Koniec polskiej edycji F&SF Magazine

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 9 Luty 2012

Wydawnictwo Powergraph ogłosiło, że wycofuje się z wydawania polskiej edycji magazynu „Fantasy & Science Fiction”. Oto komunikat rozesłany do dystrybutorów:
Powergraph wycofuje się z wydawania „Fantasy & Science Fiction” To już niestety pewne: wraz z ostatnim numerem polskiej edycji „Fantasy & Science Fiction” 2(6) 2011 wydawnictwo Powergraph przestaje być wydawcą magazynu, a redaktor naczelny Paweł Matuszek rozwiązuje Redakcję. Czytelnikom, współpracownikom, sympatykom i Redakcji dziękujemy, mamy nadzieję, że dla nas wszystkich wydane numery były wspaniałą literacką przygodą. Zawiedzionych czytelników przepraszamy,
prenumeratorzy otrzymają zwrot pieniędzy za niewydane numery magazynu. Szczegóły wypłat zostaną podane później.

Komentarze (14)

Kobold:

9 Lut 2012 o 12:54.

Przyjmuję niniejszą wiadomość z ogromnym żalem, acz uczciwe przyznam, że z takowym rozwiązaniem liczyłem się od dłuższego czasu. Wydawnictwo Powergraph w osobach pani Katarzyny i pana Rafała czyniło bardzo wiele, by tytuł ów utrzymać i na konwentach – vide Nidzica, Pyrkon – wzmiankowane osoby musiały gęsto tłumaczyć się z zawirowań wokół pisma. Tym większym darzę ich szacunkiem za branie wizerunkowej odpowiedzialności tytułu na własne barki, wszak – jak mniemam – rzeczywisty powód perturbacji niniejszego tytułu leży gdzie indziej i ma związek z jedną z osób w składzie redakcji o dość mitomańskich cechach charakteru i braku wywiązywania się ze stawianych przed nią zadań.

Kłaniam się nisko pani Kasi i panu Rafałowi i dziękuję bardzo za te parę niezapomnianych wieczorów przy lekturze doborowych tekstów w polskiej edycji F&SF.

Panie Wojtku. Krążą różne słuchy na temat rzeczywistego posiadacza licencji na wydawanie F&SF w Polsce. Świadom też jestem, że pan całą swą poza książkową energię wkłada w realizację Sfinksa. Niemniej czy istnieje choćby cień szansy na reaktywację w przyszłości niniejszego tytułu pod pańskimi auspicjami? Wszak w reaktywacjach znakomitych tytułów nie ma pan sobie równych.

Pozdrawiam.

Wojtek Sedeńko:

9 Lut 2012 o 14:26.

My już chcieliśmy to wydawać, ale owej wspomnianej osobie postawiliśmy takie warunki, aby było możliwe normalne funkcjonowanie pisma. Owa osoba nie chciała się na nie zgodzić, a że mieliśmy już z tą osobą kłopoty z wyegzekwowaniem terminów – odpuściliśmy sobie. Odsprzedaliśmy mu też prawa i zażądaliśmy zwrotu wszystkich poniesionych wydatków. Co zostało spełnione.
Kasia jest święta i wielkie dla niej ukłony, że tak długo z tą osobą wytrzymała. Ale każda tama kiedyś pęka.
A zgodnie z przysłowiem, że nie wchodzi się drugi raz do tej samej rzeki (albo jakoś tak – nigdy nie byłem mocny w porzekadłach) – wydawanie szacownego magazynu przez nas jest niemożliwe.
Wątpię też, by znalazł się jeszcze jakiś chętny, za marką tą ciągnie się smród, więc polska edycja została położona definitywnie. Abstrahując już od faktu, że to przedsięwzięcie bardzo ryzykowne od strony finansowej. Czyli używając popularnej ostatnio frazy – ad acta.

KrzysiekS:

9 Lut 2012 o 15:01.

Bareja, jak Boga kocham. Kto pamięta „Poszukiwany, poszukiwana”? „Mój mąż jest z zawodu dyrektorem?”. Redakcja pisma składała się wyłącznie z ludzi, którzy już coś s***li. Jak można było w ogóle założyć, że raptem przestaną?
Bywa, ostatnio coraz częściej, że raduje mnie fakt odebrania edukacji za czasów „komuny”. Bo to były czasy, w których łatwiej niż dziś „chciało się chcieć”. Więc, na pożegnanie redakcji, jeszcze cytat z Młynarskiego. Nie martwcie się, Panowie: „…tyle jeszcze jest do spieprzenia, a będzie więcej”!
Wojtek ma świętą rację: za marką ciągnie się taki zapaszek, że nikt już jej nie dotknie nawet długim drągiem. Znając fantastykę anglojęzyczną tak jak ją znam, wiem, czego żałuję i co mnie wkurza.

