Trzydziestolecie NF

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 31 Październik 2012

O trzydziestoleciu „Fantastyki” już pisałem, prezentując pierwszą i 361 okładkę magazynu (wywołała ona zresztą, dość kwaśną, dyskusję na FB wśród zagranicznych autorów, którzy nie wiedzieli, że jest nawiązaniem do okładki numeru pierwszego). Redakcja, a właściwie przede wszystkim Maciej Parowski fetowali jubileusz przez cały rok na kilku konwentach, jak mi zaś doniesiono, bawiono się też hucznie na bankiecie z tej okazji w Warszawie. Cóż, powód do zabawy niewątpliwie jest, 30 lat to nie w kij dmuchał.  Imprezy jubileuszowe były zresztą dwie, na tej drugiej, alternatywnej, bawili się redaktorzy usunięci (wyrzuceni) z redakcji. I też było ponoć wspaniale.

Miesięcznik (wciąż mój ulubiony i – dodam – jedyny, jaki jeszcze czytam w papierowej wersji) przeglądam ostatnio raczej niż uważnie czytam. Interesują mnie opowiadania i felietony. Więcej bowiem do czytania dla siebie odnajduję w „Czasie Fantastyki”. Ale numer październikowy i listopadowy przeczytałem dokładnie. Ten pierwszy, który powinien być WYBUCHOWY, srodze mnie zawiódł. Drugi był lepszy.Magnesem była wypowiedź Jacka Dukaja, którego słowom zwykłem uważnie się przysłuchiwać. Podsumował on polską fantastykę na tle zachodniej, podzielił ja na trzy zabawne (ale dla literaturoznawców nieznaczące) okresy, wybiegł też w przyszłość fantastyki, widząc w niej fundament literatury przyszłości w ogóle. Z tym że będzie to już literatura (a tym samym i fantastyka) innego rodzaju niż ta, do której przywykliśmy. Nastąpi rozmycie funkcji pisarza w społeczeństwie, JD widzi wielki wpływ e-booków, Internetu, fanfików i self publishingu, które literaturę odmienią, sprawią, że stanie bardzo interaktywna. Cóż, trudno się z tym nie zgodzić, proces od jakiegoś czasu zachodzi w USA i powoli w Europie Zachodniej, dociera też do nas. Jest to proces, który od dawna obserwujemy w muzyce rozrywkowej, gdzie sample czy featuring są obecne prawie od półwiecza. Kompatybilna też jest lista utworów JD z moją prywatną, pewnie za sprawą tego, że stosujemy to samo narzędzie – pamięć. Wybierając własną listę przebojów podpieram się swoją pamięcią i uczuciami, a nie rankingami z sieci.

Artykuł filmowy podsumowujący 30 lat kina przeleciałem jeno, bo zdał mi się pobieżny i oderwany od całej historii kina SF. Zatrzymałem się przy felietonach, ale tu – choć felietoniści znakomici – trochę się zawiodłem. Zarówno Watts, Orbitowski, jak i Kosik pisują rzeczy lepsze. Choćby ŁO dał popis w poprzednim numerze pisząc o opowiadaniu Wattsa i filmie Carpentera. Z kolei Watts tym razem napisał o rzeczy ważnej, ale w sposób ciężki i odbiegający od swego zwykłego stylu. Co do tekstu Ćwieka, to przeczytałem go i wzruszyłem ramionami. Autor pojechał po mistrzach, którzy tworzą nie tylko arcydzieła i o tym, że powinni odchodzić w chwili chwały, aby nie psuć własnej chwały (najbardziej dostało się Sapkowskiemu i Scottowi).  Cóż, ja z wielkim zainteresowaniem będę zawsze czytał Sapkowskiego i oglądał nowe filmy Scotta i nie chcę, by odchodzili. Bo nawet w słabszej formie są lepsi od… np. autora felietonu, który może powinien odejść, zanim napisze coś, co zyska miano dzieła kultowego.

Opowiadania. Akurat tu trafiły się opowiadania nie najgorsze, Pratchett to ukłon dla fanów tego pisarza, Valente na krzywej wznoszącej. Z krótkimi formami teraz krucho. Rynek opowiadań się kończy, częściej je przeczytać można w Internecie niż w antologiach. W Polsce praktycznie nowe opowiadania zachodnie przeczytacie już tylko w „NF” i Krokach w nieznane. A mimo to obaj redaktorzy odpowiedzialni za wybór narzekają, że nie ma skąd czerpać tekstów. Takie czasy.

Komentarze (1)

Michał:

1 Lis 2012 o 19:19.

Cóż brak opowiadań…hmm to szansa dla debiutantów 😛

Zostaw komentarz