Pieśni Umierającej Ziemi

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: WIEŚCI, utworzono: 6 Maj 2011

Antologia Pieśni Umierającej Ziemi pod redakcją George’a R.R. Martina i Gardnera Dozois poszła dzisiaj do drukarni. Piękny hołd wyrazistemu, trudnemu do podrobienia stylowi pisarskiemu Jacka Vance’a. Na 626 stronach, o większym nieco formacie niż solarisowy standard, z okładką ze skrzydełkami, otrzymacie 21 opowiadań i jedną mikropowieść. High fantasy na najwyższym poziomie, a lista twórców zaangażowanych w projekt zwala z nóg.

O dziwo, nie wszyscy twórcy z najwyższej półki powalają, często dużo lepsze opowiadania są autorstwa pisarzy mniej znanych (dla nas, bo w USA to znane firmy).  Wśród tekstów, które bardzo przypadły mi do gustu, jest wyśmienita mikropowieść Dana Simmonsa, świetnie wkomponowana w świat Umierającej Ziemi.Świetna jest Elizabeth Hand, na wysokim poziomie, bardzo arystokratyczny w stylu Robert Silverberg, przewrotny Mike Resnick (dobrze czuje się w takiej scenerii), w przypadku Waltera Jona Williamsa byłem zaskoczony, jak czuje fantasy. Przy opowieści Elizabeth Moon przecierałem oczy ze zdumienia, jedno z najlepszych opowiadań fantasy, jakie czytałem. Lucius Shepard absolutnie w swoim narracyjnym stylu, zabawny Tad Williams. George R.R. Martin znowu napisał perełkę zaludnioną żywymi postaciami, Howard Waldrop i Neil Gaiman dali zaś pokaz swojego niepowtarzalnego stylu, z kwiecistością Vance’a.

Z tych nieznanych bliżej polskiemu czytelnikowi: zaskakująco dobry Matthew Hughes czy Liz Williams, specjalistka od horroru i grozy, Paula Volsky dała pokaz swoich możliwości. Doskonała jest Kage Baker, w dodatku wzięła się za postać Cugela. Urocze, nostalgiczne jest opowiadanie Phylis Eisenstein, chętnie przeczytałbym coś jeszcze tej pisarki.

A teraz ci, co zawiedli. To nie są złe opowiadania, ale jednak oczekiwania wobec autorów miałem znacznie wyższe, niż dostałem w zamian. Jak widać samo nazwisko nie pisze opowiadania, ale to akurat, jako selekcjoner antologii wiem doskonale. Nijakowaty Glen Cook, zagmatwany Jeff VanderMeer (bez konceptu) to największe rozczarowania.

Oto spis treści antologii:

Robert Silverberg – „Doskonały rocznik od Erzuine’a Thale’a”
Matthew Hughes – „Grolion z Almerii”
Terry Dowling – „Młodnikowe Drzwi”
Liz Williams – „Caulk, łowca czarownic”
Mike Resnick – „Nieunikniony”
Walter Jon Williams – „Abrizonde”
Paula Volsky – „Tradycje Karzhu”
Jeff Vandermeer – „Ostatnia wyprawa czarnoksiężnika Sarnoda”
Kage Baker – „Zielony ptak”
Phyllis Eisenstein – „Ostatnia złota nić”
Elizabeth Moon – „Incydent w Uskwosku”
Lucius Shepard – „Proklamacja Sylgarma”
Tad Williams – „Żenująco komiczna tragedia (lub też zabawnie tragiczna komedia) Lixala Laqavee”
Glen Cook – „Dobry Czarodziej”
John C. Wright – „Kustosz Guyal”
Elizabeth Hand – „Powrót wiedźmy ognia”
Byron Tetrick – „Kolegeum Maugów”
Tanith Lee – „Evillo Ignorant”
Dan Simmons – „Nos-przewodnik Ulfanta Banderoza”
Howard Waldrop – „Czapka z żabiej skórki”
George R.R. Martin – „Noc w Gospodzie nad Stawem”
Neil Gaiman – „Inwokacja Obojętności”

A na koniec kilka fragmentów z wypowiedzi na temat Umierającej Ziemi i Jacka Vance’a w wykonaniu autorów antologii. Spodziewałem się wiele lukru, bo takie są zwyczaje w środowisku, ale na ten hołd złożyło się zbyt wielu kapitalnych pisarzy, że trudno nie uwierzyć w ich zafascynowanie twórczością Jacka. Ja sam pamiętam kilka świetnych opowiadań, w tym znakomitą „Księżycową ćmę” czy „Ostatni zamek”, a także bardzo dobrą space operę Pięć złotych obręczy. Sama Umierająca Ziemia jest książką fantasy, czy raczej science fantasy, która do Polski przyszła trochę za późno. Ale jest w stylu Vance’a coś niepowtarzalnego, uwodzicielskiego, dekadenckiego. A postać skurczybyka Cugela Sprytnego, podążającego przez świat „po trupach do celu, by spocząć na…” jest moją ulubioną. On jest naprawdę złym w świecie złych.

