O Strugackich

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 1 Grudzień 2017

Czytam teraz dużo klasyki. Pewnie więcej nawet niż kiedyś, dzisiaj wszystko jest dostępne, wydane, opracowane – z ćwierć wieku temu i jeszcze dalej, trzeba było na nową książkę ulubionego autora sporo czekać. Czytam codziennie, dużą partię tekstu, a czynię to z kilku powodów. Mam w głowie dwa projekty, które ode mnie tego wymagają – łączę więc przyjemne z pożytecznym. Jednym z projektów jest pomysł na książkę o science fiction i muszę mieć najważniejsze pozycje SF wszech czasów przeczytane na nowo, świeżo odbite w mózgownicy.

Ostatnio wróciłem do Strugackich i jestem pełen ochów i achów. Czytani chronologicznie, en masse, wbijają w fotel. (Dygresja – wracajcie do swoich ulubionych lektur po latach, kiedy wasz osąd na różne sprawy się zmienił – odczytacie te lektury na nowo.) Dzisiaj, dzięki pracy Wojtka Kajtocha i innych filologów, znacznie lepiej znamy kontekst i tło, czyli warunki, w jakich przyszło tworzyć Braciom.

To jest twórczość, którą szanujący się fantasta czy po prostu człowiek inteligentny, powinien znać. Choć nachodzi mnie taka smutna konstatacja, że długo możemy wznowień ich książek w Polsce nie doczekać. Piętnaście lat temu spotkałem się z Borysem Strugackim pod St.Petersburgiem. Mówił o tym, że życzy sobie wyłącznie przekładów pani Lewandowskiej. Tymczasem tłumaczka już raczej nie dopracuje przełożonych raz książek, aby ukazały się w Polsce wersje pełne, bez cięć cenzury. A wydawca wolałby pełne wydania.

Edycja dzieł Strugackich w Rosji funkcjonuje i różni się od tego, co znamy po polsku. Czasem są to niuanse, czasem zmiany ważne. Wynikały nie tylko z powodu kłopotów Braci z wydawaniem swoich książek w ZSRR – radzili sobie z tym jak mogli, publikowali w różnych republikach, pod pseudonimami, czytani byli w samizdatach. Dla Polaka, który poznał komunizm była to typowa droga artysty przez mękę nakazów, obostrzeń, droga uników, kamuflowania prawdziwych intencji. Co ciekawe – sami badacze twórczości Braci w Rosji – nazywają siebie ludenami – nie zgadzają się z opinią polskich badaczy, że Strugaccy walczyli z systemem totalitarnym. W Rosji przeciwko władzy podobno się nie występuje (ciekawe, jak wytłumaczą dwie krwawe rewolucje), dla nich Arkadij i Borys to typowi przedstawiciele sfer artystycznych, nękani i nie kochani przez władzę.

STR3STR2STR1

 

 

 

 

 

 

Przenicowany świat sprawił mi wiele radości. Lektura po latach pozwoliła przychylniej spojrzeć na scenariusz Diaczenków do dwuczęściowej ekranizacji dzieła. Tom otwiera tzw. Trylogię Kammerera. Na Ziemi i w przestrzeni badanej przez Ziemian mamy zrealizowany ustrój komunistyczny. Ludzie są piękni, mądrzy, otwarci na wszechświat, który chcą poznawać i zmieniać. Oczywiście na jedyny słuszny ustrój. W galaktyce istnieje dużo zamieszkanych planet. Wiele ras wykazuje olbrzymie podobieństwo do ludzi, co prowadzi do oczywistej tezy, że ktoś celowo zasiał życie w kosmosie – uważa się, że stali za tym mityczni Wędrowcy. Na tych dalekich planetach rzadko jednak udaje się osiągnąć poziom Ziemi, zwykle mamy do czynienia ze społecznymi systemami, które nie radzą sobie w budowaniu humanitarnej przyszłości. Totalitaryzm, nacjonalizm, faszyzm – z tych wszystkich -izmów tylko komunizm jest OK. Ale oczywiście to tylko gra, jaką Bracia prowadzili, gdyż opisywane przez nich światy, obserwowane przez tzw. Progresorów – to różne wersje sowieckiej rzeczywistości. Tak właśnie rosyjscy fantaści pogrywali z władzą sowiecką. Nawet ci prorządowi, jak Jefremow, który za Godzinę Byka omal nie wylądował w gułagu.

