Błond, Statystyczny Błond

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 8 Czerwiec 2012

Dzisiaj po robocie jeszcze popracowałem w ogródku, skosiłem trawniki, a następnie, tak pół do szóstej wsiadłem na rower, by zrobić codzienne kilometry naokoło jeziora. Miasto wyciszone, zero aut, piesi nieliczni, czułem się jak w powieści Mathesona „Jestem legendą” – ostatni człowiek na świecie. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że wszyscy pewnie zasiedli przed telewizorami, bo jakiś mecz pokazywali. I gdy tak sobie jechałem pustym szlakiem pojąłem, żem jest jakimś statystycznym błędem,  marginesem wymykającym się wszelkim tabelkom, obliczeniom, wskaźnikom – człek niedzisiejszy – odporny na reklamę, pijar, kaznodziejów, modę i inne podobne bzdety. Czyli jestem Błond, Statystyczny Błond.

Po chwili poczułem się raźniej, bo dołączyły do mnie dwie urocze studentki Uniwersytetu Wiejsko-Miejskiego (w skrócie UWM) i przejażdżka zrobiła się jeszcze milsza. Czy grupka nasza to wciąż margines statystyczny?

Komentarze (3)

bombacjusz:

9 Cze 2012 o 14:45.

Miło wiedzieć, że takich dziwadeł jest trochę. Czasami czuję się jak kosmita. Albo wybryk natury.

Tomasz Walenciak:

9 Cze 2012 o 23:23.

Eee tam, zaraz błond statystyczny – ja w tym samym czasie ogarniałem zakupy przed wyjazdem na pogrzeb stryjecznego dziadka – ułana wielkopolskiego, któremu zmarło się w pięknym wieku 98 lat, a równocześnie na urodzinowe ciasto mojej 3-letniej Zochny. Tym samym pustki w mieście sprzyjały zadumie nad tym zestawieniem okoliczności, i dobrze, bo mogłoby dojść do wypadku.

A czy błond, który nie jest już sam, to wiel-błond?

Wojtek Sedeńko:

10 Cze 2012 o 8:51.

Wiel-błond statystyczny brzmi dumnie. Cieszę się, żem nie sam.

Zostaw komentarz