Wydawnicza huśtawka

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 21 Wrzesień 2013

Na Polconie był istny wysyp nowości. Po dwóch kiepskich miesiącach, w końcu sierpnia nastąpiła kumulacja. Nie sądzę, by z powodu Polconu – wydawcy nigdy nie nastawiali się na konwenty czy fandom w szczególności. Jak był jakiś większy w okolicy premiery, to dobrze, ale specjalnego parcia na -cony nigdy nie było. Koniec sierpnia zwykle bywa dobry dla książek – mija czas urlopów, ludzie wracają do wyludnionych miast z wakacji, młodzież do szkoły… Trzeba wydać to, co nagromadziło się w produkcji przez miesiące letnie. No i były nowości Rebisu, Powergraphu, Eriki, Solaris, paru mniejszych wydawców.

A potem zaczął się wrzesień i… nastąpił powrót do wakacyjnej suszy. To, że rynek się wali, wiadomo nie od dziś, ale to drugie półrocze naprawdę pokazuje, iż dzieje się coś złego. Wydawcy bardzo zwolnili. Zatory płatnicze to już norma, narzekania słychać naprawdę zewsząd. Coraz więcej oficyn decyduje się zawiesić wydawanie i obserwować rynek. Jednocześnie wszyscy wiedzą, że zbliża się czas Świat, a więc teoretycznie najlepszy okres na sprzedaż. Teoretycznie, bo zeszłoroczny okres świąteczny to była raczej porażka. Pytanie jednak, gdzie sprzedawać – warunki przyjęcia tytułów do sieci są tak wygórowane, że nawet najbogatsze wydawnictwa mocno przebierają w tytułach – co dać, a co odłożyć. Alternatywą jest internet, ale on nie zapewnia sprzedaży na poziomie opłacalności kupna praw i wydania książki.

E-booki – wzrost sprzedaży na naszych stronach i my odnotowujemy, ale nie jest tak lawinowy. E-booki wcale nie są dużo tańsze, raczej wspierają papierową sprzedaż (z wzajemnością), zysk na nich wcale nie jest wyższy niż na papierze. Warto sobie uzmysłowić, że proces przygotowania do produkcji e-booka to te same koszty, co w papierze: prawa, przekład, redakcja, korekta, skład. A jeśli zysk jest mniejszy, to i tutaj podaż będzie malała. Nikt nie będzie produkował dla idei. Jak przedsięwzięcie nie przynosi zysku, to się je zamyka. Ten rynek jeszcze się kręci, bo wielu mniejszych wydawców wciąż powtarza staropolską mantrę: Jakoś to będzie. Za dużo tu rozliczeń wirtualnych: po stronie MA lista hurtowni i sieci z jakąś kwotą, po stronie WINIEN długi na rzecz drukarń, agentów, tłumaczy. W sumie bilans na zero. Ale z czego płacić należności obowiązkowe: pracowników, zusy, usy i takie tam…? Za parę miesięcy okaże się, że wielu tego nie wytrzyma, sprężyny długo nie da się naciągać.

Pojawiają się informacje o zamykanych księgarniach. W dobrych punktach. Nawet empik zastanawia się nad mniejszą liczbą salonów, a przecież jeszcze niedawno mówił o ekspansji. Książka zresztą to coraz mniejszy segment w tej sieci. Cóż, prawa rynku. A w komentarzach na FB widzę głupawe teksty, nikt nie zauważa groźby płynącej z coraz mniejszej liczby księgarń, tych literackich sanktuariów. Ja nie potrzebuję księgarń, wystarczą mi książki, pisze internauta. On widać myśli, że wydawcy obędą się bez księgarń. Błąd. Nie produkujesz, jeśli nie masz gdzie sprzedać. To brzmi jak: Nie potrzebuję piekarń, wystarczy mi chleb.

