Nowy SFinks, 1/2012 (vol. 43)

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 21 Marzec 2012

Jak w temacie – nowy numer poszedł dzisiaj do druku. Będzie rozsyłany za tydzień, razem z drugą częścią Imienia Bestii Nika Pierumowa. W numerze sporo o gościach tegorocznego festiwalu, recenzje, felietony (Sokołowski, Oramus, Błaszkiewicz i Zimniak) i ponad setka nowości książkowych. Jak może wiedzą to jeszcze nie wszyscy – SFinks jest pismem pełno kolorowym, 32 stronicowym, i gratisowym. Otrzymać go można zamawiając 2 książki z działu  fantastyka w księgarni Solarisnet.pl  Archiwalne egzemplarze, które są dodrukowywane na zamówienie, także można otrzymać za darmo, zgodnie z powyższą zasadą. Więc jeśli chcecie mieć SFinksa – a jest w nim co poczytać – a i tak kupujecie w sieci książki, kupcie tym razem u nas. Uff, ale kryptoreklama 😀

A czasy ciężkie dla gazet, również fantastycznych, bo po F&SF zamyka się po majowym numerze Science Fiction, Fantasy i Horror. Smutna wieść. Coraz mniej będzie opowiadań do czytania.

Komentarze (11)

Mord:

21 Mar 2012 o 14:18.

Przy waszych cenach to i tak sobie odbijacie.

Wojtek Sedeńko:

21 Mar 2012 o 14:42.

To było bardzo złośliwe. Może podyskutujemy o tym? Na jakichś przykładach?

Artur Chruściel:

21 Mar 2012 o 17:49.

Ja już kilka razy chciałem podyskutować, zresztą bez żadnych złośliwości, ale Solaris lubię i głupio mi na Waszym forum pokazywać przewagi konkurencji. Niemniej, choć księgarnię macie świetnie zaopatrzoną, cenowo zupełnie mi się zakupy u Was nie kalkulują i zamówienia składam głównie z okazji SFinksa. Przykład oczywiście podam, ale proszę o pozwolenie, bo to jakoś tak niegrzecznie na łamach gospodarza bez jego zgody.

Wojtek Sedeńko:

21 Mar 2012 o 18:11.

Proszę przysłać przykład, a najlepiej więcej.

K.:

22 Mar 2012 o 3:06.

Solaris nie ma najtańszych książek w porównaniu do… No właśnie, do jakiego wydawnictwa?Wydającego jakich autorów?
Większość pozycji jakie wydają, jest z bardzo górnej półki. Nie będę tutaj dawał przykładów za swoją tezą, bo musiałbym rzucać wydawnictwami i autorami. A czy „przy swoich cenach sobie odbijają”? Muszą sobie odbijać, bo inaczej chyba by się nie utrzymali na rynku.
Mam znajomego, który posiada sporą, prawniczo-ekonomiczną wiedzę na temat sytuacji polskich wydawnictw. Kiedyś wyłożył mi, jak to jest z kosztami wydawania. Odniosłem wrażenie, że w naszym kraju nie opłaca się wydawać książek.
A teraz bardziej z autopsji:
Gdy nagle zaczynam „potrzebować” jakiejś książki, pędzę do księgarni i po prostu ją kupuję.
Mam jednak tendencję do kupowania książek na zapas.
Zamawiam wówczas książki za ponad 200 lub 280 złotych. I co dostaję? Jeden albo dwa gratisy. Dodatkowo, czasem trafi się książka za 50% ceny. Albo dwie. I SFinks. I transport gratis.
I co widzę na paragonie? Że sobie odbijają?
W uniesieniu zrobiłem trochę reklamy, ale zapewniam że ja nie stąd. Pozdrawiam.

Wojtek Sedeńko:

22 Mar 2012 o 9:22.

Dziękuję za komentarze. Dostałem ich kilka w sprawie cen w sieci, muszę to przed zatwierdzeniem posprawdzać. Chciałbym zresztą o tym więcej napisać na blogu, ale wymaga to trochę czasu, a z tym u mnie krucho. Ja te wszystkie uwagi rozpatrzę bardzo szczegółowo, bo chcemy, by nasz nowy sklep, którego wersję prezentacyjną nawet wczoraj oglądaliśmy, stał się jak najbardziej przyjazny dla klienta ze stażem – niekoniecznie kupującego dużo, ale chodzi nam o premiowanie przywiązania do sklepu. Pójdą za tym punkty promocyjne, rabaty. Opracowujemy strategię, a te uwagi, co spływają, są pomocne.

Generalnie, dobry sklep internetowy nie ma szans konkurowania w tzw. przeglądarkach cenowych (które już w Polsce zarabiają na tym pośrednictwie bardzo dobrze) z byle jakimi portalami, co opuszczają ceny do poziomu ocierającego się o opłacalność, tylko po to, by przyciągnąć do siebie klienta, a potem się nim nie zajmować. Polityka to w Polsce normalna, korporacyjna, jak w telefoniach komórkowych. Przyciągnąć, zarobić, a potem bujaj się, frajerze. W takich sklepikach dochodzą koszty uboczne, transporty (czasem zawyżane, by jeszcze dorobić), co nie jest widoczne gołym okiem. Sklepy poważne mają promocje w różnego rodzaju akcjach, niewidocznych na pierwszy rzut. Zakupy w sieci trzeba przemyśleć. I coraz więcej ludzi tak robi.

