Rentyny i Gietrzwałd

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 3 Maj 2012

Kolejną wycieczkę, na którą dał się nam namówić również najmłodszy syn, zaplanowaliśmy sobie z Gietrzwałdu. Ta słynna, przynajmniej wśród katolików miejscowość leży od naszego domu zaledwie 10 km, a wokół rozciągają się ładne lasy, rzeka Pasłęka, która na całej swej długości jest rezerwatem bobrów, jeziora. Zaparkowaliśmy pod legendarną już Karczmą Warmińską, którą zawsze nawiedzamy z gośćmi festiwalu w Nidzicy – byliśmy tu z Silverbergiem, Mielkem, Diaczenkami, Galiną, Martinem, Eschbachem i innymi. Wszyscy chwalili michy pierogów, jakie tu  przygotowuje się dla pielgrzymów.

Najpierw okrążyliśmy jezioro Rentyńskie, gdzie na wiejskiej plaży tłumnie wypoczywali już olsztynianie. Jazda północnym brzegiem jest uciążliwa, wysokie skarpy, bukowy las, wąskie ścieżki. Ale widoki kapitalne. Potem podjechaliśmy pod Pasłękę, a następnie wijącą się wśród wzgórz asfaltówką wróciliśmy do Gietrzwałdu. Pod kościołem tłumy wiernych i pielgrzymki. W Polsce jest kilka miejsc objawień maryjnych, ale to w Gietrzwałdzie bywa porównywane do Fatimy, Guadelupy czy Kibeho. Patrząc na wypacykowanych wiernych, luksusowe samochody i klimatyzowane autokary pomyślałem, jak bardzo zmienił się charakter pielgrzymek i ilu wiernych udaje się do źródełka w Gietrzwałdzie faktycznie z autentycznej potrzeby wiary. Ze zdumieniem na parkingu pomiędzy  autokarami odkryliśmy śmigłowiec prywatny, którym przylecieli do kościoła jacyś majętni Polacy. Katolicy. Po załatwieniu celu swojej wizyty, jakikolwiek by on nie był, wystartowali z hukiem i zrobili rundkę nad kościołem, zrywając maluczkim kapelusze z głów. Czapki z głów, pan leci na swojej miotle.

Zostaw komentarz