Wrzesień kiepski, ale w październiku trochę nowości będzie. W Solaris pięć tytułów: Simak, Doc Smith, Oramus, Dębski, Hałas. W Rebisie Weber z 5 tomem Schronienia, w Prószyńskim wznowienie Gry Endera z filmową okładka, w Zysku wznowienie Martina i dwóch powieści znanych z NCK (Parowski i Wolski), w Galerii Książki Fiona McIntosh, w Fabryce Słów Ziemiański i Robinson, w Magu dużo: piąty tom Świata Rzeki Farmera, David Mitchell, nowy Gaiman.  A Amberze starwarsy, w tym dwie książki Zahna.

No i całe mnóstwo tej fantastyki spod znaku young adults – demony, zombie, banalne fantasy, zakochane w jedzeniu wampirzaki, wilkołaki. Popierdułki. Moja cudowna żona ma na to określenie: chuju muju dzikie węże. Coś w tym jest.

Czyli coś się ukazuje. Pytanie, jak długo.

Komentarze (23)

kowal:

22 Wrz 2013 o 11:29.

Skąd ten defetyzm u człowieka żyjącego z wydawania i sprzedaży książek?

Przeciwnik poczty:

22 Wrz 2013 o 11:38.

Spytam przewrotnie, w których empikach i księgarniach dostępne są pozycje z serii GG czy APF ?

Stety czy niestety, przyszłość wydawnictw niszowych leży w dystrybucji internetowej czy może (w Polsce chyba nikt jeszcze nie próbował wydawać w ten sposób) w crowdfundingu.

Wojtek Sedeńko:

22 Wrz 2013 o 13:46.

Defetyzm? Gdzie w tym tekście defetyzm? Siedzę w tym rynku od tak dawna, że znam go od podszewki.I piszę jak jest. A mógłbym mocniej, po imieniu nazwać zjawiska, tylko po kalać gniazdo?
Żyję z wydawania (między innymi) od lat, i jakiś czas jeszcze będę to robił. Ale nie znaczy to, że mam piać z zachwytu nad walącym się rynkiem (pisałem o rysach w tym monolicie dziesięć lat temu z okładem w comiesięcznych felietonach i teraz to się dzieje naprawdę), opłakaną sytuacją wielu wydawnictw, nieprawidłowościami dystrybucji. Mam mówić, że kryzysu nie ma, że już po wszystkim, i jest w ogóle super? Zostawiam to rządowi, w tym są akurat dobrzy. A czytelnikom pozostawiam wybór, komu wierzyć.
I piszę to na spokojnie, bez emocji. Tak po prostu jest. I tyle. Zazdroszczę tym, którzy wierzą, że wszystko w tym kraju idzie dobrze.

Wojtek Sedeńko:

22 Wrz 2013 o 13:56.

A ja odpowiem nie przewrotnie – a dlaczego obie wymienione serie drukujemy sami i dystrybuujemy też sami, poza sieciami? Bo one nie są zainteresowane, bo zapłacenie im za dystrybucję skazałoby te niszowe produkcje na niebyt, a wydawcę na bankructwo. Tych książek nie byłoby na rynku NIGDY, gdyby nie nasz upór, nowe podejście do wydawania, zgoda na niewielki zysk (ale bez ryzyka straty), wyjście naprzeciw niszowemu zapotrzebowaniu. I pasja, by zaprezentować nieznane polskiemu czytelnikowi książki. I przypomnieć zapomniane.
Dlaczego tak dużo się ukazuje tytułów w tych seriach? Bo autorom i spadkobiercom nikt nigdy nie zaproponował innej formy wyjścia z cienia. I są bardzo na tak. Czytelnicy też. A dystrybutorzy pukali się w czoło. Te książki sprzedajemy codziennie, zamówień jest tyle, że subskrypcję nowości jesteśmy w stanie obsłużyć dopiero po tygodniu, szybciej nie dajemy rady.

Przeciwnik poczty:

22 Wrz 2013 o 14:28.

Powodzenie GG i APF świadczy więc o tym, że wbrew temu co Pan napisał w notce, możliwe jest życie wydawnicze bez księgarń i empików. Tak z innej beczki, czy można liczyć, że w GG ukaże się jakaś pozycja zawierająca inne utwory Weinbauma niż te znane z czarnej serii „Iskier” ?