MarcinB:

10 Lut 2012 o 9:48.

Krzyśku – nie chcę wchodzić zbyt głęboko w przytyki personalne, ale co takiego spieprzyli Paweł i Michał?

nosiwoda:

10 Lut 2012 o 9:53.

O to samo chciałem spytać. Bo co prawda do rednaczowania PM w NF mogę mieć wątpliwości, to nie określibym całości jako „skopania” (tak sobie rozwijam te gwiazdki 🙂 ).

MarcinB:

10 Lut 2012 o 10:19.

Faktycznie, źle rozczytałem 🙂
Mam podobnie. Nie uważam, że Paweł był idealnym naczelnym NF, ale w mojej opinii najlepszym w całym „postParowskim” okresie.

Rawikus:

10 Lut 2012 o 13:14.

Rękami i nogami będę bronił Michała Cetnarowskiego za to, co w piśmie robił. W mojej opinii rynek czasopism fantastycznych stracił najlepszego redaktora prozy polskiej i piszę to nie tylko jako czytelnik, ale i autor, który miał okazję obserwować Michała przy pracy.
O skopywaniu w jego wykonaniu nic mi nie wiadomo.

agrafek:

10 Lut 2012 o 14:14.

To i ja dołączę do pytania, co takiego skopał Michał Cetnarowski, bo żaden przykład nie przychodzi mi do głowy. Podobnie z Matuszkiem, czy mi się jego pomysły na NF podobały, czy nie.

Pisma żal, brakowało (w każdym razie mnie) takiego wcześniej i teraz znów będzie brakować.

KrzysiekS:

10 Lut 2012 o 15:57.

O Cetnarowskim w ogóle nie rozmawiamy. Czego Paweł dokonał w NF, na to dziś patrzymy. A jeśli chodzi o P. Walewskiego, poleciał z Solarisu za… niedotrzymywanie terminów, a jakże. Nie jest to żadną tajemnicą, Wojtek o tym pisał, może mniej otwarcie niż ja, ale pisał.
Ci z was, którzy kiedykolwiek robili jakieś pismo powinni wiedzieć, że punktualność jest absolutnie konieczna. Druga po punktualności absolutna konieczność to wyważenie między swoimi gustami a spodziewanymi gustami potencjalnego czytelnika. Schowanie się za prezentowane teksty. Redaktor ma być niewidzialny, może tylko rzucać cień. Przeciwnie do wampira :-).
Trzecia absolutna konieczność to nie wystawianie marki na pośmiewisko (siebie też, ale marka ważniejsza). Redakcji F&SF to się nie udało. Zobaczcie spis numerów – z tego spisu moje Facebookowe kpinki, że Majowie skończyli z kalendarzem, bo przez polskie F@SF zaczęły im ginąć… pory roku.

KrzysiekS:

10 Lut 2012 o 16:09.

Sprawa najważniejsza: F&SF to jest marka jakich mało; niszowa ale marka. Jej niszczenie dotyka mnie osobiście bo mam osobisty stosunek do fantastyki anglojęzycznej. I – co znacznie gorsze – na polskie F&SF było miejsce na polskim rynku literatury fantastycznej. Wojtek Sedeńko to wyczuwał, rozumiem, że Rysiek także. Między SFFH, NFantastyką, maleńkim elitarnym SFinksem, portalami i twórczością Internetową powinno się znaleźć coś może i marginalnie dochodowego, ale będącego wehikułem jakości wśród czasopism SF. Może i zeszłowiecznej, ale raczej „ponadczasowej” jakości. LUDZIE – za zmarnowanie takiej bazy tekstów do wzięcia powinni rozstrzeliwać bez sądu! Wieszać na latarniach. Puszczać w skarpetkach… 🙂
Zastanawiam się, czy do F&SF nie dałoby się teraz uderzyć właśnie o bazę tekstów, ale pismo (dwumiesięcznik mutacją netową powiedzmy) wydawać pod nazwą polską, powiedzmy: z logo F&SF. Tylko… Wojtek znów ma rację, kto tknie trupa i to skruszałego? Oprócz grabarzy?