Zaniżanie cen prowadzi do destabilizacji tynku, bezmyślnego i dorywczego skoku na kasę. Wydawcy, hurtownicy, detaliści najczęściej myślą takimi kategoriami, bo liczby i procenciki muszą po wpisaniu w odpowiednie okienka pokazać strzałeczkę skierowaną ku górze. Ale to jak z viagrą – efekt daje krótkotrwały, a potem powrót do uwiądu. Taka mi się konstatacja właśnie nasunęła, że to porównanie viagry i uwiądu pasuje jak ulał do światowej gospodarki 😀

Trzeba myśleć o rynku jako całości. Jeśli wydawca będzie mocno obniżał ceny w sieci na swoje produkty, to położy księgarnie stacjonarne (albo one nie wezmą jego towaru), a w ten sposób skróci sobie listę dystrybucyjną. Dajemy rabat na nasze książki w sieci po to, żeby zrównoważyć koszt cargo, ale cena detaliczna to jest naprawdę właściwa cena dla książki. Więcej obniżać cen nie wolno, chyba że na starsze tytuły, ostatki magazynowe itd. Inaczej to strzał w kolano.

I odpowiedź dla K. – tak wydawanie książek to dzisiaj słaby interes dla wydawcy. Ale dobry dla wszystkich pośredników. Dlatego hurtownicy i detaliści skupują właśnie z rynku wydawnictwa lub zakładają własne, by wchodzić na kolejne segmenty rynku. Urząd przeciwdziałający monopolizacji niewiele robi. I tak statek rynku idzie już z mocnym przechyłem, łapie wodę dziurami, stery nie działają, a na horyzoncie rafy. A pasażerowie biją się o bezużyteczne kandelabry z sali balowej, zamiast naprawiać stery i wypompowywać wodę. Widzę już nawet szczurki uciekające z tego okrętu.

KrzysztofS:

23 Mar 2012 o 13:19.

Kto pamięta „Masz wiadomość”? Akurat pasuje do tematu. Są – w realu i na sieci – hipermarkety książkowe i mają swoje zalety. Ceny, dostępność nowości, łatwość zrealizowania transakcji, upusty cenowe. Ale… powinny być też i na sieci, i w realu, małe księgarenki z atmosferą. Takie, gdzie kupisz może i drogo, ale wiesz co kupujesz, a jak nie wiesz, właściciel poradzi. A już szczególnie cenne jest to, że jak chcesz, możesz się z nim nawet pokłócić.
Jeśli kimś rządzi jedynie pieniądz, proszę bardzo. Wyrazy współczucia. Tylko szkoda, że polskie przysłowia przestają już być mądrością narodu. „Chytry dwa razy traci”. Może zastąpi je angielskie: „You really get what you paid for”, które polecam tanim kupowaczom.

niepco:

24 Mar 2012 o 19:11.

A propos SFinksa i zamówień w księgarni. Zrozumiałe, że Solaris musi prowadzić swa politykę wydawniczo-cenową. Tak samo zrozumiałe jest kupowanie książek gdzie jest najtaniej (takie czasy), ale trochę niefajne jest zmuszanie długoletnich klientów księgarni (ja mam staż już 16-letni) do kupowania książek, które gdzie indziej są tańsze o kilkanaście złotych – czy nie byłoby bardziej fair po prostu SFinksa sprzedawać?

Wojtek Sedeńko:

24 Mar 2012 o 19:30.

Nie rozumiem. Rozdajemy i zmuszamy trochę się gryzie, prawda? Nikogo nie zmuszamy. Nie ma obowiązku.
Druga sprawa. Gdzie nasze książki można kupić o kilkanaście złotych taniej? Chciałbym to wiedzieć, bo może ktoś bez naszej zgody je dodrukowuje? Kilkanaście oznacza rząd wielkości powyżej 12 zł, co oznacza sprzedaż o 30% niżej od detalu, a tym samym jest dumpingiem, czyli zabiegiem niedozwolonym. Chyba że ktoś bankrutuje i syndyk wyprzedaje majątek.
Już (chyba właśnie z Panem) tu dyskutowaliśmy na ten temat i pracownik sprawdził i wykazał błąd w obliczeniach, wskazując na nasze ceny na allegro, które są takie jak w innych księgarniach, ale nie uwzględniające cen transportu.
Jeżeli jest taka księgarnia, która sprzedaje nasze produkty po zaniżonych cenach, to chcielibyśmy poznać jej adres sieciowy.

niepco:

24 Mar 2012 o 20:20.

„Zmuszanie” powinienem był ubrać w cudzysłów – zatem bez urazy, obowiązku nie ma. Pisząc o Waszych książkach miałem na myśli ogólnie fantastykę ale dla przykładu: ostatnie Kroki nabyłem w bonito o ponad 10 zł taniej niż mógłbym u Was (okej, ponad 10 to może jeszcze nie kilkanaście:-) no i nie płacę za transport więc może tu jest pies pogrzebany. Swoją drogą, wdrażanie nowego systemu rabatowego świadczy że tez czujecie potrzebę zmian w polityce cenowej, prawda? I słusznie. Wracając do mego pytania o sprzedawanie SFinksa – czy rozważacie taka opcję? Jestem pewien, że nie ja jeden chętnie bym z niej skorzystał…

Wojtek Sedeńko:

26 Mar 2012 o 14:34.

My też to wzięliśmy w cudzysłów 😀 SFinks jest pismem darmowym i dlatego ma tak dużą publikę. Wolę o nim myśleć jak o promocji. Gdybyśmy zaczęli go sprzedawać, nakład poleciałby o połowę. Bez sensu. Nam zależy na jak największej liczbie rozdanych egzemplarzy.
A nowy sklep i system rabatowania, uwzględniający „wierność” (czy jak to się dzisiaj nazywa „lojalność”) powinien zacząć funkcjonować w wakacje. Będziemy oczywiście o tym bębnić odpowiednio wcześnie.
A nowy numer jest od środy.

Zostaw komentarz