Orwellowski kabaret.

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 27 Wrzesień 2018

Pierwszy raz przeczytałem Rok 1984 w wydaniu podziemnym. Mocno mną wstrząsnął. Czytałem dla aluzji, nic nie było równie aluzyjnego i dosadnego, siarczystego jak proza Orwella. Nie zwracałem uwagi na mechanizmy, socjotechniki, które Orwell demaskował, bo żyłem w środku równie paskudnego, gównianego systemu.

Potem była ponowna lektura po oficjalnym wydaniu w PIWie, w latach 80., już w przekładzie Mirkowicza (paryski przekład był Mieroszewskiego). W 88 już czuliśmy, że komunizm się potknął i tylko czekaliśmy, jak wyrżnie gębą w glebę i nie wstanie.

A teraz sobie przypomniałem 1984 i Folwark zwierzęcy jednym ciągiem, nie są to zresztą grube książki, dla czystej przyjemności i sprawdzenia, jak się mają po latach. To powinna być obowiązkowa lektura szkolna. Obawiam się jednak, że może to komuś nie być dzisiaj na rękę . Nasilają się na świecie narodowe socjalizmy, faszyzmy i inne -izmy (trumpizmy, erdoganizmy, orbanizmy – historia kiedyś je nazwie, oceni i sklasyfikuje), a te dwie książki wciąż są niezwykle aktualne. Demaskują mechanizmy władzy totalitarnej w sposób bezwzględny.

Folwark to opowiastka, która jest wstępem do słynnej antyutopii 1984. Powstała w czasie wojny, a Orwell chciał nią zwrócić uwagę na sposób, w jaki rodzą się totalitaryzmy. Widział to na własne oczy w czasie wojny domowej w Hiszpanii, obserwował sytuację w Rosji Sowieckiej. Obawiał się, że wojna i system nastawiony na produkcję wojenną także z Anglii uczyni państwo niedemokratyczne. Kłopoty z wydaniem Folwarku utwierdziły go jeszcze w tym przekonaniu – dzisiaj wiadomo, że kłody pod nogi rzucał mu radziecki agent Smolka.

W Folwarku w alegoryczny sposób opisał jak bite, poniżane i i zmuszane do pracy ponad siły zwierzęta buntują się na farmie przeciwko właścicielowi, wypędzają go i zaczynają same gospodarzyć w folwarku. W imię chwalebnych idei, wzniosłych haseł, zwierzęta pracują coraz więcej i więcej, za mniej spyży, niż za ludzkiego farmera, a przywódcy buntu obrastają w tłuszczyk i zamieniają się w takiego samego farmera, którego wypędzili. Symbolem farmy jest Róg i Kopyto (zamiast sierpa i młota), a konstytucyjna niejako zasada „Wszystkie zwierzęta są równe” zamienia się w wyniku manipulacji w: „Wszystkie zwierzęta są równe. Ale niektóre zwierzęta są równiejsze”.

Rok 1984 idzie jeszcze dalej. Opisuje utrwalony już totalitarny system, który jest w stanie permanentnej, bo trwającej dziesiątki lat wojny z innymi podobnymi systemami. Podstawą tego totalitaryzmu jest całkowita inwigilacja (jesteśmy w tym już mocno zaawansowani, a powód inwigilacji jest dość podobny – zapewnienie bezpieczeństwa), manipulacja historią poprzez wymazywanie wszelkich nieprawomyślnych bądź już niepotrzebnych faktów na wszystkich poziomach – artykułach prasowych, książkach (historię tworzą zwycięzcy), wszyscy pracują na wojnę, wolność w żadnej formie nie istnieje. Policja ściga nawet samą myśl o buncie (myślozbrodnia), donosicielstwo jest powszechne, posunięte aż do granic absurdu (historia o Pawliku Morozowie brzmi przy tym jak bajka dla dzieci).

