego filmu George’a Pala z 1953 roku. Wells postawił w niej pytania o konsekwencje nadmiernego rozwoju techniki wojennej, w wyniku czego może dojść do wojny totalnej i masowej zagłady ludności cywilnej. Jakże trafne były przewidywania Wellsa! W po­wieści opisuje gazy trujące, wyrzutnie pro­mieni (laser), a więc wynalazki, które pojawią się wiele lat później. Po raz pierwszy pojawił się też temat inwazji Obcych na Ziemię, ludzkość jest wobec nich całkiem bezbronna, do­piero sama przyroda staje w obronie człowie­ka. Do dzisiaj jest to jedna z najlepszych ksią­żek science fiction.

Do problematyki podróży w czasie powró­cił HGW w powieści „Gdy śpiący się zbudzi”. Tym razem autor przeniósł nas w bliższą przyszłość, w XXII wiek, ale nie mniej przera­żającą niż w „Wehikule czasu”. A z pewnością bardziej wizjonerską i proroczą. Oto bowiem człowiek odsunął się od przyrody i zamknął w miastach – molochach, tętniących życiem, pełnych zgiełku i trujących wyziewów z fa­bryk. Człowiek nie liczy się jako jednostka, jego siły i życie podporządkowane są masom. Dzieci przychodzą na świat w wielkich inkubatorach, w mechanicznych żłobkach nie po­znają matczynej opieki. Fabryki są zepchnięte do podziemi, a rządzące elity zabawiają się w parkach uciech. Ta powieść to pomost łą­czący współczesność Wellsa z jego apokaliptyczną wizją końca świata w „Wehikule czasu”. „Gdy śpiący się zbudzi” wywarła spory wpływ na twórców słynnych antyutopii: Zamiatina, Huxleya czy Smolarskiego, wpływ tej powieści widać także w słynnym filmie Fritza Langa „Metropolis”.

Serię klasycznych powieści SF w twór­czości Wellsa kończą „Pierwsi ludzie na Księ­życu”. To kolejna antyutopia, mroczna i pesy­mistyczna wizja społeczeństwa podzielonego na ściśle wyspecjalizowane grupy zawodowe. Indywidualne potrzeby jednostki w ogóle się nie liczą.

„Pierwsi ludzie…” kończą także pierwszy etap twórczości Wellsa, etap przepełniony nie­wiarą w pomyślne jutro. Mija rok 1901, rozpo­czyna się nowy wiek, nowa era i Wells staje doń jakby odmieniony.

W 1901 roku wydaje „Wizje przyszłości” zawierające jego futurystyczne przewidywa­niu dotyczące rozwoju ludzkości. Przewidział w nim dziesiątki, a nawet setki wynalazków, które ułatwią nam życie (od motoryzacji po kuchenki elektryczne z termostatem), przewidział rozwój średniej klasy kapitalistycznej, pośredniej pomiędzy robotnikami a właścicielami (middle class), przewidział powstanie organizacji gospodarczej typu EWG, która pod koniec XX wieku połączy tworzące je państwa w jeden organizm(!!!). A wszystko to „wiedział” przed wybuchem wojen świato­wych, powstaniem Ligi Narodów czy ONZ.

Wellsa odmieniło nie to, że zapowiadany przez fatalistów, wraz z końcem wieku, zmierzch świata nie nastąpił, lecz to, że uznał za swoje powołanie wskazywanie dróg, które poprowadzą ludzkość ku lepszej przyszłości, a nie przestrzeganie przed złem i upadkiem. Swój program zawarł w innym traktacie-eseju: „Nowoczesnej utopii” z 1905 roku. Ludz­kości przewodzą w niej „samurajowie”, arys­tokraci umysłu, ludzie praktyczni i postępują­cy zgodnie ze wskazaniami nauki. Istnieje w utworze także kategoria ludzi o najniższych kwalifikacjach, którym zabrania się posiada­nia potomstwa i żyjących w skrajnej nędzy. Wells odmówił im posiadania jakichkolwiek praw, uważał, że tylko w ten sposób po­wstrzyma się zalew nędzy.

W 1906 roku napisał „Dni komety”, gdzie przelatująca w pobliżu naszej planety kometa wyzwala we wszystkich ludziach same dobre siły i pragnienia, a dobrobyt staje się po­wszechny. Wells doskonale zdawał sobie spra­wę, że wszelkie zło i słabość ludzi tkwi w ich umysłach i tylko przebudowując te umysły, dokonując w nich radykalnej zmiany można oczekiwać poprawy warunków bytowania i rozkwitu cywilizacji.

Na kilka lat przed wybuchem pierwszego światowego konfliktu zbrojnego Wells opubli­kował kilka utworów, w których w wizjonerski sposób przewidział rozwój techniki wojen­nej. W opowiadaniu „Pancernik na lądzie” (1903) przewidział powstanie broni pancernej, a w „Wojnie w przestworzach” (1908) wojnę totalną prowadzoną przy pomoce sił powie­trznych, pancernych, dalekosiężnej artylerii, gdzie całe rejony przemysłowe i miasta legną w gruzach.