Wojtek Sedeńko:

22 Wrz 2013 o 16:37.

Możliwe jest robienie książek niszowych, poza sieciami, ale gdybym miał to zlecać obcej drukarni, opłacalne by już nie było. Pytanie, ilu wydawców by na to poszło. Trzeba mieć też zaplecze internetowe.
Moim zdaniem sytuacja bardzo się wyklaruje na początku roku. Wtedy się okaże, ilu wydawców przetrwa ciężki czas.
Przyszłość serii GG to te tytuły, które są już podane. Dalsza perspektywa – wszystko zależy od czytelników. Będą jak dotąd kupowali, pojawią się kolejne książki. Także z rosyjskiej SF.

Szypuł:

24 Wrz 2013 o 8:14.

Panie Wojtku,
Trzeba zmienić model biznesowy, jak zauważył Przeciwnik Poczty, crowdfunding (ja wolę własne określenie, mecenat społeczny) jest rozwiązaniem. Trzeba zacząć wydawać książki tak jak się wydaje filmy, z gadżetami, wywiadami z pisarzami, naklejkami wplywem na akcję książki , jasne ze kiedyś trawa była bardziej zielona i w ogóle było lepiej ale świat się zmienia i idzie do przodu, można się z tym pogodzić i się dostosować albo podzielić los dinozaurów. Pytanie komu wystarczy jaj i ułańskiej fantazji żeby pójść tym tropem, Jestem przekonany że ten wygra. Niezależnie od wszystkiego Solarisowi życzę jak najlepiej

Shypool:

24 Wrz 2013 o 8:29.

Panie Wojtku, tak jak napisał Przeciwnik poczty, rozwiązaniem jest crowdfunding (wolę własne określenie: mecenat społeczny), książki trzeba zacząć wydawać jak filmy i gry komputerowe, z pompą, gadżetami, wywiadami z pisarzemi w internecie, ekskluzywną zawartością dostępną tylko dla mecenasów, możliwe że z wpływem mecenasów (oczywiście tych nachojniejszych) na akcję książki, może z postaciami mecenasów w grze komputerowej dziejącej się w świecie książki , wielkimi sprzedającymi się nazwiskami itd. to jest sposób na opłacenie honorariów i kosztów przygotowania książki,a później rozdawanie mecenasom w wersji elektronicznej i sprzedawanie e-booków po 4pln. hmm, no tak ale to już nie jest to samo co było do tej pory, kiedyś było piękniej trawa była bardziej zielona, nie było internetów i kradnących własność intelektualną. Ale świat się zmienia można się dostosować jak ssaki albo podzielić los dinozaurów. Jestem przekonany że wygra ten komu starczy jaj i ułańskiej fantazji by ruszyć pierwszemu drogą przełamywania dotychczasowych utartych i nieco skostniałych schematów. Niezależnie od wszystkiego trzymam kciuki i życzę wszystkiego najleprzego Solarisowi i dziekuję za GG i APF.

Wojtek Sedeńko:

24 Wrz 2013 o 10:18.

Ja chcę wydawać książki. Nie bawi mnie łączenie dystrybucji książek z nalepkami, filmami, maskotkami, hamburgerami, kubkami, breloczkami i czym tam jeszcze. Taki model marketingu jest dziś wymuszany w przypadku hitów – które najczęściej hitami w sensie jakościowym trudno nazwać. Przyznam się, że gdybym miał coś takiego robić, np. książka z kotletem, to bym chyba zmienił branżę 😀

Adam:

24 Wrz 2013 o 14:41.

Kto do pozycji wydawanych przez Solaris będzie chciał jakieś nalepki? 😀
Nie ten target raczej.
Jedynym ratunkiem dla niszowych produktów zwykle jest wzrost ceny. Niestety (dla mnie).
No ale cóż… Jeśli skończą mi się pozycje do czytania i mam wybrać między tanim hiciorem (z nalepkami i świętymi obrazkami celebrytów różnej maści), a drogą porządną literaturą, to nie będę długo się zastanawiał.
Wiadomo jednak co oznacza wzrost ceny – na mniej książek rocznie czytelnicy będą mogli sobie pozwolić.

