Dzień wolny

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 14 Kwiecień 2012

Dzisiaj zrobiłem sobie dzień wolny. No, może nie do końca, bo za chwilę wklepię parę haseł do Encyklopedii Fantastyki, ale calutki dzień spędziłem tak jak lubię – na świeżym powietrzu, w lesie, nad pięknym jeziorem, razem z żoną jeżdżąc po leśnych i polnych drogach na rowerach. Nie było to otwarcie sezonu rowerowego, ale i tak zakwasy mam takie, że mógłbym kwas w ampułkach odsprzedawać.

Wybór padł na jezioro Kośno – bodaj najpiękniej położone jezioro na Warmii i Mazurach. Może bić się z nim o palmę pierwszeństwa tylko Łańskie lub Pluszne (znane festiwalowiczom – nad nim mieszkaliśmy w 2008), ale dla mnie oba odpadają. Pluszne jest cudne, ale już zatłoczone, Łańskie ma parę ośrodków wypoczynkowych, niby nikną w wielkich lasach, ale jednak… Kośno to ścisły rezerwat, jedna malutka wioseczka przycupnięta na przesmyku, a tak cisza, las, wysokie brzegi – mało miejsc z łatwym dostępem do wody.

Po prostu super. Oczywiście rajd rowerowy miał też pewien cel – szukałem miejsca na wrześniowe spotkanie paczki przyjaciół. Wyklepałem kilka adresów w sieci, zrobiłem selekcję, wyszło mi, że jak chcemy się odgrodzić od świata i w spokoju delektować się przyrodą, to najlepiej nad Kośnem. Znalazłem parę pensjonatów w Łajsach, owej małej wiosce nad jeziorem, ale po przyjeździe na miejsce spotkało mnie rozczarowanie. Jeszcze kilka lat temu ten śliczny zakątek przyciągał letników, był bar z rybką, sklepik, historyczna budka graniczna (między Warmią i Mazurami, dokładnie na moście nad rzeczką spinającą dwa jeziora). Dzisiaj po tych atrakcjach nie ma śladu. Pochodziłem, pogadałem z miejscowymi – interes podupada, lokal zamknięto, sklepik też, budka się rozpadła. Jeśli takie cudowne miejsce popada w zapomnienie, to źle się dzieje w państwie polskim.

Choć z drugiej strony, taka cisza (tam letników nigdy nie było dużo) to skarb. Lasy wokół ciągną się na kilkadziesiąt kilometrów. Wybrane pensjonaty okazały się albo za małe dla nas, albo za bardzo gierkowskie w stylu (czytaj pachnące jak zombiak). Ale jak ktoś jest uparty i pracowity, spotyka go nagroda. W trakcie wycieczki trafiliśmy na miejsce cud. Chałupa przy leśnej drodze, napis agroturystyka. Rozszczekał się wilczur, wyszedł gospodarz. Zaczęliśmy rozmawiać, pokazał nam swoje włości. Pokoi tyle, ile potrzebowaliśmy, sprzęt wodny, mnóstwo miejsca. Głusz taka, że telefony nie mają zasięgu! Zero internetu. Rewelacja. Zakochaliśmy się w tej Banderozie od pierwszego spojrzenia. Nie pokażę zdjęć, nie wyślę ich też przyjaciołom – chcę zobaczyć ich miny, kiedy to magiczne miejsce zobaczą we wrześniu. Jedyny problem to trafienie na miejsce. Ale to już moja sprawa.

A na fotkach parę ujęć znad leśnego Kośna.

Komentarze (8)

Tomasz Walenciak:

15 Kwi 2012 o 0:14.

Zazdraszczam 🙂 My, niestety, na razie stacjonarnie wyczekujemy dnia, w którym juniorzy nabiorą większej mobilności. Ładnie tam u Pana na Warmii-Mazurach.

