Czerwień, Lindy Nagaty

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

nagataPowracam do częstszego użytkowania niniejszego bloga. Czasu więcej teraz, bo właśnie definitywnie wycofałem się z różnych forów, facebooków – bezproduktywnych złodziejów czasu – i mogę się skupić na pisaniu o książkach czy podróżach. Dzisiaj o powieści Lindy Nagaty.

Zawsze chwaliłem tę pisarkę, nb. moją rówieśniczkę, za tematykę i styl. Szkoda, że tak mało jej książek ukazuje się po polsku. Urzekł mnie postycyberpunkowy Struktor Bohra, laureat Locusa, to był późny debiut, napisała tę powieść jako 36-letnia kobieta. Potem do SFinksa wybrałem nowelę „Boginie”, za którą Nagata otrzymała Nebulę. Teraz Rebis zdecydował się na edycję serii – Czerwień.

Z pozoru to fantastyka  militarna bliskiego zasięgu. Mamy żołnierzy najemników sprzężonych wirtualnie z siecią, wyposażonych w przyszłościowy osprzęt, służących w Afryce w nienazwanych konfliktach – coś na kształt wojny hybrydowej – cały kontynent jest w stanie permanentnej wojny, nie wiadomo kto walczy z kim, wygrani są tylko ci, którzy te wojny wywołują – wielkie korporacje. Owe obszary wojny przysparzają wielkich cierpień mieszkańcom, są – jak wszystkie wojny – glebą, na której wyrastają mafie, gangi, grupy przemytnicze. I jak każda rzeczywistość, nawet najbardziej brutalna, ale otaczająca nas przez dłuższy czas, staje się normalnością.

Dla korporacji owe wojenki są możliwością wykorzystania nowych technologii – tu idzie o nanotechnologię, której Nagata jest orędowniczką (pochodzi z Hawajów, a w tamtejszych ośrodkach pracuje się nad nano – inna amerykańska pisarka z Hawajów, Kathlynn Ann Goonan również się tym tematem pasjonuje). Ale zarobić można też na przemycie i na przekazie medialnym. Najemniczy kontrakt przewiduje również udział w programach z życia, transmitowanych na żywo. Taki wojenny Big Brother.

W sumie kawał porządnej prozy, dobrej zarówno w warstwie militarnej, jak i od strony psychologii. Główny bohater w jednej z akcji traci nogi, amputują je powyżej kolan, a w zamian zyskuje nowe. Staje się półcyborgiem, a proces adaptacji i szkolenia po cyborgizacji jest jednym z najciekawszych fragmentów powieści. To coś, co ma duże szanse zaistnienia już wkrótce.

Czerwień jest pierwszym tomem trylogii.

2 

Europa po deszczu

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Krzysztof Kochański to autor obecny w polskiej fantastyce od bardzo dawna. Od debiutu w Na przełaj minęło 38 lat. Mieszka z dala od wielkomiejskiego zgiełku, na konwentach bywa sporadycznie, choć w latach 80. był częstym gościem. Informatyk z wykształcenia, porusza się w swoich utworach głównie po ścieżkach, które go interesują. Stąd jest przede wszystkim autorem science fiction, ale nie stroni od fantasy (słynna „Szkoła czarownic”) czy kryminału typu chandlerowskiego.

Trudno w sumie sklasyfikować Kochańskiego także generacyjnie. Maciek Parowski  chyba nie potrafił go zaszufladkować w swoich ramach generacyjnych, bo Kochański nie należy do generacji Oramusa, Baranieckiego, Wnuka-Lipińskiego (choć jest od nich ledwie kilka lat młodszy), nie można też zaliczyć go do generacji Grzędowicza, Piekary, Ziemkiewicza. Bywał na spotkaniach Klubu Twórców (pamiętam takie spotkanie w zimowym anturażu i w cieniu hitlerowskich bunkrów Gierłoży w 1984 roku), ale miał za sobą publikacje opowiadań i był od tych młodzieńców sporo starszy.