grzesiekbeee:

24 Wrz 2013 o 18:18.

Shypool pragnę zauważyć, że polscy wydawcy gier nie wyszli na swoje jeśli chodzi o pierdółkowy marketing. Z tego co pamiętam polskie wydanie gry wyglądało jak zachodnia edycja kolekcjonerska – koszulki, karty, breloki, dodatkowe materiały itd. Schodzili z ceną do minimum (premiery były w „najlepszym” momencie za 79,99 w pre-orderze) i nagle bum Cenega została wykupiona/wchłonięta/czycotmsięstało, CDP zwolnił, kilka ekip się zwinęło i aktualnie dostajemy pudełko bez pełnej instrukcji za prawie dwukrotną kwotę.
W ciągu ostatnich kilku lat powstały nowe wydawnictwa i obstawiam, że tak to się będzie kręcić (zresztą jak w każdej polskiej branży) – małe firmy, które do pewnego momentu będą rosły i przynosiły zyski . Przyjdzie kilka miesięcy „na zero”, będą zwijać i zakładać nowe. Nie będzie najgorzej jeśli takie coś się utrzyma, problem pojawi się jak się nikomu już nie będzie chciało. Mimo wszystko trzymam kciuki za wydawnictwa i za ludzi którym się chce.

Wojtek Sedeńko:

24 Wrz 2013 o 19:23.

Najlepiej zaplanowaną akcję marketingową, wydane tysiące i miliony, przebija jeden marketing. Szeptany. Gdy ludziom produkt się podoba. Trafia do nich i wywołuje emocje. Jedni polecają drugim. Wtedy może to być opakowane nawet w starą gazetę.

Shypool:

25 Wrz 2013 o 8:52.

Ok

Wygląda na to, że użyłem zbyt wielu skrótów myślowych i nie zostałem do końca zrozumiany, więc w kwestii wyjaśnienia.

Po pierwsze, w chwili obecnej promocja gier jak i filmów zaczyna się jeszcze przed rozpoczęciem produkcji, tworzy się tzw. „Hype”, do informacji publicznej podawane są informacje o czym będzie film, o czym będzie gra, jacy aktorzy wystąpią wypuszcza się grafiki koncepcyjne wywiady z obsadą fragmenty itd.

Być może warto w podobny sposób promować książki już na etapie „produkcji” publikować wywiady, grafiki (np projekty okładek, ) tworzyć „hype”

To jedna rzecz. Druga rzecz to crowdfunding czyli jak napisałem wcześniej mecenat społeczny.

W dzisiejszym świecie coraz większą popularność zdobywają czytniki e-booków. Przez co książka podobne jak filmy, muzyka i oprogramowanie przestały być już tylko towarem w sensie fizycznym. Wiele osb dziś książki nie kupuje ale „ściąga” nie płacąc tak samo jak gry, muzykę czy filmy. Jednak podobnie jak z muzyką filmami i oprogramowaniem napisanie i przygotowanie książki wiąże się z kosztami W standardowym modelu biznesowym to wydawca (albo ktoś inny) wykłada pieniądze i ryzykuje własne pieniądze by wydać książkę i później na niej zarobić (no ale komu to ja tłumaczę 🙂 ),

Lecz jak pisał Lech Jęczmyk dziś mamy nowe średniowiecze, czas więc żeby pisarze, tłumacze i wszyscy ci, którzy pracują nad książką poszukali sobie mecenasów podobnie jak średniowieczni minstrele (albo sami musieli mieć kasę albo musieli mieć gościa który ich utrzymywał za ich twórczość). Współczesną formą mecenatu jest mecenat społeczny czyli crowdfunding. Na portalach internetowych (np. takich jak kickstarter) twórca przedstawia swój pomysł na produkt i próbuje zdobyć środki na jego wyprodukowanie (w ogromnym skrócie) , szuka inwestorów,ludzi którzy gotowi są zapłacić za ideę i zaryzykować pieniądze by po okresie produkcji otrzymać coś. Jeśli uda się zebrać określoną na starcie kwotę to mecenasi płacą pieniądze (jeśli się to nie uda to nie) a twórca (albo twórcy) dostają pieniądze na produkcję. (oczywiście możliwe że zbierze się więcej pieniędzy niż założona minimalna kwota, wtedy twórca ma więcej pieniędzy i może stworzyć lepszy produkt albo wypić więcej piwa 😉 ). Zazwyczaj mecenasi otrzymują za swoje pieniądze obietnicę czegoś np, wcześniejszy dostęp do produktu, dodatki, ekskluzywne zawartości itd.

