W kinie

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 26 Styczeń 2017

Przymuszony pewnymi okolicznościami do ograniczenia ruchów i zwykłej aktywności obejrzałem przez ostatnich kilka dni on line więcej filmów, niż chyba przez ostatni rok. Lubię filmy, ale czasu na ich odbiór zwykle mi nie starcza. A tak, przykuty do pozycji poziomej, pooglądałem. Nadrobiłem zaległości, chociaż niektóre filmy czasem tak mnie nudziły, że w ich trakcie poczytywałem książki.

Łotr 1 – lubię Gwiezdne Wojny warunkowo. Przyznaję im ważne miejsce w kinowej fantastyce i popkulturze, ale to wie każdy. Nie oglądam ich z rozdziawioną gębą i zbyt uważnie, bo to zlepek archetypów tak łatwy do rozszyfrowania jak chilijska telenowela. Wyłączam więc w trakcie projekcji zmysł analityczny, logikę, gumkuję pesel i oglądam jak bajeczkę dla pięciolatków. I tak też odbieram kolejny film, otwierający pierwszy z wielu, wielu odcinków serialu. Tu nie ma właściwie o czym pisać. Film, którego końcówka jest każdemu znana od napisów początkowych.

Wikingowie, sezon 4. Lubię tę sagę, to jeden z trzech seriali, jakie ostatnio podglądam. I jedyny, na którym się nie zawiodłem. Pozostałym: Westworld i The Man from The High Castle mam wiele do zarzucenia. Wikingowie są mi bliscy. Uwielbiam tę epokę historyczną, sporo o niej czytałem, sposób wykonania, coraz lepszy w miarę kolejnych odcinków, gra aktorska, trzymanie się pewnych faktów, ale i fantastyczne łatanie dziur w historii – bardzo mi odpowiada. To jest zabawa z historią, jaką lubię. Czwórka dochodzi do micel here – wielkiej duńskiej pogańskiej armii, która w zemście za zabicie ragnara przez dekadę pustoszyła Anglię tak skutecznie, że nie pozostał w niej kamień na kamieniu (poza stolicą Wessexu). 

Świat Dzikiego Zachodu ciut się rozjechał twórcom, bo próbowano połączyć kilka problemów. Czystą rozrywkę, opowieść o człowieczeństwie i niskich instynktach i sztuczną inteligencję, budzącą się do życia i stającą naprzeciw stwórcy. Ten serial ma wzloty i upadki. Niezłe sceny, potem monotonne i przydługie sekwencje rozważań na temat inteligencji robociej. Jest trochę smaczków, także muzycznych. Człowiek z Wysokiego Zamku w tym zestawie. Tylko trochę z Dicka w nim zostało. Bardzo kameralny, nie oddający skali. Ledwie kilka razy przykuł naprawdę moją uwagę. Szkoda, bo to znakomita książka, jedna z moich ulubionych.

Pasażerowie – technicznie dobry film, świetna scena z wyłączeniem grawitacji, gdy bohaterka pływa w basenie, ale w finale nagromadzenie naukowych głupot i uproszczeń wprost piramidalne. Mam wrażenie, że można było scenariusz inaczej rozegrać – choćby wprowadzając większą liczbę wybudzeńców. Jak się już jedną pasażerkę obudziło…

Historia twojego życia – nie mogę myśleć inaczej o tym filmie, jak pod tym właśnie tytułem. Tytuł Arrival nie pasuje, nie wspominając o głupawym Nowym początku. Ten film trzymał mnie od początku w napięciu. Opowiadanie Chianga tkwi w mej głowie od lat, film nieźle rozegrał dramatycznie tę historię. Niezły optycznie, ale niestety i z paroma błędami. Język i lingwistyka miała tu być bohaterem, ale scenarzyści poszli na skróty.

Ten rok zapowiada się na bardzo filmowy. Bardzo czekam na sequel Blade runnera. Ale chętnie obejrzę kontynuacje Prometeusza, Strażników Galaktyki, a nawet Gwiezdne wojny. Ale najchętniej… obejrzałbym coś oryginalnego, żadnych prequeli czy sequeli…

 

Komentarze (1)

IwoX:

13 Lut 2017 o 16:38.

Na film „Arrival”, który w mojej głowie też funkcjonuje niezmiennie, jako „Historia Twojego życia” czekałam z niecierpliwością. Byłam ciekawa, jak zostanie w nim pokazane to, co w opowiadaniu najważniejsze – niezwykły język odwiedzających Ziemię istot. Poniekąd pomysł poszedł nawet w dobrym kierunku, ale zdecydowanie nie była to historia języka i, obawiam się, że Ci, którzy opowiadania nie czytali, mogli nie zrozumieć powiązań które zachodziły między migawkami z przyszłości, a językiem przybyszy, albo też zrozumieć je inaczej, niż to jest w historii oryginalnej. I pod tym względem niestety czuję niedosyt.
Zupełnie obiektywnie film uważam za jeden z lepszych o kontaktach z ‚obcymi’.
Jednak subiektywnie opowiadanie Chianga jest dla mnie tak genialne, że nie jestem w stanie uniknąć porównania, które niestety wypada na niekorzyść filmu.
Opowiadanie utkwiło mi w głowie chyba na zawsze, jako jedno z najlepszych opowiadań SF, jakie czytałam. Wracałam do niego i pewnie jeszcze wracać będę.
O filmie będę pamiętać, ale raczej tylko ze względu na powiązanie z literaturą.

Zostaw komentarz