Maksym Kammerer rozbija się na planecie, na której życie jest nic nie warte, glob pełen jest blizn po licznych wojnach z wykorzystaniem broni atomowej. Ludzie żyją w stałym zagrożeniu, wojsko i specsłużby mają pełną władzę, wszystko podporządkowane jest zbrojeniom. Maksym zaś to młody, naiwny komsomolec. Wydaje się wzięty jak nie z tej bajki i, oczywiście, próbuje zastany świat odmienić. Ale w swoich wysiłkach, nieświadom obecności Progresorów, zachowuje się jak słoń w składzie porcelany.

W kolejnych powieściach trylogii – jest to wewnętrzny cykl większej serii, Południe XXI wiek – śledzimy dalsze losy Kammerera. Już nie młodzika, a eksperta, Progresora pracującego dla KomKonu – służb specjalnych chroniących Ziemię, jej kolonie i ekspedycje naukowe przed zagrożeniem z zewnątrz. W Żuku w mrowisku KomKon wie już, że mityczni Wędrowcy, siewcy życia, wciąż działają. Ludzie obserwują i wspomagają młodsze cywilizacje, a Wędrowcy prawdopodobnie robią to samo na Ziemi. Skąd wie? Bo na odległej planecie odkryto sarkofag z ludzkimi embrionami. Ich wiek oceniono na 40000 lat, ale są w stanie gotowym do rozwoju. Jedni radzą je zniszczyć, ale przegłosowują ich ci, którzy są za zbadaniem embrionów. Wygrywa opcja życia: narodzone dzieci otrzymają rodziców, wychowanie i będą stale obserwowane. Możliwe, że jest to pewien rodzaj testu na człowieczeństwo, a może największy błąd w dziejach. Specsłużby KomKonu uważają, że panują nad sytuacją, gdy nagle jeden z trzynastu (tyle było embrionów) – pracujący jako Progresor Lew Abałkin, porzuca swoją misję, ląduje na Ziemi i znika. Nie znane są jego zamiary.

W Fale tłumią wiatr mamy do czynienia z Kammererem u schyłku życia. Nie jest on głównym bohaterem drugiej i trzeciej powieści, ale ma znaczący wpływ na zdarzenia – a chodzi o zamiary Wędrowców, ludenów, wobec ludzkości. W trzeciej części znowu spotykamy wielu starych znajomych. Taka budowa powieści to znak rozpoznawczy Strugackich. Stworzyli w kilkunastu powieściach i opowiadaniach historię przyszłości, budując ją nie ze zdarzeń, a raczej z postaci. Ich wzajemne relacje, rozmowy, czasem listy, pozwalają poznać świat przyszłości; te same nazwiska pojawiają się w całym cyklu, czasem w epizodach, a niekiedy są tylko wymieniane. Powstał dzięki temu wielki gobelin utkany z nici-losów: progresorów, pilotów, naukowców, badaczy.

Wielkość Strugackich polega również na tym, że do każdej z powieści o etapach życia Kammerera wybierają inny rodzaj narracji. Od klasycznie prowadzonej opowieści Przenicowanego świata przez szkatułkowy zestaw sprawozdań, rozmów, wywiadów – czasem nudnawy, ale czujemy, że pisarze prowadzą nas zakosami ku rozwikłaniu trudnej zagadki – w Żuku w mrowisku po zbiór dokumentów i relacji w Fale tłumią wiatr.