Cenię teksty Kochańskiego. Za dobre pomysły, umiejętności narratorskie, wysoki poziom. Wielokrotnie zapraszałem go do swoich antologii. Kilka tych tekstów znalazło się niniejszym zbiorze. Europa po deszczu pokazuje Kochańskiego jako jednego z najciekawszych polskich twórców  SF. Opowiadania przynosiły mu wyróżnienia Młodego Technika, Fantastyki, Sfinksa. Po lekturze Europy po deszczu będziecie pewni, że nagrody mu się od dawna należą.

europa po deszczu FRONT-1000

1 

Edward Bryant nie żyje

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

bryantDzisiaj zmarł Edward W. Bryant Jr (1945-2017) amerykański pisarz, krytyk, wieloletni recenzent i pubblicysta „Locusa”, laureat nagród Hugo i Nebula. Wielka szkoda, jego recenzje, wywiady były znakomitym przewodnikiem po fantastyce.

0 

Sekretarz Martina

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Kiedy bukowałem bilety na samolot GRRMartina do Polski, gdzie miał być gościem festiwalu w Nidzicy, do końca sądziłem, że Martin przyjedzie z żoną. Ostatecznie przyleciał z nim sekretarz, tak go GRRM tytułował, Ty Franck. Początkujący pisarz SF.

Martin był gościem, który absolutnie przykuł uwagę uczestników, wywiady, spotkania, biesiadowanie. Gdzieś tam w jego cieniu snuł się długowłosy Ty. Nie wiedzieliśmy wówczas, że w tym samym roku opublikował, w duecie z Danielem Abrahamem, pod wspólnym pseudonimem James S.A. Corey powieść Przebudzenie Lewiatana, rozwiniętą z sugestywnego opowiadania, a która odniosła taki sukces, że ostatecznie zrobiła się z niej trylogia. A telewizja SyFy nakręciła całkiem zgrabny serial The Expance. Właśnie rozpoczęto emisję drugiego sezonu.

I tak, całkiem nieświadomi, mieliśmy jednego roku w Nidzicy twórców dwóch seriali telewizyjnych – Gry o tron i Expanse. Na zdjęciu Ty, pośrodku, pomiędzy GRRM i Andrzejem Zyskiem.

tyler-1000

4 

Dzieci Hildora

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

COVER umrzec by nie zginac markowski1Obok Kosmodramu Machu Picchu Wiktora Żwikiewicza, najsłynniejszej napisanej, a nie wydanej polskiej powieści  science fiction, istnieje precedens równie słynnej i nie wydanej powieści Dzieci Hildora, Tadeusza Markowskiego. Nie wydanej, bo nie napisanej. Kiedy na początku lat 90. powieści Umrzeć, by nie zginąć i Mutanci, dwa tomy zamierzonej trylogii, wydała oficyna Orbita, pojawiła się zapowiedź tomu kończącego serię. Miał nosić tytuł, którym potem nazwano serię – Dzieci Hildora.

Wielu czytelników było przeświadczonych, że tom się ukazał i szybko został wyprzedany, stąd nie jest dostępny. Do legendy przyczyniły się opowieści fanów, którzy przy piwie chwalili się posiadaniem książki, ba, opowiadali jej fabułę, ciesząc się blaskiem zazdrości tych, którzy książki nie mogli kupić. No bo i jak? Minęło ćwierć wieku, a nadal jest to tytuł poszukiwany. Przykład – kiedy parę miesięcy temu na blogu napisałem, że powieść nie powstało, to trafili na ten artykuł ludzie, którzy wciąż wyszukują hasło „Dzieci Hildora”. Widać to po komentarzach.

Teraz, po latach, wznawiam w serii Archiwum polskiej fantastyki te dwa pierwsze tomy serii o nadludziach, naszych x-menach chciałoby się powiedzieć. Oczywiście, przy tej okazji wypytywałem autora, czy nie chciałby napisać po latach trzeciego tomu, ale zdecydowanie od tego się odciął. Obiecał mi jednak, specjalnie do tego wydania Mutantów, napisać kilka słów na temat fabuły Dzieci Hildora. Tekst właśnie przyszedł, książka jest na etapie składu, premiera w przyszłym tygodniu.Z noty dowiecie się, jakie były zamierzenia autora.