W 1914 roku w „Świecie wyzwolonym” uzupełnił tę wizję wprowadzając sztaby eks­pertów kierujące dalekimi operacjami wojsko­wymi i bombę atomową – broń ostateczną. I tu proroczo przewidział, że taki wynalazek prze­razi ludzkość, która w obliczu totalnej zagłady dogada się i rozpocznie współpracę.

W jednej z najlepszych swoich książek, utopii „Ludzie jak bogowie” (1923), Wells opisał obce społeczeństwo doskonałe, w które wdziera się przypadkiem grupa ziemian za­chowujących się jak neandertalczycy w kraju cywilizowanym.

Ostatnim utopijnym i niezwykle proro­czym utworem Wellsa jest „Kształt rzeczy przyszłych” (1933), w którym „wynalazł” świat alternatywny czy jak kto woli historię spekulatywną. Historię, w której przewidział – a był to rok 1933, ale przed dojściem Hitlera do wła­dzy – wybuch II wojny światowej w dniu 5 stycznia 1940 roku (!) w wyniku sporu polsko-niemieckiego o Gdańsk!! Czytając teraz Wellsa powtórnie, miałem wrażenie, że wizjoner z Kentu miał przecieki od stwórcy lub nie­widzialnych podróżników w czasie.

Wszystkie utopie Wellsa w jednym różni­ły się od słynnych utopii jego poprzedników. Tamte (Bacon, More) były przepełnione rustykalizmem, opinią, że tylko praca z ziemią, w zgodzie z naturą wiedzie do dobrobytu.: U Wellsa są to utopie stechnicyzowane, przy­wiązujące dużą wagę do gospodarki kapitalistycznej.

Równocześnie z powieściami SF Wells pi­sywał powieści obyczajowe, rozpoczynając od „The Wheels of Fortune” w 1896 roku.; Opowiadał w nich o sprawach codziennych, powieści te często były oparte na wydarzeniach z życia samego autora. Bohaterami tych utworów byli zwykli ludzie, sprzedawcy sklepowi, studenci. Powoli proza Wellsa ewoluowała zresztą w stronę traktatów moralno -obyczajowych, politycznych. Wśród nich jeden ma charakter fantastyczny: „Sen” (1924), w którym wiek XX zostaje opisany z perspektywy wieku czterdziestego. Szczyt działalności edukacyjno-moralizatorskiej Wellsa przypadł na traktat „Historia świata” (1920). Zawarł w nim, z racji objętości, bardzo uproszczone, własne widzenie historii Ziemi i człowieka, rozpoczynając od powstania planety po rewo­lucję w Rosji. Książka zdobyła wielką popularność, wokół niej toczyły się zażarte spory nic tylko w środowiskach akademickich.

W końcowej fazie życia, schorowany Wells, piszący już rzadko, powrócił do mło­dzieńczego pesymizmu i niewiary. W ostatnim swoim dziele, broszurze „Umysł u kresu drogi” (1945), dał wyraz swojej rozpaczy i nie­wiary w postęp ludzkości. Cóż, właśnie zakoń­czyła się najokrutniejsza z wojen, ziściło się wiele jego przepowiedni, Churchill w Fulham zapowiadał nadejście „zimnej wojny”.

Herbert George Wells zmarł w 1946 roku. .lego pisarstwo przyniosło mu majątek i wie­lkie uznanie współczesnych, .tłumaczono je na wiele języków świata. Także w Polsce, gdzie przed wojną miał mnóstwo swoich zwolenni­ków, że wymienię tylko Jana Parandowskiego, Antoniego Słonimskiego czy Bruno Winawera. Wpływ Wellsa widoczny jest także w try­logii Żuławskiego.

Popularność Wellsa wśród współczesnych może się dzisiaj, przy otwartym lekceważeniu przez tzw. poważną krytykę fantastyki, wydać niezrozumiała, ale HGW żył w epoce, w której granica pomiędzy aktualnym stanem wie­dzy i możliwościami, a nawet najbardziej wy­bujałymi fantazjami była bardzo płytka, chwiejna. Co roku dokonywano wówczas epo­kowych wręcz odkryć i wynalazków, przez co wiara w możliwości nauki dalece wykraczała poza jej możliwości faktyczne. To, co nam wydaje się archaiczne – opisy odkryć dokony­wanych w szopach i małych warsztatach – wtedy nikogo nie dziwiło, tak pracowali Daimler, Edison, Curie-Skłodowska. To teraz nad postępem technicznym pracują wielkie korpo­racje i fundacje naukowe, wówczas geniusz musiał mieć też sprawne dłonie.

Siła wizji Wellsa tkwi też w jego niezwyk­łej wyobraźni i pomysłowości. Rzadko się po­wtarzał, nie lubił też poprawiać istniejących już technik, jak na przykład czynił to Verne, ale szukał rozwiązań całkowicie nowatorskich. A pomimo pesymizmu wszechobecnego w je­go powieściach, tliła się w nich także maleńka iskierka nadziei, o czym pisał w jednym ze swych listów w 1939 roku: „myślę, że szanse są przeciwko człowiekowi, lecz warto z nimi walczyć”.

Wojtek Sedeńko1995

Zostaw komentarz