Wkrótce więcej o Strugackich, bo w ramach wspomnianych projektów, kończę lekturę następnych tomów Południa XXI wiek. Wielka frajda w czytaniu Braci, ale jak zerkam na daty wydań, ustawiam sobie chronologię, a przede wszystkim tematykę ich powieści i to, co wyziera zza zapisanych wersów, to zadaję sobie pytanie, czy ta ich twórczość nie jest znakiem zamkniętej i niebyłej już epoki. Nie poznamy odpowiedzi na pytanie, jak – a przede wszystkim, co – Strugaccy pisaliby obecnie. Jak odnaleźliby się w nowej rzeczywistości i jaki wpływ miałaby ona na ich prozę.

Podobnie jak nie dowiemy się, jak poradziłby sobie z tym Zajdel.

 

Komentarze (8)

bin_laudan:

1 Gru 2017 o 20:19.

Wojtku, ale Strugackich dla Amberu tłumaczyła Ewa Skórska. Już w XXI wieku.
Czytałem w tym roku „Południe”, dałem temu wyraz w felietonie dla SFinksa. Dopiero co skończyłem „W krainie purpurowych obłoków”. Zacytuję sam siebie z fejsa:
Dopiero teraz sięgnąłem po debiutancką powieść Strugackich. Zawsze pozostawała w cieniu późniejszych dzieł Braci (chyba nie muszę mówić, których), wbiłem też sobie do łba, że to jakaś ramota, na dodatek mocno trącąca ideologiczną myszą.
I co?
„W krainie…” to wspaniała, kosmiczna przygoda. Powstała w czasach, gdy – jak się zdawało – podbój kosmosu jest tylko kwestią czasu. I to raczej bliższego, niż dalszego. To opowieść o dzielnych, dobrych, mądrych ludziach, dzięki poświęceniu których ludzkość nie tylko sięgnie gwiazd, ale – przede wszystkim – zbuduje świetlaną przyszłość, przyszłość, w której chciałoby się żyć.
Strugackim szybko przyszło zrewidować swe marzenia. Ale nim do tego doszło, powstały takie wspaniałe teksty jak „Południe, XXI wiek” (więcej na jego temat można przeczytać w moim felietonie w najnowszym „SFinksie”), czy właśnie „W krainie purpurowych obłoków”.
A teraz zabrałem się za „Stażystów”…

Wojtek Sedeńko:

2 Gru 2017 o 8:49.

Fakt, Pawle. Ale pani Lewandowska – ma dzisiaj 86 lat – przełożyła te najważniejsze książki Południa. Ewa przekładała to, czego nie zrobiła pani Lewandowska. Ze słów Borysa wywnioskowałem, że on nie chce nowych przekładów tego, co ona zrobiła. Co ogranicza wydanie pełne.
Zasługa Ewy i Amberu wielka i tak, chociaż bez wielkiego echa te książki przechodziły wśró fanów. Wojtek Kajtoch robiąc nowe wydanie monografii nawet nie wiedział, że niektóre książki wyszły po polsku i musiałem zmieniać tytuły – by podpasować do polskich wydań 🙂

Cykl przedpołudniowy też sobie przypomnę, ale nie jest dla mnie tak ważny, jak ten podstawowy zestaw. Jakoś mniej przyciągają mnie też ostatnie ich dokonania, np. Miasto skazane – ale też przeczytam.
Teraz mam za sobą Trudno być bogiem, kończę Koniec projektu Arka (chyba tak powinien brzmieć ten tytuł, Pawle – bo to projekt terraformowania planety dla innoplanetarnych uchodźców – Akcja też może być, ale w fabule mówi się o projekcie, a już na pewno nie o eksperymencie), zaraz potem Przyjeciel z piekła.

tp:

2 Gru 2017 o 12:50.

A czy to nie jest tak, że wydawcy nie wznawiają Strugackich bo po prostu boją się finansowej wtopy. Oprócz p. Lewandowskiej byli inni tłumacze ich utworów: wspomniana p. Skórska, Teliga, Gosk, Litwiński, Jęczmyk, Madejski… Pewnie więc wyszłaby z tego jeśli nie edycja dział wszystkich, to przynajmniej wybranych. Teraz zaś mamy piękny chaos formatów, okładek, wydawnictw i tytułów, czego dowodem prywatna półka z książkami Strugackich.