Wojtek Sedeńko:

10 Lut 2012 o 16:33.

Nie chcę się więcej wypowiadać na temat osób zaangażowanych w robienie tego pisma, kiedyś to zrobiłem i wystarczy. Nie cierpię też, gdy ktoś mi mówi „a nie mówiłem”, ale ostrzegałem przesympatycznych wydawców z Powergraphu, z czym się spotkają. Ostrzegałem też Pawła M., który pomimo to opuścił redakcję NF – pewnie pamięta naszą rozmowę, gdy odwoziłem go z zamku w Nidzicy do hotelu w Kalborni.
Jedno jest pewne, nie wykorzystano dostępu – prawie że darmowego – do setek, jeśli nie tysięcy opowiadań anglojęzycznych. Mieć ponad pół wieku dorobku pisma i nie przekuć tego na sukces to straszna strata.
Ja za każde z tych opowiadań musiałbym do antologii płacić kilka razy więcej. Wiem, bo miałem umowę wynegocjowaną przez Konrada z Van Gelderem. Bywa, że dzisiaj płacę więcej za jedno opowiadanie, niż on chciał za jeden CAŁY numer pisma. To jest właśnie marnotrawstwo. I myślę, że nie z braku finansów to padło, a wyłącznie terminowości. Wydawca robił, co mógł.
Cholera, co ja będę czytał? Tak trudno dzisiaj o dobre opowiadania.

KrzysiekS:

10 Lut 2012 o 16:37.

http://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=10150588784048116&id=239662368115

No i już wiemy, kto jest wszystkiemu winien… Na litość boską, ile hubris trzeba mieć, żeby oceniać ludzi po tym, czy chcą, czy nie chcą mnie czytać!

Polecam głos Macieja Rybickiego w komentarzach. Też chciałbym być taki spokojny, ale trafia mnie szlag!!!!!

Idę z psem na spacer. Nie ma jak zdrowie. I ten mróz na rozgrzaną głowę.

rybieudka:

10 Lut 2012 o 20:17.

Krzyśku, dzięki za miłe słowa odnośnie mojego głosu, ale wydaje mi się on w tym momencie potrzebny. Fakt, ton wypowiedzi KW nie do końca mi się podoba, ale jednak jest to spory postęp w stosunku do sytuacji uprzedniej, gdzie była albo cisza, albo czcze obietnice podpisywane jako „Redakcja”. Co więcej, nie ma co teraz dłubać palcem w świeżych ranach i załamywać rąk. Trzeba wyciągać wnioski. Powergraph to zrobił, a KW? No cóż, mam nadzieję, że też – bardzo tego życzę tak sobie, jak i całemu gronu miłośników ambitnej fantastyki. A skoro jest szansa (nikła, ale jednak), ze coś jeszcze z polskiego F&SF sie wykluje to ja temu będę kibicował bez względu na to jak czuję się potraktowany (może nie całkiem osobiście, ale jednak) przez osobę, która jest za to odpowiedzialna. I tyle.

KrzysiekS:

11 Lut 2012 o 14:01.

Taaa, Maćku… pod warunkiem, że się licencję od pana Walewskiego odkupi na przykład i że zajmą się tym ludzie, którzy umieją wydawać pismo. Rozumieją zasady. Bo jak ktoś dwa razy padł na tym samym i dalej nic nie rozumie, to ja w trzeci raz nie wierzę. Uznaję go za niereformowalnego.
Sam popatrz, z Wojtkiem nic nie ustalałem, częściej się kłócimy niż zgadzamy, a obaj płaczemy nad tym samym: utratą dostępu do wspaniałych tekstów rozdawanych po cenach zbliżonych do symbolicznych. Gdzie po rezygnacji Wojtka i padzie Kosików jest jeszcze niewielka firma (dla wielkich F&SF to za mały pryszcz) zdolna coś takiego przejąć i zrobić? Posiadająca know-how? Runa? 🙂
Mnie się marzy coś w rodzaju „SFinks-Magazyn” jako znak firmowy, pod którym idzie polska mutacja F&SF. Robiony przez kogoś w rodzaju Obarskiego plus ktoś taki jak Grzędowicz, doskonale radzący sobie z Feniksem, do małej prozy polskiej i krytyki. Pięć numerów rocznie, w tym specjalny na wakacje i bonusowy za free dla subskrybentów w listopadzie/grudniu (dla innych płatny). Plus mutacja internetowa. Można pomyśleć o digeście.
Pomarzyć dobra rzecz 🙂
Eeee tam, kupię sobie kindlowy F&SF za grosze,

http://www.amazon.com/Fantasy-Science-Fiction-Extended-Edition/dp/B004ZFZ4O8/ref=sr_1_2?s=digital-text&ie=UTF8&qid=1328964798&sr=1-2

po angielsku jeszcze czytam. Tylko, że to jakby nie to. Brakuje jakże koniecznego kolorytu lokalnego, to byłaby prawdziwa bomba, gdyby nie okazała się niewybuchem 🙁 Zderzyć jedno z drugim, co to by była za radość. A teraz można się tylko ślinić, k* m*.

Zostaw komentarz