Ceny książek

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 21 październik 2021

Nie mam dobrych wieści dla czytelników, idą spore podwyżki cen książek.

Aktualnie średnia cena książki to 40 zł. W tym roku przebito już, za wydanie w oprawie broszurowej, kolejną barierę, bo prawie 70 zł. Wydaje mi się, że od nowego roku średnia cena za paperbacka to będzie 50 zł.

Dlaczego? Mamy najwyższą od lat inflację, nie zdziwię się, jak dojdzie do 7% w skali roku. Rządowe media uspokajają, że w nowym roku będzie inflacja maleć, ale nikt w to nie wierzy, bo przecież idą  olbrzymie podwyżki energii, a te przełożą się na drożyznę w każdym aspekcie życia – nie tylko na bardzo wysokie ceny na stacjach benzynowych. Sama inflacja napędza ceny książek.

Kolejna podwyżka to ceny papieru – drożał od wakacji papier offsetowy, ten, z którego ja korzystam, czyli creamy do broszur i munken do wydań twardych, nie drożał, ale już mam sygnał, że podwyżki nastąpią w listopadzie. W sierpniu podrożała ponad 100% tektura, co podniosło cenę książek w twardej oprawie o 30 groszy na egzemplarzu! Papier trzeba sprowadzać, bo  Lasy Państwowe – dane z ich oficjalnej strony – blisko 70% drewna sprzedają za granicę. Więc drukarnie i papiernie sprowadzają papier, z Finlandii, z Włoch, z USA (Amerykanie nie tną swoich lasów, ich przetwórnie działają na świecie – w Polsce np. amerykański International Paper – Kwidzyn i wysyłają produkt za ocean).

Podwyżki papieru pod koniec roku na razie 10%, bo dostarczyciele papieru zaczynają od 1 listopada naliczać 60 Euro opłaty energetycznej od tony papieru. Czyli nie jest to jeszcze właściwa podwyżka. Ta znacząca nastąpi w styczniu – jestem po rozmowach ze swoją drukarnią, która już otrzymała zapowiedź podwyżek energii o… 50%.

Reasumując, średnia cena ca 50 zł, twarda oprawa spokojnie będzie przekraczać 60 zł. Wielu wydawców weźmie tegoroczne wahnięcia cen na siebie – tak będzie i w Stalker Books – ale po Nowym Roku podwyżki będą już namacalnie widoczne.

Sądzę, że nie na czytelnictwie (bo to jest na tym samym poziomie od lat) to się odbije, a na sprzedawalności. Tym samym przeorać może najdziwniejszy rynek książek w Europie, gdzie 55-60% od ceny książki netto zabiera pośrednik (hurtownia, księgarz) nie robiący dla sprzedaży nic (chyba, że za sowitą dodatkową opłatą), a wydawca w swoich 40-45% musi zmieścić: honoraria autora, tłumacza, redaktora, korekty, grafika, składu, cenę druku, transportu, magazynu, reklamy, a na końcu swój zysk. Jeśli sprzeda cały nakład. Bo jeśli nie, to powoli, z roku na rok puchnie mu stan posiadania, a remanent wchodzi mu w zysk roczny. Czyli masz np. 50 tysięcy nadwyżki nie sprzedanych książek, to płacisz od nich 17% podatku dochodowego. Bo to twój zysk, ta makulatura w magazynie. Więc wydawcy oddają to na „jatki”, ale tania książka też już ledwie zipie w tym kraju.

No to wyłuszczyłem, jak się sprawy mają. Teraz może zrozumiecie, dlaczego 8 lat temu wycofałem się z hurtowni na rzecz wydawania niskonakładowych książek. Coraz więcej wydawców decyduje się na ten krok. Iluś tam się przebranżowi. Ja nie, bo choć mam inny zawód i mógłbym się realizować w innej branży, to kocham to co robię i nie muszę mieć z tego kokosów. Do emerytury nie jest już tak daleko. Ale jakiej emerytury! Może trzeba będzie pracować do ostatniego oddechu. Niedawno usłyszałem:

– Czemu grasz w lotto, przecież szanse na wygraną są iluzoryczne!
– W ZUS też inwestuję.

Komentarze (1)

Janusz:

22 paź 2021 o 12:53.

Niedługo wszędzie będą ceny jak z Fabryki Słów.
Ciekawe ile będą wtedy kosztowały ich książki…

Zostaw komentarz