Jak tu być optymistą?

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 2 Luty 2012

Zewsząd spływają złe wieści. Telewizora używam już tylko jako ekranu, żeby coś wyświetlić, puścić z komputera. Wieści jak z horroru czy wizji Orwella. Nic radosnego, co spowodowałoby choć cień uśmiechu. Politycy wydają rok w rok więcej niż państwo zarabia, za co od pierwszej z brzegu gosposi domowej dostaliby przez łeb mokrą ścierą. Stara zasada: nie mam, nie kupuję, została zastąpiona: nie mam, więc pożyczę.  Mnie krew zalewa, choć z natury jestem spokojny, bo sprowadziłem na ten świat trójkę wspaniałych dzieciaków i teraz widzę, że rząd planuje im mało wesołą przyszłość, delikatnie, mamiąc pięknymi słówkami wyprowadza je na pole minowe.

Biblioteka Narodowa, a za nią inne instytucje analizujące rynek książki podały, że w 2011 roku książki podrożały – poprzez VAT – o ponad 12%. My liczyliśmy w firmie wzrost na 11%. Co na to rządowe papugi, nie wiem. Wiem tylko na pewno, że rząd na Vacie książkowym nie zarobi. A społeczne reperkusje tego będą bardzo duże – zaczyna się ogłaszanie upadłości przez małe (i nie tylko) wydawnictwa. Wiele z nich czekało z decyzją na grudzień, niestety, ten najlepszy niby w roku miesiąc, żniwa dla księgarzy, był najsłabszy w historii. Powód  dla mnie oczywisty. Decydujący o rynku detalicznym gracz – Empik – zażyczył sobie wszystkie nowości mieć już w listopadzie, by sprzedaż świąteczną rozpocząć na miesiąc przed Bożym Narodzeniem. W efekcie w grudniu praktycznie nie było nowości książkowych. Ogólny i średni spadek rynku to 8%. A chyba będzie jeszcze gorzej. Ludzie zaczynają w Polsce oszczędzać na wypoczynku, urlopach, co dopiero mówić o książkach. Rabunkowa gospodarka, model korporacyjny, to podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Dla doraźnego zysku i konieczności wykazywania stałego wzrostu, kopie się dół pod krach, który czeka tuż za rogiem.

Bankrutuje Państwowy Instytut Wydawniczy. Instytucja państwowa z wielkimi z tradycjami, w tym roku ma obchodzić 65 lat. Rząd ma się zastanowić, czy uratować tę oficynę. Zadłużony po pachy, bo nie wydający hitów, a książki ważne dla kultury, cywilizacji. Każde cywilizowane państwo na świecie ma takie wydawnictwo, dotowane, bo jego pracy dla społeczeństwa nie da się przeliczyć na srebrniki. Taki Instytut musi istnieć. Ale jak urzędasy, co nie czytają niczego poza tabelkami, zestawią kolumny Ma i Winien, to już po PIW-ie.

I jeszcze wczorajsza, hiobowa wieść o śmierci Wisławy Szymborskiej. Wielkiej Poetki. Odchodzą najlepsi.

I jak tu być optymistą? Jakoś trzeba. Jakoś.

Komentarze (14)

IwoX:

2 Lut 2012 o 14:57.

Ja też jestem przerażona tym wszystkim, co się dzieje w naszym „wesołym” kraju. A, jakby tego było mało, wczoraj rozmawiałam z koleżanką, która pracuje w bibliotece gimnazjum i obwieściła mi, że dochodzą ich słuchy, że biblioteki szkolne mają być zamykane, więc nie wiadomo, czy po wakacjach będzie miała pracę, a młodzież bibliotekę. I cóż można na to powiedzieć? Oby to były tylko plotki…

Wojtek Sedeńko:

2 Lut 2012 o 15:12.

Ja mam prawie codziennie prośby o książki ze strony małych bibliotek. Które wciąż mają półki zawalone książkami z lat 60. i 70., których młodzież nawet kijem nie tknie, a nie mają tego, co młodzież chce czytać. Ale nie ma pieniędzy. A my w poprzednich latach rozdawaliśmy książki, teraz nie możemy. Bo jesteśmy w sytuacji piekarza, którego chcieli zamknąć za to, że rozdawał niesprzedany chleb głodnym – kazano mu odprowadzać VAT od darowizn. My też musimy.
Żyjemy w tak popieprzonym kraju, że jak mam na koncie swoje zarobione i opodatkowane już pieniądze i niby mogę robić z nimi, co mi się żywnie podoba, to nie mogę ich pożyczyć albo z powrotem zasilić konta firmy (jeśli jest taka potrzeba), bo muszę zapłacić od tego podatek.
Ja sobie liczę obciążenia podatkowe, którymi jestem dzisiaj obciążony. Jest ich 49. Oto proste państwo. I tanie. I normalne.