Umrzeć, by nie zginąć już możecie zakupić.

Wydajemy tomy w kolejności, w jakiej się ukazały. Według chronologii fabuły Mutanci są tomem pierwszym. Dzieci Hildora miały być drugim, a Umrzeć ostatnim.

4 

W kinie

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Przymuszony pewnymi okolicznościami do ograniczenia ruchów i zwykłej aktywności obejrzałem przez ostatnich kilka dni on line więcej filmów, niż chyba przez ostatni rok. Lubię filmy, ale czasu na ich odbiór zwykle mi nie starcza. A tak, przykuty do pozycji poziomej, pooglądałem. Nadrobiłem zaległości, chociaż niektóre filmy czasem tak mnie nudziły, że w ich trakcie poczytywałem książki.

Łotr 1 – lubię Gwiezdne Wojny warunkowo. Przyznaję im ważne miejsce w kinowej fantastyce i popkulturze, ale to wie każdy. Nie oglądam ich z rozdziawioną gębą i zbyt uważnie, bo to zlepek archetypów tak łatwy do rozszyfrowania jak chilijska telenowela. Wyłączam więc w trakcie projekcji zmysł analityczny, logikę, gumkuję pesel i oglądam jak bajeczkę dla pięciolatków. I tak też odbieram kolejny film, otwierający pierwszy z wielu, wielu odcinków serialu. Tu nie ma właściwie o czym pisać. Film, którego końcówka jest każdemu znana od napisów początkowych.

Wikingowie, sezon 4. Lubię tę sagę, to jeden z trzech seriali, jakie ostatnio podglądam. I jedyny, na którym się nie zawiodłem. Pozostałym: Westworld i The Man from The High Castle mam wiele do zarzucenia. Wikingowie są mi bliscy. Uwielbiam tę epokę historyczną, sporo o niej czytałem, sposób wykonania, coraz lepszy w miarę kolejnych odcinków, gra aktorska, trzymanie się pewnych faktów, ale i fantastyczne łatanie dziur w historii – bardzo mi odpowiada. To jest zabawa z historią, jaką lubię. Czwórka dochodzi do micel here – wielkiej duńskiej pogańskiej armii, która w zemście za zabicie ragnara przez dekadę pustoszyła Anglię tak skutecznie, że nie pozostał w niej kamień na kamieniu (poza stolicą Wessexu).  Czytaj dalej »

1 

Przestrzeń poświęcenia

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

przechowalnia COVERWojciech Szyda właśnie obchodzi dwudziestolecie pracy twórczej. W 1997 roku ukazała się „Psychonautka”, ciekawe opowiadanie, które szybko sklasyfikowało Szydę jako autora fantastyki problemowej, którego ciekawią sprawy wiary, religii, instytucji kościelnych. Kolejne opowiadania Szydy tylko tę opinię potwierdziły. Bo czy akcja utworów toczyła się na Ziemi przyszłości, w kosmicznych habitatach czy na dalekich planetach i wśród ziemskich kolonistów, to temat wiary powracał w nich niczym bumerang.

Szyda publikował przez te 20 lat głównie w „Nowej Fantastyce”, antologiach (u mnie, w Wizjach alternatywnych, dość regularnie). Pisał sporo, wydał dwie powieści, opowiadania zebrał w dwóch zbiorach.  Jako twórca funkcjonuje niejako na uboczu fandomowych wydarzeń i światka fantastycznego, choć jako działacz fandomowy dał się poznać od dobrej strony (bardzo dobry fanzin „Inne planety”, współorganizator pierwszych Pyrkonów). Jego proza nie jest tylko przygodową rozróbą, choć fabuły ma interesujące – wymaga od czytelnika pewnej wiedzy, sporo w niej kulturowych kodów, odniesień i dygresji.

