O sporcie

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 30 Wrzesień 2018

Nie pisałem na tym blogu chyba o sporcie, a przyczynką do tej wypowiedzi są odbywające się właśnie mistrzostwa świata w siatkówce. Uprawiałem sporo dyscyplin za młodu, grałem m.in. w okręgówce w futbol, ale to nie nożna jest moją ulubioną dyscypliną. Praktycznie nie oglądam polskiej piłki od czasu sukcesów klubowych Widzewa, uważam, że to dyscyplina w Polsce w wielkim kryzysie i kompletnie nie zasługuje na uwagę i wielkie pieniądze. Budowane w Polsce stadiony, przystosowane tylko do piłki i ew. targów uważam za hańbę. Wystarczyłoby dodanie bieżni, aby te stadiony mogły się zapełnić miłośnikami dyscypliny, którą uwielbiam, i która przynosi nam wspaniałe sukcesy – lekkiej atletyce. A z gier zespołowych kocham siatę, choć przy moim haniebnym wzroście grałem tylko jako przyjmujący w szkolnej drużynie. Pamiętam wszystkie wielkie finały polskiej siatkówki, pamiętam nocny bój ze Sborną w finale olimpijskim w Montrealu. Wtedy w zespole grali siatkarze AZSu Olsztyn, a ja na ich mecze do małej kortowskiej hali chodziłem zapamiętale. Teraz pozostaje telewizor, bo jak Memoriał Wagnera przeniesiono z olsztyńskiej Uranii do łódzkiej Areny, nie mamy tu wielu siatkarskich rarytasów.

Siatkówka wymaga tylko małego boiska, wystarczy jej hala gimnastyczna w szkole bądź boisko na wolnym powietrzu, a nawet plaża. Zasady są niezwykle proste, choć działacze międzynariodowej centrali, wywodzący się jakimś cudem z krajów, gdzie siatkówka jest słaba, mieszają w nich bardzo. Ostatnia dobra zmiana w przepisach to ta (poza wprowadzeniem challenge’u), która zniosła walkę na straty, a każda akcja przynosi punkt (zwiększono też liczbę punktów do 25 w secie, poza tie breakiem).

Centrala wprowadza mnóstwo kontrowersyjnych systemów turniejowych, jak ten głupawy z tegorocznych mistrzostw. Wygrywasz słabą grupę i zdobywasz komplet punktów, a w drugiej rundzie wystarczy ci wygrać jeden mecz z trzech, by wejść dalej. W tej kolejnej rundzie wystarczy jeden mecz wygrać 3:0 i wejść do półfinałów. Promuje to siatkarskich patałachów, często gospodarzy – bo federacja obawia się pustych trybun i mniejszych wpływów (bilety i tak kupuje się z góry, przed mistrzostwami, a wielkie turnieje powinny być rozgrywane w krajach, gdzie siatę się kocha). Dochodzi do tego, że niektórzy odpuszczają mecze, chcąc zachować świeżość, albo nie spotkać potencjalnie trudniejszej drużyny. Psuje się wspaniałe zawody.

Futboliści grają w turnieju maksymalnie 7 meczy w miesiąc, siatkarze 12. Mecz futbolu trwa 90 min z przerwą, siatkarski potrafi trwać 3 godziny jak półfinał naszych z USA. Nie ma dyscypliny sportowej, zespołowej, gdzie gra się cztery dni z rzędu najważniejsze mecze – jak Polacy dwa ćwiercfinałowe spotkania, półfinał i finał, od czwartku do niedzieli. Wymyślający to powinien przyjąć kilkaset zagrywek pod rząd. Podbrzuszem.

Siatkówka wymaga żelaznej kondycji, niebywałej techniki, refleksu w obronie i na przyjęciu, inteligencji i sprytu. Wiem, że szczypiorniści nazywają siatkarzy pumpersami, bo to sport niekontaktowy. Ale chyba nigdy nie mieli obitych rąk od przyjęć i obron piłek latających z prędkościami powyżej 100 km/h.

Chylę czoło. Napisałem to czekając na finałowy mecz….

A teraz o 23 już wiem… Zrobili to znowu. Są wielcy!!!! Jestem pijany szczęściem, i trochę winem.

Zostaw komentarz