Samuel R. Delany w Solaris

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 14 Marzec 2012

Na wstępie przepraszam za kilkudniowe milczenie, ale urobiony jestem po uszy. SFinks 43, festiwal, encyklopedia, redakcja Sawyera i Rakietowych szlaków, robota bieżąca – powoli tracę kontrolę. I tak jakoś zapomniałem, że czas najwyższy dodać trochę newsów, albo chociaż zacząć ujawniać zapowiedzi wydawnicze na ten rok. Bo tego oczekujecie zapewne najbardziej.

Samuel R. Delany to jeden z moich ulubionych pisarzy. Potrafi pisać zwięźle, nie ulegać modom, a jednocześnie rzucać tyle pomysłów na kartach jednej opowieści, że inni pisarze – wróć, wyrobnicy – zamieniliby to na kilkanaście cykli. U Delany’ego są to często pra-pomysły.

Kilka lat temu wydaliśmy w serii Klasyka Sience Fiction genialną powieść Babel 17. Seria KSF trochę wygasła, ale – drodzy czytelnicy – klasyki nie sieją. Taką serię łatwo popsuć, wypełnić pół- lub ćwierć-klasykami. Tu muszą się znaleźć naprawdę kamienie milowe światowej SF.  Tu nie może być pomyłek, falstartów. Dlatego z biegiem czasu mniej w KSF nowych pozycji. A na nową najlepiej nadaje się NOVA, jedna z najsłynniejszych powieści Samuela R. Delany’ego.  Książkę przygotujemy na koniec tego roku.Delany jest kojarzony z Nową Falą SF, ale to twórca samodzielny, nie lubiący by go identyfikowano  z jakimiś ruchami literackimi, trudny do zaszufladkowania. Ma oryginalny styl, a powieść Nova niewątpliwie należy do największych osiągnięć science fiction, można ją śmiało stawiać na jednej półce z najlepszymi powieściami Clarke’a, Bradbury’ego, Heinleina czy Herberta, ale literacko wyprzedza ich dokonania o staje. To powieść z 1968 roku, ale można powiedzieć, że jest pra-cyberpunkowa i blisko jej do pewnych rzeczy, o których 20 lat później pisał William Gibson.

Jednocześnie pełno w niej archetypów: poszukiwanie Graala, zemsta (i to jaka!), karty powieści wypełniają niesamowite postaci, a fabuła rwie do przodu jak w filmie Spielberga – są bitwy kosmiczne i wyprawa po element niezbędny do podróży międzygwiezdnych. A wszystko to w przyzwoitej objętości, ze słowem KONIEC na ostatniej stronie.

Prawdziwa klasyka. Takich rzeczy już się nie pisze!

Komentarze (6)

k.czajkowski:

14 Mar 2012 o 12:19.

A kiedy ruszacie z cyklem Sawyera? Kwiecień jest wciąż aktualny?

tommyreadalot:

14 Mar 2012 o 12:32.

MMMMMM…….CZEKAMY!!!

Wojtek Sedeńko:

14 Mar 2012 o 12:51.

Sawyer jest w redakcji, za tydzień idzie do korekty. W tym tygodniu przedstawię okładkę. Premiera raczej zaraz po majówce.
I powiem, że to znakomita powieść o narodzinach SI.

pp:

14 Mar 2012 o 13:07.

Jeszcze jakby się Dhalgren pojawiło to byśmy w 7 niebie byli.

vanrad:

14 Mar 2012 o 15:25.

Taką serię łatwo popsuć. Zgoda. Nawet zostało to już zrobione, bo „Władcy marionetek” czy „Mąż czarownicy” (gdzie tam jest sf?) to rzeczy albo słabe, albo nie przystające w żaden sposób do serii. W mojej opinii klasyków wartych wznowienia/wydania jest jeszcze sporo. Keyes, Blish, Brunner, Shepard, Pohl, Malzberg, Benford, Stapledon, Van Vogt, Swanwick, Żwikiewicz, Oramus („Arsenał”)itd. Z ciekawością będę się tej serii przyglądał, kibicował i czytał ją.

lemon:

14 Mar 2012 o 18:42.

No właśnie – Wojtku, dlaczego nie „Dhalgren”? Czyżby ćwierćklasyk? 😉 A może zbyt obszerny?

Zostaw komentarz