W podobny sposób można zacząć wydawać książki. Spróbować przekonać do siebie czytelników przed stworzeniem produktu. Np. Pan X pragnie napisać (przetłumaczyć) książkę dziejącą się w miejscu Y opowiadającą o przygodach Z. Aby ją napisać, wydać, przygotować potrzebuje 10 000 $ taka oferta jest publikowana w odpowiednim serwisie społecznego mecenatu wydawców książek gdzie wszyscy którzy będą gotowi zapłacić odpowiednią kwotę otrzymają np:

Dla tych do dadzą min 10$ – książka w formie elektronicznej na 2 tygodnie przed oficjalną premierą.

Min 20$ – dodatkowo wydanie papierowe

Min 30$ – dodatkowe wydanie papierowe z autografem autora

Min 50$ – do wydania papierowego z autografem autora plakat z grafiką z okładki

Min 80$ – do wydania papierowego z autografem autora plakat z grafiką z okładki z autografem rysownika

Min 100$ – poza powyższym dostęp do regularnego wideobloga autora z wywiadami z powstawania książki

Min 150$ – poza powyższym dostęp do regularnego wideobloga autora z wywiadami z powstawania książki i dostęp do fragmentów z na etapie pisania

Min 200$ – poza powyższym dostęp do regularnego wideobloga autora z wywiadami z powstawania książki i dostęp do fragmentów z na etapie pisania i dostęp o forum na którym można podzielić się

Shypool:

25 Wrz 2013 o 8:55.

Oj nie zmieściłem się 🙂

Min 200$ – poza powyższym dostęp do regularnego wideobloga autora z wywiadami z powstawania książki i dostęp do fragmentów z na etapie pisania i dostęp o forum na którym można podzielić się swoimi uwagami z twórcą zadać pytania dostać odpowiedzi może wpływać na akcję książki itd

Min 5 000 $ – obiad z twórcą możliwość osobistego kontaktu z mistrzem

Ok to są przykłady można to wykorzystać albo nie. Jest to po prostu alternatywa dla tego co się dzieje obecnie

Wydaje mi się też że tak może wyglądać niezbyt odległa przyszłość wszelkich twórców
Pozdrawiam serdecznie 🙂

Beatrycze:

25 Wrz 2013 o 17:32.

Powiem tak – zdziwiło mnie zamknięcie Empiku na Rynku (krakowskim), zauważyłam też, jak książki ustępują rozmaitemu badziewiu. Tym niemniej w dziale książkowym jednak zawsze sporo osób się kręci, a gdy pojawiają się wszelakie promocje – jak np. kiedy prawie rok temu rzucono sporo książek na piętro „przecenionych” były tam tłumy, ludzie chadzali z całymi stosami, a co lepsze tytuły znikały w oczach.
Powiem inaczej – w kwestii fantastyki – staram się śledzić to, co się ukazuje i w ciągu ubiegłego półrocza nie wypatrzyłam wielu godnych uwagi pozycji, wyjąwszy Abercrombiego i Ucztę Wyobraźni. Niedawno miałam okazję kupić książki na zasadzie 3 w cenie dwóch i spędziłam chyba z godzinę, przeglądając półki, by w końcu dobrać sobie książki wydane parę lat temu.
Wreszcie – cena – proszę wybaczyć, ale książki Solarisu są po prostu drogie.
Osobiście 34 zł to dla mnie cena optymalna. No, powiedzmy do 39, to jest kwota, którą mogę od czasu do czasu wydać, by sobie coś, ot tak kupić.
45-50 mogę zapłacić za ładne twardookładkowe wydanie, najlepiej jeszcze jak są dwa tomy w jednym, albo powieść i opowiadania i to raczej nie wydam takiej sumy „w ciemno”
Żeby wydać 60 zł to musiałabym być absolutnie zdecydowana na konkretnego autora.
W księgarniach internetowych jest taniej, ale nie lubię kupować przez sieć, zresztą rozmowa jest właśnie o kupowaniu w księgarni.
Ceny książek naprawdę bywają zniechęcające.

