O Enderze raz jeszcze

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: felietony i recenzje, utworzono: 25 Luty 2011

Wrzucam do artykułów kawałek o sadze Endera, który napisałem rok temu dla SFinksa.

SAGA ENDERA

Lech Jęczmyk określił Grę Endera magicznym eliksirem, skomponowanym z doskonale dobranych składników.

Trudno się z tym nie zgodzić, przyjrzyjmy się więc, jakich to składników użył Card w jednej z najważniejszych książek SF lat 70. Data jest istotna, bo to powieść sprzed rewolucji informatycznej.

Saga to właściwie trylogia – Gra Endera, Mówca umarłych i tomiszcze podzielone na Ksenocyd i Dzieci umysłu. Oraz napisany po latach tom Ender na wygnaniu, opisujący wydarzenia pomiędzy tomem 1 i 2, wyjaśniającym pewne zagadki z życia Endera, ale tak naprawdę nie mający znaczenia dla trzonu serii. Do tego dochodzi seria o Groszku i Hegemonie, chronologicznie umieszczona również pomiędzy 1 a 2 tomem właściwej sagi. Dwa pierwsze tomy wygrały w cuglach wszystkie nagrody SF: Hugo, Nebule, Locusy.

O czym traktuje saga? W Grze Endera wyjściowy pomysł jest klasyczny – obca cywilizacja robali dociera do Układu Słonecznego i dochodzi do walki. Po pierwszym ataku przychodzi drugi, z wielkim trudem odparty. Loty w przestrzeni są ograniczone prędkością światła, Ziemia zyskuje więc kilka dziesiątków lat, by przygotować kontratak. Ludzkość jednoczy się, cały wysiłek idzie w zbrojenia i poszukiwania geniuszy wojskowych – przewaga technologiczna robali jest olbrzymia. Kilka ich tajemnic zostaje przejętych – tu ważny nowy składnik – ansible. Urządzenia do natychmiastowej łączności galaktycznej.

Poszukiwania geniuszy rozpoczynają się w wieku przedszkolnym, wszystkie dzieci są poddawane testom kwalifikacyjnym. Andrew (Ender) pochodzi z rodziny naukowców, z rodzeństwa obdarzonego wysoką inteligencją. To słaby punkt powieści, Card narzucił pięciolatkom brzemię starości, ich geniusz jest wymuszony fabułą, a doświadczenie (niby jakie?) pozwala wymknąć się z każdych sideł gry narzuconej przez dorosłych strategów.

Ender spędza lata w szkole bojowej, przechodząc zwycięsko wszystkie etapy, by w finale, nieświadomy, że prowadzi bitwy nie w symulatorach, a w realu – dowodząc flotą poprzez ansible – dokonuje rzezi robali.

Warstwa psychologiczna powieści bardzo dobra, znakomitym urozmaiceniem jest działalność rodzeństwa Endera. Peter jest alter ego Endera – równie inteligentny, ale złośliwy, brutalny i zły. Wkrótce, manipulując siostrą – Valentine – i poprzez działalność publicystyczną opanowują umysły Ziemian, a Peter po latach sięgnie po tytuł Hegemona.

Mówca umarłych – moim zdaniem najlepsza część sagi – rozpoczyna się trzy tysiące lat później. Ender i Valentine wciąż żyją, choć ukrywają swoją prawdziwą tożsamość. Oboje są postaciami mitologicznymi – ona jako publicystka Demostenes nadal trzyma rządy dusz, choć uważa się, że imię Demostenes przyjmują kolejni literaci.  Ender, zwany teraz Ksenobójcą, oskarżany o wymordowanie całej rasy obcych, jest postacią wyklętą, jego imieniem straszy się dzieci. Lecz ludzie nie wiedzą jednego – królowa kopca robali tuż przed ksenocydem skontaktowała się z Enderem poprzez ansible. Wiedząc, że nie wygra, zostawiła dla Endera na jednym ze światów robali przesyłkę – kokon z królową. Od tej pory Ender staje się Mówcą umarłych, i pod nową tożsamością wędruje z siostrą przez galaktykę w poszukiwaniu miejsca na założenie kolonii robali. Pisze książkę, która otwiera ludziom oczy na to, kim były robale.