Spriggana:

2 Lut 2012 o 18:26.

A możeby tak przestać powtarzać legendy o „dobrym piekarzu, którego złe państwo ukarało za dobroczynność”? http://www.mf.gov.pl/dokument.php?const=7&id=64609&dzial=618

IwoX:

2 Lut 2012 o 21:33.

Ja też zaczynam pomału myśleć o takim rozwiązaniu. Bo tutaj to normalnie żyć się nie da, a wcale nie zanosi się na to, że będzie lepiej… Ale cóż, jak to Wojtku napisałeś w swoim poście „Jakoś trzeba być optymistą. Jakoś.” 🙂

Wojtek Sedeńko:

3 Lut 2012 o 7:53.

Dlaczego legendy? Dzisiaj też musiałem odmówić bibliotece gminnej książek, bo musiałbym odprowadzić VAT. Czyli tak, jakbym własny towar kupił od siebie, a potem go oddał. Biblioteka chciała nawet zapłacić VAT, ale nie ma tego jak ominąć w papierach. Nawiasem mówiąc, oddając książki za darmo kiedyś, i tak płaciliśmy procent honorarium dla autorów. Ale to akurat jest uczciwe – napisali, ich własność intelektualna – należy się.
Jakieś propozycje?

Leszek Błaszkiewicz:

3 Lut 2012 o 14:07.

Kurcze, ręce opadają. Na szczęście jeszcze chyba nas stać, by „wlać w siebie” ciut optymizmu.
A tak nawiasem – ostatnio przeczytałem dosyć wesoły wywód na temat złodziejstwa w sieci: podczas klasycznej kradzieży nastepuje relokacja dobra, natomiast podczas ‚kradziezy’ w Sieci nic nie ginie w pierwotnym położeniu, za to nastepuje rozmnożenie dóbr, co powinno byc rozpatrywane w kategorii cudu 😀

Mortimer:

3 Lut 2012 o 14:08.

Można podarować bibliotece książki jako osoba prywatna, anonimowa. Ja tak robię, gdy nie mam już miejsca na półkach w domu. Ładuję książki do plecaka i przywożę do biblioteki miejskiej. Zostawiam w podarunku. Można tym zadaniem obarczyć kogoś znajomego bądż z rodziny, kto nie jest związany z wydawnictwem i sam nie prowadzi żadnej działalności handlowej, aby wszystko było okay. Oddaje swoje prywatne zbiory, bo nie chce mu się na allegro wystawiać. To wszystko. Nawet nazwiska nie trzeba podawać.

Wojtek Sedeńko:

3 Lut 2012 o 14:25.

Proszę sobie nie robić jaj ze mnie. Chodzi o książki w wydawnictwie, wyprodukowane, na stanie magazynu, przy pełnej księgowości. Urząd Skarbowy przy kontroli dokładnie sprawdza ile wyprodukowano, ile sprzedano, ile jest w magazynie. Nawet uszkodzone egzemplarze są ewidencjonowane. To samo rozliczenie robię też dla agentów, bo od każdego sprzedanego egzemplarza trzeba oddawać kilka procent autorowi. Oczywiście z potraceniem podatków.
To jest biurokracja rodem z powieści Kafki. To było dobre: w plecak i do biblioteki. Potem odprowadź VAT, kara administracyjna za nie wykazanie VATu w sprzedaży, itd.
To jest właśnie syndrom pewnego piekarza.

Wojtek Sedeńko:

3 Lut 2012 o 14:29.

Tak, zalać się… to motto na dziś. W dodatku tak zimno, że woda zamarza w rurach. Na szczęście nie w butelkach.

Z tą relokacją dóbr świetne. Choć dobra się mnoży, to nie ma obrotu pieniądza, czyli nie ma produkcji papieru, czyli nie ma inflacji, czyli… kurczę druga Japonia…:)

ernesto:

3 Lut 2012 o 15:32.

Dziwne, że z jednej strony pisze Pan krytycznie o rządzących za wydawanie więcej niż przychody budżetu (całkiem słusznie, zresztą), a z drugiej krytykuje ich Pan za ewentualną zgodę na upadek PIW-u – bo przynosi straty. Argument o szczególnej roli PIW-u jest, delikatnie mówiąc, kontrowersyjny – bo tak żądanie dotacji uzasadniać mogłoby każde przedsiębiorstwo (a już na pewno każde wydawnictwo).

