Jak się robi newsy w telewizji

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 10 Sierpień 2012

Dałem się nabrać TV. Nie przypuszczałem, bo wszystko co w tej telewizji dzisiaj się pokazuje jest tak koszmarnie głupie i spłycone, że tylko dzidziuś dałby się nabrać. Ja dałem. Na usprawiedliwienie dodam, że tylko dlatego, iż w TV wystąpił mój dobry znajomek. Nie pamiętam już gdzie był ten news, bo odbiornik włączony, a ja czytam zwykle książkę lub robię redakcję, aż tu nagle znajomy głos i kolega (z fandomu, dodam podpowiedź), występuje w TV jako kolekcjoner płyt winylowych. Od tej strony go nie znałem. Słucham z zainteresowaniem, jak to dzisiaj trudno kolekcjonować płyty, jaki to niepowtarzalny dźwięk wydaje zdarta płyta i takie tam. Poruszony, gdy ów kolega odzywa się w innej sprawie po kilku miesiącach od newsa, odpisuję mu, że mam na strychu coś z 700 płyt, nie mam gramofonu, może jest zainteresowany.

I tu w korespondencji wyszła cała – banalna i śmieszna – historia. Otóż do tego znajomego zadzwonił jego znajomy z lokalnej TV z informacją, że ma zamówiony materiał i za 20 minut będzie u niego z operatorem, by nakręcić materiał o jego kolekcji płyt. I odłożył słuchawkę. Mój kolega szybko odkurzył swoje stare 50 płyt (też mi kolekcja przy moim złomie), gramofon i akurat zdążył na wizytę telewizorów. Wieczorem został w domach całej Polski ogłoszony kolekcjonerem. Potem okazało się, że autor materiału z Warszawy miał żonę z jego miasta, ona mieszkała na jednej stancji z moim kolegą, tam zapamiętała jego płyty i tak powstał mit o kolekcji. Jak to mawia klasyk kina: jest prawda życia, jest prawda ekranu.

Plota rodzi plotę, dziurawa pamięć prowadzi na manowce, a telewizja składa to w fałszywą rzeczywistość. Cóż za cepy tam pracują. Szukając kolekcjonera płyt uderzyłbym do któregokolwiek prezentera z Radia. A tak szybko zmanipulowano kawałek i puszczono jako prawdę ekranu. Która nijak się ma do prawdy życia.

Żyjemy w dziwnym kraju…Mówi się, że Dziki Zachód to było bezprawie. Gdzie tam mu jednak do polskiego bezprawia? Oto polski złodziej operujący jako biznesmen. Ma 28 lat, nigdy nie pracował uczciwie, tylko okradał ludzi. W świetle prawa, które go chroniło. Ferowało mu wyroki, pięciokrotnie, z tego trzy w zawieszeniu, groziło paluszkiem, ale śmiało się w kułak z frajerów, którzy dali się naciągnąć. Bo w państwie prawa, drugi wyrok – nawet niekoniecznie w podobnej sprawie (a te były podobne) – powinien oznaczać egzekwowanie, z pełną surowością, pierwszego wyroku. Czyli izolacji delikwenta w ZK. U nas to tak nie działa. Złodziej zmienia nazwiska, wykorzystuje luki w prawie i okrada obywateli dalej.

Dziki Zachód może i był bezprawiem, ale każdy mógł wziąć prawo w swoje ręce. Koniokrada mógł powiesić, złodzieja obić, wytarzać w smole i oblepić pierzem. Forsa może się nie zwracała, ale widowisko było. A u nas widowisko, niczym z kiepskiej groteski, robi z siebie państwo.

Komentarze (2)

Charlie Librarian:

10 Sie 2012 o 11:32.

Też dzisiaj przeczytałem o owym prezesie. Zaprawdę trzeba mieć w sobie mnóstwo bezczelności, aby tak igrać z państwem. Ale jak to się mówi – „grasz tak na ile Ci przeciwnik pozwala”. W tym przypadku państwo polskie przeciwnikiem dla tego pana jest żadnym i sromotnie ponosi klęskę.

Wojtek Sedeńko:

12 Sie 2012 o 7:59.

Trzeba dziś do dziennikarza uderzać z tekstem jak z PRL-u: „Zanim szanownemu redaktorowi odpowiem, czy możemy ustalić, co redaktor chciałby, żebym powiedział”. Odtwarzam z pamięci, to z Mleczki. A anegdota przednia.

Zostaw komentarz