Główny bohater, Winston Smith, pracuje jako urzędnik w Ministerstwie Prawdy, poprawia stare artykuły, więc zna mechanizmy totalne cenzury, a także pamięta, jak było kiedyś. Stąd rodzi się w nim bunt. W dodatku w jego życiu pojawia się miłość. A przecież wiadomo, że: Każdy orgazm ciosem zadanym Partii [cytat]. Smith naiwnie sądzi, że uda mu się zwodzić Policję Myśli. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego bunt jest sterowany – po to tylko, by poprzez tortury i presję psychiczną odmóżdżyć go do tego stopnia, że wreszcie naprawdę pokocha system i stanie się sprawną marionetką w rękach Wielkiego Brata. Bo Wielki Brat nie eliminuje, po prostu przerabia ludzi.

Co ciekawe, w myśl  zasady Prole i zwierzęta są wolne – tylko najniżej opłacani, nie szanowani proletariusze, prole, mają jakieś prawa. Wolno im znacznie więcej, ale dba się o ich niski poziom intelektualny, najprostsze rozrywki, zapewnia igrzyska – byle się nie buntowali.

Niesamowitą sprawą u Orwella, wzorowaną na powszechnych w języku sowieckich skrótach jest nowomowa. Cały czas szlifowana, ukazują się kolejne tomy z nowymi określeniami. usuwająca niepotrzebne według Partii słowa, które pracownicy jak Smith podmieniają we wszystkich artykułach i książkach. Praca nad nowomową zmierza do maksymalnego uproszczenia języka, by nie można nim było przekazywać żadnych ważnych treści i idei, by zamieniła się w bełkot. Podoba mi się fragment, gdzie jeden z ludzi pracujących nad nowym słownikiem, Syme – mówi: Istnieje takie słowo w nowomowie, którego pewnie jeszcze nie znasz: kwakmowa, czyli mówienie podobne do kwakania kaczki [koniec cytatu].

Albo jeszcze piękniejszy cytat: Kluczowy termin to słowo czarnobiał. Podobnie jak wiele innych określeń nowomowy, ma dwa sprzeczne znaczenia. Użyte wobec przeciwnika, piętnuje jego zwyczaj bezczelnego upierania się, że coś jest białe, podczas gdy faktycznie jest czarne. Natomiast w stosunku do członka Partii wyróżnia jego lojalność dla dyscypliny partyjnej, szczerą chęć, by jej się podporządkować i twierdzić, iż czarne jest białe.

Skraca się wszystko. Gdy pojawia się potrzeba napisania listu, otrzymuje się druk z gotowym spisem sformułowań, do skreślania niepotrzebnych.  Zakazana jest miłość i wszelka działalność, która może zniechęcić od udziału w Minutach Nienawiści, wiecach, pochodach i marszach.

Społeczeństwo hierarchiczne musi opierać się na nędzy i ciemnocie, aby sprawnie funkcjonować [Cyt] i Orwell pokazuje, jak sprawnie może to działać. Wróg zewnętrzny, choćby i wyimaginowany usprawiedliwia nędzę. Inwigilacja zapewnia bezpieczeństwo.

I jeszcze kilka nieśmiertelnych cytatów:

Partia pragnie władzy wyłącznie dla samej władzy. Nie obchodzi nas dobro ludzkości; obchodzi nas wyłącznie władza.

Jeśli ktoś pragnie rządzić, rządzić nieprzerwanie, musi umieć burzyć w poddanych poczucie rzeczywistości. Tajemnica sprawnych rządów polega na łączeniu wiary we własną nieomylność z umiejętnością wyciągania wniosków z wcześniej popełnianych błędów.

Działalność Partii sprowadza się do głoszenia wierutnych kłamstw z takim przekonaniem i pewnością siebie, jakie normalnie cechują wypowiedzi ludzi kryształowo uczciwych.

Same pyszności. Tylko dlaczego po lekturze jest mi smutno?

Folwark_zwierzecy1999 Rok_1984_1

Zostaw komentarz