Zbiór Przestrzeń poświęcenia, jaki właśnie ukazał się w Archiwum polskiej fantastyki to przegląd najlepszych dokonań Wojciecha Szydy na polu fantastyki. W zbiorze jest debiutancka „Psychonautka” (pierwsze wydanie książkowe), a tytułowa „Przestrzeń poświęcenia” to ostatnie opowiadanie, jakie napisał, nieznane szerszemu odbiorcy.

Kto szuka dobrej polskiej science fiction, na tym tomie się nie zawiedzie.

2 

Światy fantastyki – konferencja

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

swiatyfantastykiNie wszyscy, jak sądzę, zauważyli obecność na Polconie we Wrocławiu literaturoznawców i filologów i ich konferencję naukową o fantastyce. Bardzo dobrze się stało, że próbowano połączyć wydarzenie, jakim jest Polcon, ze spotkaniem z naukowcami.

A jeszcze lepiej, że po tej konferencji pozostał ślad w postaci książki ŚWIATY FANTASTYKI pod redakcją Edyty Izabeli Rudolf. Wśród autorów Jakub Z. Lichański (O Obcych u Lema i Honor Harrington, Webera), Adam Mazurkiewicz (o cyberpunku), redaktorka tomu o epidemiach w science fiction i Krystyna Walc o wilkołakach. Warto się zapoznać. Nakład niewielki, ale czynię starania, by choć paręnaście egz trafiło do naszej księgarni i zbieraczy takowych prac.

0 

Święta, święta!

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Od siebie i od załogi Solaris – życzę czytelnikom bloga, miłośnikom fantastyki i ludziom dobrej woli, spokojnych i rodzinnych Świąt i nadziei, poprawy i samych dobrych rzeczy w nadchodzącym Nowym Roku.

zyczenia-solaris-01

3 

Nowy czy stary, pytanie bez znaczenia

Autor: Wojtek Sedeńko. Kategorie: WIEŚCI.

Przewala się przez Internet dyskusja o podziale fandomu starego i nowego, alienacji tego pierwszego itp. Przecieram oczy ze zdziwienia, ale nie chce mi się boksować po fejsbuczkach, więc parę zdań tutaj.

Moim zdaniem problemu nie ma i nie było. Fandom był zawsze jeden. Bardziej lub mniej zintegrowany, bardziej lub mniej zróżnicowany, ale nie podzielony. Zmienia się nawet w ostatnich latach bardzo dynamicznie za sprawą nowych mediów, ale podziału nie ma. Do fandomu się należy lub nie. Wolna wola. Jedni mogą jeździć na konwenty i tym samym być fandomem, inni wolą czytać, grać, oglądać, słuchać (nieodpowiednie skreślić) w domu i… w sumie tylko tutaj rodzi się pytanie, czy fan kochający fantastykę w zaciszu domowym to jest fandom, czy już nie.  Dla mnie tak – kiedy 22 lat temu trochę zezłoszczony na marazm w organizacji Polconów postanowiłem zorganizować festiwal fantastyki, to imprezę skierowałem do osób, które nigdy na konwenty nie jeździły, a czytały i kupowały fantastykę w mojej księgarni. Nie była to alienacja czy gra pod tytułem „ja wam pokażę jak robić konwent”, co kilka osób próbowało mi zarzucić (większość już z fandomu znikła i została zapomniana) – tylko próba zrobienia czegoś nowego. Ale wciąż w ramach fandomu. Ci „moi” uczestnicy jeżdżą dzisiaj na liczne konwenty w Polsce. Są członkami fandomu. A festiwal w Nidzicy jest traktowany dzisiaj jako konwent w starym stylu, ale traktuję te słowa jako komplement. Nie alienację,a uznanie pewnej formuły. Jeżdżą do Nidzicy trzy pokolenia fantastów. To chyba przeczy podziałom?