Wojna z robalami dała ludziom kilkanaście światów gotowych do kolonizacji. Zlikwidowane zostają ograniczenia populacyjne i w kosmos ruszają różne grupy osadników, narodowościowe, religijne. Hegemonia – Kongres nadal sprawuje nad nimi władzę, poprzez ansible łączność jest prowadzona w czasie rzeczywistym, choć na podróżach mijają lata.

Na jednej z planet, Lusitanii, zasiedlonej przez ultrakatolickich Portugalczyków i Brazylijczyków, odkryta zostaje kolejna cywilizacja, nazwana prosiaczkami. Tutaj Card wprowadza kolejne, fascynujące elementy. Ekologia planety jest bardzo dziwna, o wszystkim decyduje wirus descolady, błyskawicznie dopasowujący się do napotkanych form życia i niszczący je lub naginający do swoich potrzeb. Genetycy i gaiolodzy mitrężą czas na walce z wirusem, to ciągły wyścig z nowymi mutacjami.

Prosiaczki dokonują kilku mordów na naukowcach, przynajmniej tak to wygląda dla ludzi, którzy nie rozumieją złożonej cywilizacji i norm społecznych tych istot. Sytuacja zaostrza się, i wtedy na planetę trafia Ender. Kokon nawiązuje kontakt z prosiaczkami, i decyduje, że Lusitania jest nowym domem dla robali.

Mówca umarłych powoli przekonuje do siebie katolicką społeczność, nawiązuje kontakt z prosiaczkami, próbuje też rozwiązać problem descolady. Jest jeszcze jeden nowy element – w sieci ansibli, w jej filotycznych splotach, rodzi się sztuczna inteligencja, która z czasem staje się nieodłączną towarzyszką Endera. Jane, bo takie imię sobie nadała, jest niezwykle pożyteczna, ma dostęp do wszystkich komputerów ludzkich Stu Światów, kontroluje ansible. Jej istnienie jest wielką tajemnicą Endera.

Kontakt z prosiaczkami mają tylko naukowcy, nie wolno ich uczyć, przekazywać wiedzy technologicznej. Pomimo tego naukowcy łamią zakazy, a Kongres reaguje wysłaniem floty wojennej. Ender i koloniści, którzy wybierają bunt przeciwko Kongresowi, mają kilkadziesiąt lat na rozwiązanie problemu descolady – kiedy Kongres dowie się o jej zabójczym działaniu – natychmiast każe zniszczyć Lusitanię i dokonać drugiego ksenocydu. Królowa kopca postanawia  uratować siebie i prosiaczki poprzez budowę kosmolotów – jej istnienie wciąż pozostaje wielką tajemnicą.

Ksenocyd i Dzieci umysłu to historia rozwiązania narastającego kryzysu, a Card nie szczędzi nam kolejnych elementów układanki – wizji świata Drogi, na którym Kongres po cichu „hoduje” ludzkie komputery analityczne wykorzystując genetyczną skłonność mieszkańców do psychozy natręctw, świata Boskiego Wiatru, który rządzi Kongresem, rozwiązania problemu podróży szybszych niż światło. Pojawia się też wiele nowych składników, chociaż w zakończeniu sagi Card pozwala sobie na zbytni, nudnawy dydaktyzm i rozwinięcie własnych przemyśleń na temat rozwoju cywilizacji, przemycając mormońskie idee mesjanistyczne. Saga traci też na tempie, obecnym w dwóch pierwszych tomach.

Niezależnie od tego, Saga Endera pozostaje jednym z najważniejszych osiągnięć fantastyki XX wieku.

Wojtek Sedeńko

Zostaw komentarz