Wojtek Sedeńko:

25 Wrz 2013 o 18:44.

Cena jest w Polsce najważniejszym czynnikiem kształtującym popyt. Mam czasem wrażenie, że nawet nie jakość książki. Ja sam wkładam między legendy ogłoszenia o upadku czytelnictwa. Książka tania znajdzie zawsze więcej chętnych, a tak słabo z czytelnictwem nie jest. Ludzie tęsknią do książki, ale jest ona za droga. Jeśli Heinlein czy Asimov mówili, że muszą pisać tak, by ich książka wygrała u nabywcy z chęcią nabycia dwóch piw, które były równowartością tejże książki, to dzisiaj trzeba pisać jeszcze lepiej… 😀 Bo książka kosztuje tyle co 15 piw. A to już jest konkurencja niebanalna.
Cena książki zależy od bardzo wielu czynników, największy wpływ na nią mają nakład i pośrednicy. Ci ostatni w dwojaki sposób: pobierają 50-60% ceny detalicznej książki (a towar nie sprzedany mogą zwrócić wydawcy, wchodzi w to też marża księgarska) oraz pobierając opłaty za wprowadzenie towaru do sieci.

Co do naszych cen. Mamy małe nakłady i ten fakt ma wpływ na cenę. Ja bym chętnie sprzedawał dziesiątki tysięcy kopii w cenie 9,90. Ale już w przypadku książek wydawanych w seriach cyfrowych i dostępnych tylko w naszej księgarni, ceny nie przekraczają 30 zł, lub lekko ją przekraczają, gdy objętość przekracza 20 arkuszy wydawniczych.

Tom Walenciak:

25 Wrz 2013 o 20:45.

Nie wiem dlaczego, ale propozycja shypoola wywołuje we mnie odruch obrzydzenia. Niewiele to ma wspólnego z historycznym mecenatem, wiele za to z czystą komercjalizacją i celebryckim blichtrem wciskającym się wszelkimi szparami gdzie tylko popadnie. Dziwne, że z tworzenia świetnych książek, nie stworzono jeszcze serii reportaży ani wydań wspominkowych typu „a ten akapit napisałem dla pana Czesia z W-wy”. Narcyzm, blichtr i pustka słowotokowa. Czyli współczesna popkultura.

Shypool:

26 Wrz 2013 o 12:57.

To znowu ja za co przepraszam, po prostu poczułem się znów wywołany do tablicy.

A propos nie wiem czemu: Nie wiem czemu ale za każdym razem gdy wracam do tego wątku przypomina mi się jedno zdanie z kabaretu „Potem” : „Mówią że prawdziwa sztuka obroni się sama. … Ale nie przede mną” 🙂

Chwilę potrwało zanim udało mi się przyporządkować poszczególne zarzuty Toma Walenciaka do odpowiednich fragmentów mojego zbyt długiego tekstu.

W kwestii komercjalizacji – hmm no wydawało mi się że piszę o sprzedaży książek wiec o zarabianiu pieniędzy niewątpliwie jest to związane z komercjalizacją wszak większość ludzi oczekuje wynagrodzenia za ich prace w postaci pieniędzy a nie tylko satysfakcji albo waluty watykańskiej („Bóg zapłać”). Ale jestem przekonani że znajdą się twórcy którzy są gotowi swoją pracę rozdać za darmo albo za tyle ile każdy jest im gotów zapłacić (w mojej branży ten model biznesowy nazywa się „shareware” najpierw skorzystaj a potem zapłać ile uznasz za stosowne).