Nie ma więc podziału fandomu na stary i nowy, a tym samym nie ma problemu, o którym dyskutuje się dzisiaj, jakby istniał i był poważny (nawiasem mówiąc, na czym miałby ten problem polegać?). Stary i nowy, też coś.  Aby istniał problem, ten stary fandom (ponieważ honorowałem grupę wyjadaczy fandomowych, co są w fandomie od minimum 30 lat specjalnymi koszulkami, to wiem, że tych osób jest około czterdziestu – też mi fandom 😀 Wszyscy razem w przychodni geriatrycznej bylibyśmy jedynie częścią kolejki) musiałby coś robić osobno – własne konwenty, fanziny, nagrody, kłócić się, wykazywać dno merytoryczne młodego fandomu. Tymczasem tak nie jest. Fani w moim wieku jeżdżą na konwenty, wygłaszają prelekcje – jak się ich poprosi, chodzą z innymi na piwo po ciężkim konwentowym dniu, czasem się przebierają, służą radą, czasem są zapraszani jako goście.

Siedzą niekiedy osobno? Wiara zbiera się jak jej wygodnie. Widzi znajomych, to się przysiada. Każdy może usiąść z nimi i podyskutować.

Pamiętajmyróżnice to nie podziały. Różnorodność to bogactwo. Nie można dzielić fandomu np. według sposobu wypowiedzi czy pisowni. Ktoś wykształcony w latach 50. będzie inaczej mówił niż ten, co kończył szkoły w 70., a już na pewno inaczej niż współcześni nastolatkowie. Przyzwyczajenie, skłonności do takiej czy innej frazy… (czy jak u mnie, do wielokropka zawieszającego wypowiedź :))- mówimy tym samym językiem i potrafimy się dogadać. Nie można również dzielić według peselu.

Pierwszy raz usłyszałem o podziale na fandom globalny i lokalny – to już są zwykłe wymysły. Fandom generalnie jest działalnością lokalną, to, że czytamy tę samą fantastykę co rówieśnicy innych krajów jest jakimś przejawem gospodarki światowej, gdzie produkt należy sprzedać jak największej liczbie odbiorców we wszystkich możliwych krajach, ale mieszać do tego fandomu i tworzyć sztuczne podziały – nie należy. Podobnie rozpatrywanie twórczości pisarzy polskich pod kątem podejścia do historii – co ma do tego fandom? To sprawa interpretacji. Jedni będę czytali opowieść, inni interpretowali wydumane bądź nie wątki i fragmenty i tworzyli swoje teorie. Dużo szumu zrobiła ostatnio praca Gajewskiej Zagłada i gwiazdy, która znalazła ciekawy – a przede wszystkim nowy klucz interpretacyjny do Lema, porzucając wizje futurystyczne na rzecz śledzenia śladów żydowskiego holokaustu we Lwowie w prozie mistrza. Namieszała tą pracą wśród filologów, wiem pośrednio od Oramusa, który był na konferencji lemowskiej we Wrocławiu – ale odzew był bardzo pozytywny. Starsi byli zaskoczeni, że nikt nie wpadł na taki klucz wcześniej. Nie dziwota – wcześniej królowała futurologia. Takich prac „młodych wilków” należy się spodziewać. Kolejne pokolenia na nowo odczytują klasykę, według swoich kluczy, i – jeśli dożyję – nie zdziwię się, jak w prozie Lema odnajdą się za lat dwadzieścia bądź trzydzieści interpretacje dotyczące płci i seksualności. Wiadomo – u Lema ich nie ma, ale ktoś może pomyśleć, że jeśli nie ma, to znaczy, że Lem… I znów wielokropek. Taka jest kolej rzeczy. Różnorodność.

Fandom nasz widzę ogromny. Stare i trafne. Ludzie kochający fantastykę nadal się zbierają, robią wspaniałe konwenty, wydają fanziny – nowe pokolenia mają inną klasykę, innych mistrzów. To zrozumiałe. Ewolucja.

Fandom jest jeden. Bogaty.

PS.

Wśród fandomowych użalaczy nad brakiem zrozumienia ze strony młodych fandomowiczów wypowiedzi trzydziesto- i trzydziestokilkulatków. Jak ja mam się w tej dyskusji odnaleźć?

2