Jak złapać bakcyla fantastyki

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 1 grudzień 2021

Fantastyką, a zwłaszcza fantastyką naukową zarażamy się zazwyczaj w wieku młodym, nawet nie nastoletnim. Wtedy formują się nasze zainteresowania, a niektóre z nich pozostają z nami przez całe życie. Czasem wystarczy moment fascynacji, a łapiemy bakcyla i jesteśmy już „ugotowani”, straceni dla świata.

W przypadku fantastyki naukowej bywa to zazwyczaj książka, choć dla obecnego pokolenia może to być komiks, gra, film. Pozostańmy przy literaturze. W każdym kraju są książki, tzw. kultowe powieści, dzięki którym bakcyla do czytania – w tym przypadku SF – łapie całe pokolenie, albo i dwa. W Polsce na pewno dla mojego pokolenia przełomowe były: Przez ocean czasu Korewickiego i Trylogia międzygwiezdna Borunia/Trepki. To były powieści, które otworzyły mi oczy na wiele spraw. To są (należy używać czasu teraźniejszego) książki, które młodemu odbiorcy, ciekawemu świata, nauki, technologii, kosmosu dają wiedzę, ale i przygodę. Nie jest łatwo napisać taką powieść. Trzeba bardzo ostrożnie wyważyć proporcje między dydaktyzmem a przygodą. One muszą zawierać obie te rzeczy, uczyć bawiąc czy bawić ucząc. Te dwie książki to zawierały i były odskocznią do innych książek, choćby Lema.

W Rosji radzieckiej na miano powieści kultowej, zarażającej do fantastyki, zasługuje Załoga „Mekongu” Isaja Łukodianowa i Jewgienija Wojskunskiego. Trafiła w gusta olbrzymiej rzeszy młodych czytelników „Techniki Mołodzioży”, którzy mieli w przyszłości zostać inżynierami. W samych superlatywach wyrażał się o niej Kir Bułyczow, wskazał mi ją jako tytuł kształtujący w ZSRR pokolenie fantastów. Chwalili, co rzadkie, bracia Strugaccy.

O czym traktuje powieść napisana w 1961 roku przez dwóch kuzynów, którzy spędzili życie w Azerbejdżanie, w cieniu platform wiertniczych Morza Kaspijskiego? To opowieść o grupie młodych ludzi, adeptów studiów technicznych, którzy wpadają na ślad tajemniczego noża przenikającego przez materię żywą i nieożywioną, jakby ostrze było z dymu. W młodych umysłach rodzi się teoria przenikania i zarażania przenikalnością materii oraz wykorzystania napięcia powierzchniowego np. cieczy, w przemyśle – w tym przypadku do przesyłania ropy naftowej z miejsc wydobycia przez morze, bez… ropociągów.

Idąc śladem noża młodzieńcy docierają do manuskryptu rosyjskiego podróżnika z XVIII wieku, wysłanego z misją dotarcia do Indii, a także spisku, którego macki sięgają do czasów nam współczesnych. Akcja bardzo żywa, od połowy książki mocno przyspiesza. Autorzy ze swadą mieszają fantastykę z nauką, piszą o różnych technologicznych urządzeniach z dużą znajomością rzeczy, aż ta granica między science a fiction staje się rozmyta jak owo przenikanie materii.

W efekcie otrzymujemy bardzo ciekawą fantastykę przygodową, i choć technologie, o których piszą autorzy pochodzą sprzed pół wieku, to nie zwracamy na to uwagi, ciesząc się każdą chwilą lektury.

Polski przekład Iwony Czapli ukaże się pod koniec tego roku lub na początku stycznia, w 60 lat od premiery rosyjskiej.

am3 zm1 zm2

Zostaw komentarz