W pierwszym wpisie pisałem że zdaję sobie sprawę że kiedyś trawa była bardziej zielona i ludzie kupowali każdą książkę, która się tylko pojawiła (no prawie – i znowu tekst z kabaretu tym razem „dudek” – tzw. „Duży sęk” – „Ludzie to chamy panie wszystko kupią” ) nie jestem pewien czy wszyscy byliby chętni przenieść się znów w tamte czasy. Czasy się zmieniły i czasem trzeba o klienta powalczyć walka często odbywa się nie tylko przeciwko branży browarniczej jak zauważył powyżej Wojtek ale także przeciwko innym mediom przemysłu rozrywki (trzeba przekonać człowieka że powinien poświecić swój czas i pieniądz właśnie na ten towar a nie inny), Oczywiście można uciekać od tematu, uznawać że literatura jest tylko dla inteligentnych, wybranych tych elokwentnych a nie tej całej ciemnej hołoty nurzającej się w pulpowej papce. No ale jak już się taką drogę wybrało to po pierwsze ciężko potem narzekać ze tak mało ludzi czyta i kupuje książki, po drugie dziwić się że książki się nie sprzedają. Albo otwieramy się na klientów i staramy się ich pozyskać albo gardzimy ich pieniędzmi i tworzymy produkt dla wybranych. Jak zauważył Wojtek we wpisie na blogu „chuju, muju, dzikie węże” się drukują i sprzedają, więc jest jakiś segment rynku który reaguje na ten „celebrycki blichtr”, może warto go przekonać do innych treści opakowując je „pod publiczkę”.

Jak rozumiem Tom uważa że to co odbywa się na konwentach fantastyki: spotkanie z pisarzami, dedykacje w książkach nie ma nic wspólnego z tą „narcystyczną komercją”, jednak kiedy ktoś proponuje to samo i mówi jak się dorzucicie do mojej nowej książki to dostaniecie dostęp do tego stanowi już „obrzydzenia godną pustkę słowotokową”.

Ja uważam że jeżeli ktoś gotów jest wydać swoje pieniądze na jakiś produkt to czemu mu go nie zaproponować. No ale rozumiem że dzisiaj proponowanie pisarzowi: „wpleć w powieść postać która wygląda jak ja dam ci za to 100 000”, nie ma nic wspólnego z niegdysiejszym stwierdzeniem: „jak będziesz malował obraz z Jezusem na krzyżu to namaluj mnie obok klęczącego dam ci za to 100 dukatów”.

Jakby nie patrzeć crowdfunding stał się dzisiejszą rzeczywistością, takie serwisy jak humble bundle czy kickstarter funkcjonują i wielu twórców pozyskuje tam pieniądze na swoją działalność, oferując w zamian różne produkty czy usługi.

Znowu wyszło długo, przepraszam Wojtka że nadużywam jego cierpliwości.

Pozdrawiam serdecznie

Beatrycze:

27 Wrz 2013 o 14:42.

Odnośnie ceny jeszcze.
O tym, jak ważny to czynnik niech zaświadczy to, że kiedy z okazji likwidacji Empiku były 30% zniżki na początku sierpnia fantastyka zajmowała ze 4 regały a po dwóch-trzech tygodniach tej promocji został już tylko jeden i to świecący pustkami.

Rozumiem, że to nie jest po prostu „wina wydawcy”, ale już nie rozumiem, czemu w takim razie sprzedawcy narzucają takie marże – przecież to księgarni powinno zależeć, żeby mieć szeroki asortyment a nie wydawcom, żeby ich książki znalazły się na półkach. Może, gdy jeszcze bardziej upowszechnią się zakupy przez internet ta tendencja się zmieni.

Zastanawiam się też nad wydawaniem polskich autorów – słyszałam, że swego czasu do wydawnictw przysyłano średnio 3-4 rękopisy/próbki dziennie. Czy spośród tego wszystkiego nie dałoby się wyłuskać kogoś, kto byłby dobry? Wtedy odpadłyby koszty tłumaczenia a i debiutant nie zażądałby nie wiadomo jakiego honorarium.