Michał:

15 Kwi 2012 o 10:49.

Piękne miejsce. Zazdroszczę Ci Wojtku, że masz blisko do takich zakątków.
W Bydgoszczy wprawdzie jest Leśny Park Kultury i Wypoczynku , jednak jest on stworzony przez człowieka. Tutaj prawdziwa głusza i to gospodarstwo…

Wojtek Sedeńko:

15 Kwi 2012 o 11:03.

Ale macie niedaleko Tucholę, jadąc na Wałcz i Piłę piękne lasy, mnóstwo małych jeziorek. Bardziej zagospodarowane, ale jednak. Widziałem szmat świata, ale Polska jest cudowna.

Wojtek Sedeńko:

15 Kwi 2012 o 11:07.

A pod Zieloną Górą brzydko? Byłem na spływach kajakowych, na MRU, miejsca wokół jeziora i zamku w Łagowie cudne. Nb. to na konwencie w 1983 roku właśnie w Łagowie kluby ustaliły pierwsze ramy nagrody, dzisiaj zwanej Zajdlem. A dzieci trzeba uczyć mobilności od małego, zabierać na rowery w nosidłach, dawać wdychać powietrze z łąk i lasów, potem nie będzie mowy o żadnych uczuleniach i alergiach. Moje, już dorosłe, ale wycieczki uwielbiają. Teraz to aż zębami zgrzytam, jak sobie przypomnę, do jakiego wysiłku ich czasem zmuszaliśmy – mam przed oczami, jak najmłodszy, wtedy kilkulatek jedzie na trójkołowym jeszcze rowerku śpiąc! Pedałował przez sen 😀

IwoX:

15 Kwi 2012 o 20:39.

Ależ pięknie! Mieszkając w „wielkim mieście” człowiek zapomina jakie cudne zakątki są jeszcze na świecie:) I to całkiem niedaleko, bo we własnym kraju! I słońce mieliście:) A u nas cały dzień padał deszcz…

Tomasz Walenciak:

15 Kwi 2012 o 22:34.

Cudnie, cudnie … A jak pięknie można się zagubić na naszej nadwarciańskiej Patelni. Za to właśnie lubię Brandenburgię – z jednej strony leśne pagórki, szemrzące strumyki, bukowe łęgi i wzgórza, chłodne jeziorka otoczone ze wszystkich stron puszczą. A zaledwie parę kilometrów dalej połać nadrzecznych łąk i bagien, gdzie słońce smali niemiłosiernie, a wiosną stoi woda. Tylko skala inna niż na wschodzie. Na ile zdążyłem się zorientować, brandenburczyków porażają dwie rzeczy. Raz, że za Zbąszyniem robi się za płasko i pierwszą reakcją są zwykle mdłości. Dwa, że odległości między miejscowościami za linią Wisły są niewyobrażalne dla kogoś, kto zawsze ma najdalej 18 km do następnego miasteczka, a pod drodze zwykle dwie lub trzy wioski.

Wojtek Sedeńko:

16 Kwi 2012 o 8:17.

A było, deszcz dzisiaj przyszedł. Ale kondycha już nie ta, te piaszczyste moreny, podjazd, stromy zjazd, i tak co chwila, wypompowani byliśmy. Ale w najbliższą sobotę powtórka, teraz kurs na Bałdzki Piec. Żal tylko, że ledwie dwa rowery mogę załadować, bo dzieciaki też by chciały… Zdjęcia wrzucę.

Wojtek Sedeńko:

16 Kwi 2012 o 8:20.

No to i tak nie maja tłoku. Ale u nas faktycznie, przestrzenie są. Jakbym się uparł, to lasami, w których leżą wspomniane przeze mnie jeziora, i wiele innych, mógłbym z północy na południe ze 100 km zrobić nie wyjeżdżając spomiędzy drzew. W kierunku wschód – zachód z 60. I to najlepszy dla mnie sposób spędzania czasu, rowery na auto, leśny parking i w drogę. Teraz i gpsy są, ale lepiej z mapą, starą, wysłużoną sztabówką.

Zostaw komentarz