Wojtek Sedeńko:

2 Gru 2017 o 14:41.

U mnie sprzedawały się nieźle. Z rynku znikły.
Jakieś 10-12 lat temu próbowałem kupić kilka praw u ich agenta w Wiedniu, ale napotkałem trochę ograniczeń i odpuściłem – między innymi padł warunek o przekłady p.Lewandowskiej. Teraz nie jestem zainteresowany.
W przekładach wspomnianej tłumaczki, skądinąd b.dobrej, widzę sporo rusycyzmów i czasem śmiesznych rzeczy, np. dzisiaj natknąłem się na naukowców urządzających tajfun mózgów.
Wszystkie wydania mam w jednym miejscu na półce. Faktycznie, wyglądają jarmarcznie: pstrokato, jak sztachety z różnych płotów. Przydałoby się wydanie pełnych Dzieł, w nowych przekładach.

bin_laudan:

2 Gru 2017 o 15:07.

Nie robiłem porównania starych wersji z obecnymi, uznanymi za kanoniczne, z tego jednak, co do mnie dociera, wynika, że nieraz zmiany te były dość istotne. W ogóle nie czytam przekładów z rosyjskiego, z oczywistych względów, ale jest pewnie spora grupa fanów twórczości Braci nie władających rosyjskim, którzy chętnie zapoznaliby się nie tylko z poprawionymi, ale w ogóle nowymi przekładami. A wygląda na to, że raczej nie ma na co w tym względzie liczyć.
BTW – właśnie ukazały się w Rosji pierwsze trzy tomy Dzieł Zebranych – gratka dla fanów, rzecz zawierać ma wszystko, co wyszło spod pióra Strugackich, łącznie z różnymi wersjami tekstów, utworami zarzuconymi, listami, przekładami, przedmowami, artykułami itp, itd. Rzecz obliczona jest na 33 tomy, niestety, cena raczej z tych zaporowych – 2500 rubli, czyli jakieś 150-160 zł za tom. Jeśli do tego doliczyć koszty wysyłki (co najmniej drugie tyle), to… Szkoda, jednym słowem.
Jasne, że najlepsze, najważniejsze są teksty zapoczątkowane „Trudno być bogiem”, aż po „Fale…”. A „Miasto skazane” napisane zostało bodaj 1972, może 73, tylko wydane po raz pierwszy dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych. Mam do „MS” duży sentyment, czytałem je po raz pierwszy z tego premierowego wydania, w miesięczniku „Newa”, którego cztery numery dostałem podczas szkolnej wycieczki do Leningradu. Uważam je za jedną z lepszych rzeczy Strugackich, choć zdaję sobie sprawę, że to opinia raczej odosobniona.
Co ciekawe, nie wszystko jeszcze przełożono na język polski. Może nie są to rzeczy najlepsze/najważniejsze, ale wyszedłby z tego niezły zbiorek…

Wojtek Sedeńko:

2 Gru 2017 o 16:13.

Tak. Żal. Nie mamy w Polsce normalnego rynku. A czytelników nie brak.

bin_laudan:

5 Gru 2017 o 13:51.

Kuriozalna sytuacja. A przecież aż się prosi, by to porządnie przełożyć, opracować i wydać.

Wojtek Sedeńko:

5 Gru 2017 o 14:03.

Tak, dziwny jest ten świat.
Najlepszą edycją ABS miało szansę zostać wydawnictwo S.R. Witka Chwiłkowskiego. Miał pomysł, niezłe okładki, seria Odmienne stany fantastyki bardzo mi się podobała. Miał współpracę Tomka Kołodziejczaka, Wojtka Kajtocha. I d…a.

Zostaw komentarz