Ekranizacja Wiedźmina

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 16 Styczeń 2020

Poniższy tekst napisałem dawno, ale początek tego roku był tak fatalny, że na blogu było miejsce tylko na wspomnienia o zmarłych przyjaciołach. Ale czas to wreszcie puścić.

Nie jestem serialowy. A tymczasem seriale – w czasie gdy ja wciąż oglądam (z opóźnieniem) coraz rzadsze dobre kino, czytam książki – wyrosły na osobną dziedzinę sztuki. Stały się modne, dyskutuje się o nich. Nie wiem, jak można mieć na nie czas – pracując 8/9 godzin dziennie, czytając 3/4, śpiąc, jedząc, przebywając z rodziną, robiąc coś przy domu, w ogrodzie, jeżdżąc na zakupy – gdzie tu znaleźć czas na seriale – godzinowe tasiemce, ciągnące się przez wiele sezonów. Ja nie wiem. Choć chciałbym.

Wychodzę ze swej skorupy dla nielicznych wyjątków, często z powodu interesującej mnie formuły, ekranizacji. Obejrzałem GoT – całe cztery sezony zanim wymiękłem, bo zaczęło być to nudne. Obejrzałem Wikingów – dobry serial. A teraz Wiedźmina. Netflixowego – bo polskiego nie widziałem, poza kilkoma scenami w internecie typu Paździoch a smok.

Obejrzałem, bo uważam dzieło Sapkowskiego za trudne do przeniesienia na ekran. I lubię jego prozę. Jak nie przepadam za fantasy, to łódzka szkoła fantasy mnie uwiodła, a ekranizacja powieści Kresa pobiłaby – tak uważam – Martina.

Wiedźmin to już dzisiaj nie tylko literacka postać Geralta. To całe zjawisko, które poprzez książki, gry, filmy przemawia do olbrzymiej rzeszy odbiorców. I serial przywrócił stan równowagi, naruszonej przez ekspansję gry. Koń znowu stanął przed wozem – to Sapkowski jest autorem Wiedźmina. Nikt inny.

Obejrzałem serial też z innego powodu. W sieci pojawiło się tak dużo znawców i krytyków, że musiałem oderwać się na osiem godzin od przedświątecznych przygotowań.

Serial podobał mi się. Wizualnie, aktorsko – nie mam nocnych koszmarów z powodu doboru aktorów, choć pewne rzeczy mnie rażą, ale to przecież reżyserska i producencka wizja. Geralt ok, choć ciut sztywny – chodzi nie poruszając rękami, ale przecież to mutant. Yen – zbuntowana czarodziejka, dobra rola egzotycznej aktorki, z niezłym wątkiem wprowadzenia postaci, choć szkoła czarodziejek trąciła lekko Hogwartem (sic). Jaskier gadatliwy, wyśpiewany – pozytywna rola. Triss – jeszcze miała niewiele do zagrania, ale podobała mi się. W polskim internecie poddano krytyce urodę aktorki, ale zupełnie tego nie rozumiem – śliczna kobieta, chyba najpiękniejsza spośród czarodziejek, ciepła i kobieca. Ciemne driady – czy AS pisał gdzieś, że są białe? Bardzo dobrze, że rasa ludzka jest w serialu jest kolorowa i różnorodna. Driady mają proste kusze? I co z tego? Są celniejsze i przebijają zbroje.

Nie mam nic przeciwko wielotorowej narracji, wszak same opowiadania Sapkowskiego nie układają się w jakąś chronologię. Geografia niejasna, królestwa się mylą? U Sapkowskiego są tylko cztery strony świata, mapy nie narysowano do żadnej z powieści, wszystko było w wyobraźni pisarza i czytelników – i to było piękne.

Efekty specjalne na poziomie. Miło było też zobaczyć polskie plenery, z Ogrodzieńcem i Niedzicą.

Zrobiono dobrą robotę. Rzucono się na trudny temat, oczekiwany przez graczy, czytelników i polskiego odbiorcę, który Wiedźmina uważa za swoje dziecko, wręcz narodową sprawę. Musiano pogodzić potrzeby graczy, są sceny jakby specjalnie skrojone dla nich. Ale zachowano trochę dystansu i humoru ASa. Były miejsca, gdzie ryknąłem śmiechem – w scenie, gdzie Geralt spławia, czy próbuje spławić Jaskra dosadnym „Spierdalaj” – stanęła mi scena, której byłem świadkiem, jak Sapkowski w ten sam sposób spławił głupawego dziennikarzynę.

Czuję, że to wstęp do kolejnych sezonów i filmu, który może doścignąć legendę Sapkowskiego. Ale jedno dobre już się stało: Sapkowski stał się na parę tygodni najpopularniejszym autorem na Amazonie, będą przekłady na nowe języki i ludzie będą czytać książki polskiego pisarza. Obok wspaniałego sukcesu Olgi Tokarczuk trudno sobie wymarzyć lepszą promocję Polski.


blood lady season sword time tower

Komentarze (2)

dk:

16 Sty 2020 o 20:17.

Ale to chyba dobrze, że gra odniosła gigantyczny sukces? Bez niej serialu pewnie by nie było.

Wojtek Sedeńko:

17 Sty 2020 o 17:01.

Oczywiście, że dobrze. Nie gram, ale jeden z synów chwalił. A sukces ogromny i AS też na tym swoje zarobił.

Zostaw komentarz