Przy okazji, kiedyś się zastanawialiśmy ze znajomymi – jakie są średnie nakłady książek fantastycznych, nie chodzi mi o żadne konkretne wydawnictwo, czy serię, po prostu jak to się plasuje.
Znajomy sądził, że około 1000 egz. ale to mi się wydaje za mało.
Przecież na starych wydaniach z czasów PRLu były nakłady i sięgały one kilkuset tysięcy egzemplarzy. Rozumiem, że teraz więcej tytułów to nakłady mniejsze, ale czy aż tak?

niuklik:

27 Wrz 2013 o 19:32.

Nie zdziwiłbym się, gdyby nakłady większości pozycji z działu fantastyka nie przekraczały 5000 egzemplarzy. Oczywiście są wyjątki (Rowling, Paolini, książki boostnięte głośną premierą filmu), ale nie wiem, czy to można policzyć na palcach dwóch rąk.

Wojtek Sedeńko:

27 Wrz 2013 o 23:17.

Nakład wyjściowy to 1000-1500, tyle potrzeba by zaspokoić pierwsze zatowarowanie księgarń. 5000 to bardzo dobry nakład. Fantastyka miewa 30-40 tys, ale to wyjątki. Bywają nawet 100 tysięczne sprzedaże, ale to longsellery.
Duży nakład, niższa cena, ale konieczność poniesienia sporych kosztów na marketing.
Wydawcy nie lubią dziś drukować na zapas. Polska to dziwny kraj – towar wyprodukowany, a nie sprzedany – czyli nadwyżki magazynowe to przychód wydawcy. Opodatkowany oczywiście. Stąd akcje 2+1, 3+1 – de facto jest to mało opłacalne dla wydawcy, to po prostu WIELKA WYPRZ.

adamk:

4 Paź 2013 o 17:19.

Czytelnictwo w Polsce umiera i wydawcy powinni zmienić model sprzedaży na pre-order czyli otrzymują od czytelników zainteresowanie jakąś książką wydaną na świecie ( np. na Amazon), wstawiają na stronce chęć jej wydania a ludzie głosują (wstępnie zamawiają ) że kupią , gdy osiągnie masę krytyczną, wstępnie można oszacować koszty i czas do wydania a następnie skorelować ilość z ceną ( czym więcej chętnych tym niższa cena jed.). Są fani którzy chętnie zapłacą 100 zł za ulubionego autora w niskim nakładzie a inni zapłacą 20 zł bo będzie tanio, za nieznanego autora ale przy wysokim nakładzie. W dobie komputerów,aplikacji webowych, internetu nie ma problem z uruchomieniem takiej strony ( sam coś podobnego uruchomię ale na mniejszą skalę i bez zamówień ). Jeżeli wydawcy nie wezmą się do roboty to za 3-5 lat zostanie ich połowa a po następnych 5-10 lat może 10% ponieważ część zawiedzionych fanów nauczy się angielskiego -) , no zostanie jeszcze Polska SF

Czytelnik:

7 Paź 2013 o 19:30.

Niestety, ja się jednak przychylam do tezy o postępującym upadku czytelnictwa. I tu bynajmniej już chodzi nie tylko o fakt, że trzeba za te książki wydawane przez wydawnictwa zapłacić(co jest rzeczą oczywistą) – można je najnormalniej wypożyczyć z biblioteki, ale…no właśnie. Tutaj pojawia się dopiero ALE. Mam 23 lata i w moim najbliższym otoczeniu przebywa wiele młodych ludzi(i tych po 20stce, jak i tych przed 20stką). O ile ja zaczytywałem się w literaturze fantastycznonaukowej mając te naście lat, o tyle na 15 zapytanych osób, tylko dwie wiedziały, kim był w ogóle Stanisław Lem(Stanisław Lem!! flaga polskiej SF). Nie mówiąc już o dziełach Arthura C. Clarke’a, Philipa Dicka Kindreda, czy innych uznanych autorów SF. Powolne umieranie czytelnictwa, fakt, iż ludzie wolą wydać 30 zł na kino, popcorn i dużą colę, zamiast na intelektualną ucztę to brutalna prawda i nie należy jej wkładać między bajki.

Zostaw komentarz