Mortimer:

3 Lut 2012 o 15:53.

Skoro każdy egzemplarz jest pilnowany i sprawdzany przy każdej okazji, to chyba rzeczywiście nie ma sposobu wyjścia z tej matni… A co się dzieje z książkami wydanymi kilka lat temu, których nie udało się sprzedać? Z końcówkami nakładu, które trafiają na wyprzedaże za 2 zł? Które zalegają w magazynie i mają iść na przemiał? Miałem nadzieję, ze tego już nie pilnują urzędasy i można „w plecak i do biblioteki” 🙂

Wojtek Sedeńko:

3 Lut 2012 o 18:34.

Proszę nie odwracać znaczenia mojej wypowiedzi.
To, jak ważny jest PIW mieści się w jego nazwie. Jest Państwowy (nie prywatny, i powinien znajdować się pod ochroną państwa), jest Instytutem (czyli jednostką badawczą) i trzeci człon – jego celem jest wydawanie książek. PIW nigdy nie celował w literaturę głupawą czy pożądaną przez ogół czytelników. Skupiał naukowców i wydawał książki ważne dla kultury. Jako takie przedsięwzięcie powinien być dotowany przez państwo, jako że ma kolosalne znaczenie dla kultury. Naród bez kultury traci tożsamość i przestaje być narodem. Tak samo nie przynoszą dochodu muzea. Ale nikt nie neguje ich wagi dla Polaków. Dotuje się muzea, a zapomina o takiej instytucji jak PIW. Wydają książki, których nie wyda nikt inny. A uratować by go można nie wydając pieniędzy na jedną z wielu pierduł, na które środki się marnotrawi.

Wojtek Sedeńko:

3 Lut 2012 o 18:49.

Pół roku temu nie było tego problemu, bo nie było VAT. Z końcówkami nakładu i tanią książką jest tak, że prawa kupuje się na dwa sposoby: – na ryczałt (jednorazowa zapłata za określony nakład – dzisiaj rzecz raczej rzadko spotykana) i na procent od ceny detalicznej lub ceny hurtowej. W takim przypadku nie mam pojęcia jak wydawcy sprzedają książki za złotówkę czy nawet 50 groszy. Bo jeśli książka kosztuje 30 zł, autorowi należy się 3 zł gaży, więc wydawca oddając rzecz za 1 złotówkę musi agentowi dodać z własnej kieszeni 2 zł od każdego egzemplarza. Każdy inny sposób to przekręt. Albo nie pisze agentowi jaka jest rzeczywista sprzedaż, albo robi inne nakłady. Niektórzy agenci chcą hologramów na okładkach.
Są pewnie sposoby tego ominięcia, ale nie chcę się tym zajmować. Czasem jednak warto sprzedać książkę za 3 zł, oddać wszystko agentowi, ale cieszyć się ze zmniejszenia stanów magazynowych. Bo – o czym też nie wszyscy wiedzą – remanent na koniec roku (zbilansowany z remanentem z ubiegłego) to… ZYSK wydawnictwa i podlega opodatkowaniu od dochodu. Cała makulatura w magazynie, nie sprzedana przez wydawcę, zwroty z hurtowni i księgarń po zamknięciu obiegu książki, to według US zysk. I trzeba go wpisać w PIT i odprowadzić podatek.
A zwroty dzisiaj dość szybko następują. Książka powinna być w obrocie księgarskim, według moich obliczeń, 2-4 lata. Umowy wydawnicze opiewają zresztą zwykle na 4 lata, potem trzeba je przedłużać. Ale nie jest tak np. dla Empików, które traktują książki jak towar szybko się psujący i po 6 miesiącach już nieświeży. Księgarze też nie domawiają drugiego egz. po sprzedaży jednego, bo pojawiają się nowe pozycje, które zajmują miejsce na ladzie.
Zamknięte koło.
Sektor księgarski jest niedofinansowany, ma za małe powierzchnie, brak regulacji prawnych, brak jeszcze paru sieci, które by konkurowały ze sobą. Dzisiaj mamy do czynienia z rynkiem hurtowym, gdzie detal jest już właściwie zmonopolizowany, a są na rynku gracze, którzy pogrywają już w trzech sektorach: wydawniczym, hurtowym i księgarskim jednocześnie. Za takie rzeczy powinny się – w państwie prawa – brać odpowiednie urzędy.
Ja całkowicie rozumiem głównych graczy na tym rynku, bo pewnie rozwijałbym firmę w takim samym kierunku, skoro pozwala na to sytuacja prawna. Jak napisałem, nie ma regulacji, rząd nie przygląda się sytuacji, nie reaguje, bo rząd jest zainteresowany nie rozwojem kraju, a ściąganiem podatków. I wygraniem kolejnych wyborów. Ale tak działają chyba wszystkie rządy.

Darchi:

10 Lut 2012 o 10:40.

A miało być tak pięknie! – Ładny premier i koniec historii.

Zostaw komentarz