Plusem antologii jest także to, że autorzy właściwie doprowadzili Umierającą Ziemię do końca, czyli zgonu. Opowiadania ułożone są według wewnętrznej chronologii i zmierzają do końca naszego układu słonecznego.

OPINIE:

Świat stworzony przez Vance’a może konkurować ze Śródziemiem Tolkiena i Erą Hyboryjską Roberta E. Howarda jako jedna z najbardziej niezapomnianych i wpływowych krain. Poruszyła mnie również poetyka języka Vance’a (nie wspominając o tym, jak bardzo wzbogaciła mój zasób słownictwa!). Jego dialogi z kolei były tak figlarne, wytrawne i dowcipne, że do tej pory nie mogę się ich naczytać. Jednakże to jego bohaterów pokochałem najbardziej. T’sain i T’sais, Guyala ze Sfere, Turjana z Miir… no i oczywiście Liane’a Wędrowca, którego spotkanie z Chunem Nieuniknionym prawdopodobnie pozostanie moim ulubionym opowiadaniem fantasy.

Vance kazał nam czekać szesnaście lat na drugą książkę o Umierającej Ziemi, ale do czasu publikacji „Oczu Nadświata” miałem już w zwyczaju rzucać się na każdy utwór jego autorstwa, gdy tylko pojawiał się w księgarniach. Z zaskoczeniem odkryłem, że druga książka w niczym nie przypomina pierwszej. Tym razem Jack pokazał nam zupełnie inne oblicze stworzonego przez siebie świata, przedstawiając Cugela Sprytnego, tak amoralnego i pozbawionego skrupułów drania, że Harry Flashman wygląda przy nim jak Dudley Doskonały. Jak można kogoś takiego nie pokochać? Inni czytelnicy najwyraźniej podzielali mój entuzjazm, sądząc po tym, ile razy Cugel powracał. Łajdak zawsze sobie poradzi.

George R.R. Martin

Co jakiś czas zauważam w swoich tekstach vansowskie zdanie, co zawsze niezmiernie mnie cieszy, ale nie jest to autor, którego kiedykolwiek ośmieliłbym się imitować. W ogóle uważam, że jest nie do podrobienia. Jest bardzo niewielu pisarzy spośród tych, których uwielbiałem w wieku trzynastu lat, do których prawdopodobnie powrócę za lat dwadzieścia. Jacka Vance’a będę czytał wciąż od nowa już zawsze.

Neil Gaiman

Książkę Jacka Vance’a znalazłem podczas szkolnej wycieczki do biblioteki, kiedy miałem dwanaście lat, i tak mnie oczarowała, że zacząłem czytać opowieści o umierającej Ziemi. Jako nastolatek uwielbiałem aspekt przygodowy i dziwaczną wyobraźnię. Gdy dorosłem, moje uwielbienie dla Vance’a nie zmalało, gdyż znajdowałem w tych opowieściach tyle nowych elementów, których nie dostrzegłem wcześniej.
Na przykład Cugel to postać, która robi wszystko, by przetrwać w mało przyjaznym świecie. Sprawia to, że jest on bardziej antybohaterem niż bohaterem, gdyż jego działania mogą być moralnie podejrzane. Czasem posuwa się nawet do nieuzasadnionego okrucieństwa. Nie zawsze uznajemy go za odrażającego, ale tylko dlatego, że otaczają go podobne mu zbiry: zawsze znajdzie się ktoś gorszy, komu kibicujemy jeszcze mniej chętnie.

Jeff VanderMeer

Opowiadanie Vance’a wywarło na mnie największe wrażenie, zwłaszcza opis dekadenckiego dworu księcia Kandywa Złotego i nieustannie wściekła antybohaterka T’sais. Zachwycił mnie język Vance’a, pełen archaizmów, które rosły w jego opowiadaniach jak dojrzałe winogrona, i nawiązywanie do innych miejsc i ludzi z Umierającej Ziemi, bez objaśniania, o co chodzi, więc moja wyobraźnia musiała się ostro zmagać z próbami narysowania ich.

Kage Baker

Najbardziej niepodobne do czegokolwiek innego były utwory Vance’a, w których magia dziwnie stapiała się z supernauką. Okrutnie i niezwykle realistycznie obnażały ludzką naturę, łącząc to z niezwykle staranną i cierpko ironiczną pretensjonalnością eleganckiego do przesady języka. To było niezapomniane połączenie. Jack Vance pozostaje autorem, dla którego zawsze znajdę chwilę, by wciąż od nowa czytać jego teksty. Umierająca Ziemia będzie żyć dla mnie wiecznie w lśniącym skarbcu wyobraźni: dla mnie ta oaza na zawsze pozostanie zielona.

