Po konwentach 2017 roku

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 4 Grudzień 2017

Mam za sobą wyjątkowo intensywny rok jeśli idzie o działalność wydawniczą, edytorską czy konwentową. Na podsumowanie roku jeszcze przyjdzie czas, ale zakończeniem sezonu konwentowego niezmiernie się cieszę. Teraz przerwa aż do marca, Chyba tylko w 1985 uczestniczyłem w większej liczbie fanowskich zlotów. Nie były jednak tak męczące.

Mam wrażenie, że w mijającym roku nastąpiła kulminacja i przesilenie konwentowe. Pomimo propagandy sukcesu dostrzegam oznaki, że liczba konwentów, festiwali i imprez fantastycznych osiągnęła masę krytyczną. Liczba osób zainteresowanych jeżdżeniem na konwenty jest zamknięta – wysokie koszty, czas, kumulacja imprez w jednym miesiącu – powodują, że konwentowicze zaczynają przebierać w ofertach. Bo na ile można w sumie pojechać konwentów w roku? Trzy, cztery? Imprezy są podobne, oferują zbliżony program, prelekcje i panele są te same w tym, a czasem i w następnym roku. Miałem tak na Polconach – zostałem poproszony o poprowadzenie panelu dokładnie takiego samego jak rok wcześniej i po moim pytaniu do sali, okazało się, że kilkanaście osób zna już temat (nie zapytałem czemu przyszli – wszak można się domyślać, że powiemy coś nowego). Czyli dopływ konwentowiczów się zmniejszy, pozostanie liczyć na miejscowych. Co promuje imprezy w dużych ośrodkach i imprezy targowe. Lokalsi traktują konwent jak jarmark – musi być zestaw fastfoodów, przebierańcy, atrakcje dla dzieci. Czy to jeszcze jest impreza fantastyczna czy już wesołe miasteczko? Takie odniosłem wrażenie na ostatniej edycji ComicConu w Nadarzynie. Ludzi pełno, ale na spotkaniu z okazji 35 lecia „Fantastyki” jedna osoba na sali (ochroniarz), pisarze mieli frekwencję kilkuosobową. Wniosek – nie ten target. Wejściówki były przeszacowane – 6 dych za dzień to nawet dla rodziny warszawskiej za dużo, do tego 2 dychy za parking, stówa na jedzenie, bo dzieci chcą jeść, a tanio nie było – więc wyszedł jarmark i wiejski odpust. To już nie jest promocja fantastyki. Myślę, że nawet nie jest promocja popkultury. Rodzi się osobne zjawisko – jeszcze się na tym dogłębnie nie zastanowiłem i nie nazwałem. Ale nie wiem czy chcę nazywać.

Na pewno ograniczę swoją obecność konwentową w przyszłym roku. Solaris i stowarzyszenia Stalker możecie oczekiwać, kolejno: marzec – Targi w Warszawie (2 dni), maj – Pyrkon w Poznaniu (3 dni),  czerwiec – jubileuszowy Festiwal w NieNidzicy (pięć dni), lipiec – Polcon w Toruniu, wrzesień – prawdopodobnie Festiwal Komiksu w Łodzi, listopad – Falkon w Lublinie (nie wiem, czy Falkon nie powinien wrócić do mniejszej imprezy w szkole, targi chyba mu już nie służą). W sumie 5-6 imprez, o ile Targi Warszawskie nie zostaną powtórzone w październiku. W sumie – słabe ograniczenie mi wyszło 😀 Ale na pewno będą to stoiska mniejsze niż dotąd. Poza NieNidzicą – tam zawsze z całym dobytkiem się pojawiamy.

Komentarze (2)

agrafek:

4 Gru 2017 o 14:51.

Wyszło mi jakieś 20 konwentów odwiedzonych w tym roku. Nie powiem, że powłóczę nogami, ale drugi raz takiej serii nie powtórzę.
Nie jestem jednak pewien, czy to już szczyt. Sukcesy Pyrkonu i Falkonu zainteresowały gminy, które zaczynają dostrzegać w tym okazję do promocji. Do tego ciągle popkultura to dziś głównie fantastyka. Myślę więc, że boom jeszcze chwilę potrwa.

Wojtek Sedeńko:

5 Gru 2017 o 14:02.

Oby.

Zostaw komentarz