John C. Wright

Kolega zmusił mnie do wybulenia kosmicznej sumy, czyli, jeśli dobrze pamiętam, 75 centów (plus podatek!) na egzemplarz Umierającej Ziemi Jacka Vance’a w limitowanym wydaniu Lancera w miękkiej oprawie. Byłem przerażony. Książki w miękkiej oprawie kosztowały wówczas pięćdziesiąt, góra sześćdziesiąt centów. Ale okazało się, że nie wydałem tej kasy na darmo, o nie. Tamtego egzemplarza już nie mam, jak i kilku kolejnych wydań, bo czytałem je w kółko, sam nie wiem, ile razy. Wciągnąłem się od pierwszej strony. To była intelektualna amfa. Nie potrafię się uwolnić od tego uzależnienia, tak jak nigdy nie pozbyłem się typowego marzenia nowicjusza, by stworzyć „coś takiego jak…”.
Każdy autor czuje coś takiego w związku ze swoimi ulubieńcami, którzy przecierali szlaki przez jary i gęstwiny literackiej Przełęczy Cumberland. Jednym z najbardziej emocjonujących przeżyć w mojej karierze pisarskiej było zaproszenie do udziału w tym projekcie. I tak, po raz pierwszy od dwóch i pół dekady, napisałem tekst w hołdzie jednemu z wielkich, którzy zwabili mnie na to poletko.

Glen Cook

Powieści Jacka Vance’a zawsze przenosiły mnie do dziwnych światów pełnych barw, języków i zwyczajów, jednak wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, dlaczego tak było. Nie bez powodu co jakiś czas musiałem sprawdzać znaczenie słów w słowniku. Nie bez powodu Jack Vance wymyślił niektóre słowa.

Byron Tetrick

Powieści i opowiadania z cyklu o Umierającej Ziemi to awanturnicze przygody w najczystszej formie, które charakteryzują liczne wędrówki i szybkie tempo. Odbijają się w nich echem nie tylko „Opowieści z tysiąca i jednej nocy”, ale również dowcipnie ponure „Podróże Guliwera”, o wizjach Miltona i Blake’a nie wspominając. Vance zdaje się naprawdę sięgać do średniowiecznych umysłów w fantastycznej otoczce: w jego utworach świat może skończyć się w każdej chwili, a bajkowe stwory i potwory żyją obok grzesznych, egoistycznych i (rzadko) uduchowionych ludzi. Pośród jego opowieści można znaleźć zarówno te niezmiernie zabawne, jak i uwodzicielsko piękne, a także szokująco brutalne (choć bardzo schludnie zaprezentowane). Jeżeli zaś chodzi o czarny humor, skłonna jestem uwierzyć, że to Vance go wynalazł.

Tanith Lee

Vance nadal pozostaje jaskrawą nicią w gobelinie pisarzy, których dzieła zdarzyło mi się czytać. Przypuszczam także, że to z jego powodu spędziłam raz całe lato pisząc (bardzo złe) opowiadania fioletowym atramentem.

Elizabeth Moon

Umierająca Ziemia to w najdrobniejszych szczegółach przemyślane dzieło czystej wyobraźni. Przemówiło do mnie ponownie (gdy byłem w kiepskiej formie) po latach i będzie przemawiać do ludzi, jak długo będą czytać książki. I za każdym razem, gdy przeczyta ją ktoś nowy, będzie to inna książka. Czy można chcieć więcej?

Howard Waldrop

Minęło dużo czasu od pierwszej lektury Umierajacej Ziemi. Poznałam dzieła wielu innych pisarzy fantasy i SF, które podobały mi się, zachwyciły mnie, lub wzbudziły we mnie zazdrość. Moje poglądy stawały się coraz dojrzalsze. Ale uczucie zdumienia i zachwytu, jakie wzbudzały we mnie dzieła Jacka Vance’a pozostaje tak silne, jak dziesiątki lat temu. A kiedy ktoś mnie pyta (jak to zwykle pisarza), jacy autorzy wywarli na mnie wpływ, kilka nazwisk przychodzi mi do głowy, ale zawsze jako pierwszy i ostatni wyskakuje Jack Vance.

Paula Volsky

Komentarze (1)

smt:

7 maja 2011 o 0:53.

Obowiązkowa pozycja w tym roku. Zastanawia mnie tylko czemu pojawia się Walter Ion Williams zamiast Jona.

Zostaw komentarz